Niewątpliwy sukces wydawniczy pierwszej części cyklu sprawił, że kontynuacja przygód Alinki Mętlik była tylko przysłowiową kwestią czasu. W końcu doczekaliśmy się ów dnia. „Pralinka nie daje za wygraną”, to nic innego jak ciąg dalszy przygód niesfornej 8-latki, której los nie oszczędził kłopotów w postaci dwóch dokuczających jej na każdym kroku braci. Od razu trzeba nadmienić, że niekoniecznie trzeba znać poprzednią publikację żeby komfortowo zasiąść z najnowszą lekturą od wydawnictwa ZNAK. Narrator w osobie Alinki niemal każdą historię (a jest ich tutaj 12) rozpoczyna od objaśnienia sytuacji. Powtarza się momentami wręcz niemiłosiernie, ale i tak jej wybaczamy jako, że przypomnę, nasz opowiadacz ma dopiero 8 lat. Zapomnijcie też o chronologii wydarzeń między poszczególnymi przygodami, którą Pralinka celowo zaburza... bo może. Zresztą to i tak mało istotne w kontekście zwariowanych opowieści, których będziemy świadkiem. „Pralinka nie daje za wygraną”, podobnie jak jej poprzedniczka, to książka tryskająca wspaniałą energią i humorem. Świat widziany oczami 8-latki jest niezwykle prosty, a zarazem pełen niespodzianek. Fanny Joly udało się stworzyć postać, którą nie sposób nie polubić. Zadziorna Alinka, która musi dzielić życie z dwójką braci-urwisów, kocha się na zabój w Krzysiu Trufli (m.in. co środę popołudniu wychodząc przed dom, bo wtedy właśnie obiekt jej westchnień idzie do ciotki na naukę gry na skrzypcach),ma problemy z mnożeniem i gramatyką (choć są opinie, że panna Ołówek się po prostu zbytnio jej czepia),stanowi doskonałą odpowiedź na książkowych chłopięcych idoli. Wymyślony przez autorkę świat jest niezwykle wciągający, zabawny i pouczający zarazem. Brak nachalnego, czy wręcz ordynarnego humoru (jak to ma niestety coraz częściej miejsce) upatruję za kolejny duży plus. Wspaniałe ilustracje Ronana Badela nieraz wywołają dodatkowy uśmiech na Waszych i tak już roześmianych twarzach. Od strony technicznej nie mam wcale zastrzeżeń: twarda okładka, dobrej jakości papier. A przede wszystkim aż 334 strony niezapomnianej przygody i śmiechu. Bo śmiać się będziecie na pewno. Gwarantuję! To napisałem ja: Zwykły Tata, lat 37. [lubimyczytać.pl]