• Ciekawy obraz powstającej Nowej Huty. Natomiast akcja toczy się wartko!
  • Książka wspaniała,czyta się ją,,jednym tchem"polecam!
  • Mimo że jest powieścią jednowymiarową to jednak wciąga 😊Zabieram się za drugą część 😊
  • bardzo dobra powieść osadzona w latach powojennych czyta się jednym tchem
  • Bardzo wciągająca powieść, urwana w miejscu takim aby jak najszybciej sięgnąć po kolejny tom. Polecam.
  • To cz. I zapowiadanej przez autorkę pięciotomowej sagi rodzinnej z podtytułem SPACER ALEJĄ RÓŻ. • Część ta ukazuje losy bogatej, wiejskiej rodziny Szymczaków, która w wyniku kolektywizacji, a także osobistej zemsty i zawiści sąsiada aparatczyka, traci majątek. Główny bohater, tej części, Bronek, głowa rodziny, musi szukać własnego miejsca w budującej się Nowej Hucie. • Tę I część czytało mi się świetnie, z niecierpliwością czekam na dalsze tomy tej ciekawie zapowiadającej się sagi rodzinnej, wciągającej w świat szarej rzeczywistości PRL -owskiej.
  • Ta książka "kupiła" mnie dwa razy. Po pierwsze, jestem absolutną fanką wielowątkowych sag rodzinnych. Tych mających parę tomów, dziejących się na przestrzeni wielu, wielu lat - kocham, kocham, kocham. Po drugie, akcja serii znajduje swoje miejsce w mojej ukochanej Nowej Hucie. Powiedzcie sami - jak mogłabym się nie skusić!? • Pierwszy tom dziejów rodziny Szymczaków dzieje się na przełomie lat 40. i 50. Kończymy lekturę w wigilijny wieczór roku 1951. Rodzina składa się z Matki, nieślubnej córy Pana, należącego do przedwojennej arystokracji, Bronka i jego bliźniaczek siostry Doroty, wojskowego Leszka, trzpiotliwych Krysi i Julki oraz nastoletniego Andrzeja. Każda z tych postaci jest inna i ma różne priorytety oraz czego innego oczekuje od życia. Początkowo rodzina - mimo pokłosia po wojennej zawierusze - ma się całkiem dobrze. Są największymi gospodarzami we wsi, ich plony rokrocznie są bogate, a dzięki dostępie do czarnego rynku, gdzie można skupować rzeczy z paczek z USA, cała familia nosi się trochę "po pańsku". Wszystko to jednak drastycznie się zmienia, gdy PRL zaczyna łypać na własność prywatną i następuje kolektywizacja. Szymczakowie tracą dosłownie wszystko, bo poza ziemią i pieniędzmi skrupulatnie pozbywa się ich również godności - nie tej "pańskiej", a tej zwyczajnie ludzkiej. Chcąc pomóc rodzinie Bronek decyduje się wyjechać w okolice Krakowa, gdzie właśnie powstaje nowe, nowoczesne, komunistyczne miasto - Nowa Huta. • Tyle jeżeli chodzi o fabułę. Autorka jest rodowitą Nowohucianką i widać, że naprawdę zależało jej na tym, aby szerszemu gremium czytelników przedstawić początki Nowej Huty, z jej blaskami, ale i cieniami. Liczne przypisy stanowią odnośniki dla tych, którzy chcieliby jeszcze lepiej zgłebić historię, którą autorka uczyniła jako podstawę dla swojej historii. • Jako mieszkance Nowej Huty fenomenalnie czytało mi się o budynkach i ulicach, które doskonale znam. Wiem, że w kolejnych tomach będzie tego jeszcze więcej i wierzcie mi, już zacieram ręce! • Niestety. Książka ma trochę wad. Autorka świetnie dobrała sobie tło historyczne, doskonale ulokowała perypetie bohaterów jeżeli chodzi o czas i o miejsce. Ale. Na rodzinę Szymczaków spadają dosłownie wszystkie tragedie świata. Pomyślcie teraz o jakiejś. Jakiejkolwiek. Jest około 80% szans, że to, o czym pomyśleliście stało się udziałem Szymczaków. Przez fakt, że naszych bohaterów ciągle spotyka coś strasznego i dramatycznego w pewnym momencie przestajemy się już nad nimi litować i im wpsółczuć bowiem tutaj problem goni problem, zgryzota zgryzotę, tragedia tragedię. Bardzo szybko zatem staje się to takim "a, znowu". • Autorce zależało na zawarciu jakiegoś wątku romantycznego w tej powieści, ale - jak na złość - on też wyszedł kulawo. Bo ta miłostka wyskakuje jak przysłowiowy Filip z konopi, nic z niej tak na dobrą sprawę nie wynika, w ogóle nie jest autentyczna, a mimo to bohater, której ona dotyczy roztkliwia się nad nią niesamowicie (a to wszystko okraszone tym zalewem tragedii spadających na całą rodzinę, nie zapominajcie!). • Co do samych bohaterów, to też autorka nie popisała się przesadnie. W zasadzie nie poznajemy ich bliżej i ciężko wzbudzić w sobie sympatię do któregokolwiek z nich. Są "płascy", nie wyczuwa się w nich ludzi z krwi i kości. Autorka mocno uwypukliła niektóre cechy i przez to postacie, które spotykamy w książce są nienaturalni i "jedynowymiarowi". Szkoda. • Ja na pewno sięgnę po kolejne tomy - bo HUTA! - ale nie wydaje mi się, żeby dla kogoś nie zain­tere­sowa­nego­ tym miejscem książka przedstawiła jakąkolwiek większą wartość. A ogromna szkoda!
  • Kompletnie nie moja bajka, choć mieszkam w Hucie :) nie lubię takiej literatury i tyle. Prosty język, postacie o wyjątkowo płaskich charakterach, wszystkie nieszczęścia świata zgromadzone w jednej rodzinie, ot banał. A tu proszę - wciągnęło ;)

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo