W końcu jednak dama wpłynęła do saloniku w chmurze egzotycznych perfum. Dobrze, że widziały jej przyjazd przez okno, bo w przeciwnym razie stałyby teraz z niemądrymi minami i rozdziawionymi ustami, gapiąc się na takie zjawisko. Elegantka stanęła na środku, a po jej dwóch stronach ustawili się młodzi chłopcy w liberiach, tak wysocy, że niemal sięgali czuprynami sufitu. Wszystkie trzy wstały w tej samej chwili i dygnęły, pokazując, że nawykły do obcowania z tak znamienitymi gośćmi. Dama przez chwilę przyglądała się im w milczeniu, a potem rozłożyła szeroko ramiona i niemal pofrunęła w stronę Cassandry. – Kochanie – zagruchała, zamykając ją w wonnym uścisku. – Nareszcie cię odnalazłam! Ciotki popatrzyły na nią pytająco, lecz Cassy mogła tylko wzruszyć ramionami. Nie miała pojęcia, dlaczego nieznajoma tak czule ją wita. – Proszę wybaczyć – powiedziała cicho, wyplątując się z jej uścisku. – Ale musiała mnie pani z kimś pomylić. Dama przechyliła głowę na bok i przyjrzała się jej roziskrzonym wzrokiem. – Ty jesteś panną Cassandrą Furnival, nieprawdaż? Córką Julii Hasley, trzeciej córki lorda Sydenhama? – Hm. Tak, ale… Dama pokręciła głową i westchnęła tak teatralnie, że Cassy nabrała pewności, że jej słowa, poza i gesty mają zawsze za zadanie wywarcie należytego efektu. – Powinnam była się spodziewać, że mnie zapomniałaś. W końcu byłaś maleńkim dziecięciem, kiedy widziałyśmy się po raz ostatni – oznajmiła, zdjęła rękawiczki i, nawet nie patrząc, po prostu upuściła je na podłogę. Jeden z lokajów rzucił się naprzód i pochwycił je, nim dotknęły podłogi. – A było na twoim chrzcie – dokończyła myśl, rozglądając się wokół. – Twoja matka była moją przyjaciółką – powiedziała, sadowiąc się z gracją na krześle przeznaczonym dla klientek. – Wielką przyjaciółką – podkreśliła. – Jestem twoją matką chrzestną – oznajmiła z ujmującym uśmiechem. – Wasza Miłość. – Cassandra ze zduszonym okrzykiem opadła z powrotem na krzesło, zdając sobie sprawę, że ta elegancka dama rzeczywiście przyjechała do niej w odwiedziny. Księżna Theakstone była jedyną osobą z przeszłości dziewczyny, która utrzymywała z nią kontakt. Nieważne, że były to jedynie skreślone w pośpiechu kartki ze świątecznymi lub urodzinowymi życzeniami. Cassandra pieczołowicie wszystkie przechowywała. To i tak było o wiele więcej, niż doświadczyła od kogokolwiek innego z rodziny. Księżna roześmiała się perliście, widząc oszołomienie Cassy. (Fragment).