Niektóre historie zaczynają się szeptem. Wystarczy chwila - jedno zatrzymane spojrzenie - aby wszystko wokół zamilkło. Antoine wchodzi w Paryż powoli, jak w wodę. Słucha miasta, obserwuje ludzi, próbuje znaleźć w nim dla siebie miejsce. Marie przeciwnie - niesie w sobie ruch, światło, zapach, obietnicę czegoś nieuchwytnego. Kiedy spotykają się po raz pierwszy, nie pada żadne wielkie słowo. Za to jest ciepło spojrzenia, subtelność gestu, to ciche „dzień dobry”, które brzmi jak początek czegoś, co dopiero będzie miało znaczenie. Ich miłość dojrzewa w detalach: w stukocie kroków na bruku, w parze z kawy, która unosi się nad stolikiem, w dłoni odsuniętej o kilka centymetrów... i w tej samej dłoni, która w pewnym momencie odważy się być bliżej. „Miłość w Paryżu” to opowieść o uczuciu budowanym powoli, jak melodia, która wślizguje się pod skórę. O delikatności, która potrafi być silniejsza niż namiętność. O bliskości, której nie trzeba wypowiadać na głos, żeby była prawdziwa. To książka dla tych, którzy wierzą, że miłość zaczyna się w sercu... i w milczeniu, które potrafi powiedzieć wszystko.