• Z „Pollyanną” pierwszy raz spotkałam się w dzieciństwie. Zostawiła po sobie wrażenie podobne do tego, które miałam po przeczytaniu „Ani z Zielonego Wzgórza” — pogodna bohaterka, dziecięcy zachwyt, podobny rodzaj emocjonalnego przywiązania. • Tym razem „Pollyanna” towarzyszyła nam w podróży i była miłą, bo zadowoloną kompanką. I jak na ponadstuletnią wspó­łtow­arzy­szkę­ podróży świetnie się spisała — skutecznie umilała nam drogę. • Sama historia nie jest specjalnie skomplikowana i chociaż było kilka zwrotów akcji, z łatwością można było przewidzieć zakończenie. Jej dosyć staroświeckie tło pozwala za to podejrzeć obyczaje i życie amerykańskiego społeczeństwa początku XX wieku. W tej książce chodzi jednak przede wszystkim o postawę głównej bohaterki i jej grę w zadowolenie — bo właśnie ten pomysł okazuje się ponadczasowy. • Bo który współczesny rodzic nie marzy o dziecku, które nie narzeka, nie marudzi i nie jęczy?

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo