Ta dość nieoczywista, międzypokoleniowa współpraca brytyjskiego wirtuoza elektroniki Sama Sheparda (Floating Points) oraz free-jazzowego demona Pharoah Sandersa, to coś, o co nikt nie prosił, a każdy potrzebował. Album “Promises” to jedno z najlepszych doznań muzycznych ostatnich lat i uwierzcie, że naprawdę ciężko pisać o muzyce, która najzwyczajniej odbiera mowę, ale postaram się choć odrobinę przybliżyć Wam z czym mamy tu do czynienia. Otóż nagrania na tej płycie skupiają w sobie Jazz, muzykę elektroniczną oraz klasyczną. Bardzo stabilna, ambientowa estetyka Sheparda, przez którą lawiruje raz zupełnie szalony, raz stoicko wręcz spokojny saksofon Sandersa, zabiera nas w sny Sun Ra, czyli gdzieś wysoko, gdzieś pomiędzy ciała niebieskie. The London Symphony raz na jakiś czas przypomina o swoim jestestwie na tych nagraniach, wprowadzając nas w baśniowy wręcz klimat. To cudowne dzieło to jedna ciągła kompozycja, która podzielona jest na 9 części (Movements) a każda z nich, pomimo dość stałego tła muzycznego, ma do zaoferowania coś innego. Nieważne czy słuchasz Techno, Rocka, Bluesa czy Rapu, “Promises” to album który po prostu warto mieć wśród swojej kolekcji, aby raz na jakiś czas położyć na nim gramofonową igłę i po prostu chłonąć naturalny spokój, naturalne brzmienie. Norbert.