Recenzje dla:
Z dala od zgiełku/ Thomas Hardy
-
Thomas Hardy niebywale wyraziście odmalował prowincję Wessexu i fascynująco przedstawił obraz wiejskiej społeczności, począwszy od opisu pełnionych przez jej przedstawicieli ról, wykonywanych prac i obowiązków, a także form spędzania wolnego czasu, zwyczajów i całej gamy konwenansów. • Jakże różnorodni, ale bliscy i swojscy okazali się mieszkańcy Weatherbury i okolic, tak genialnie przez Hardy’ego sportretowani. Rubaszni, weseli, rozplotkowani, specyficzni, ale tacy, na których zawsze można polegać, no prawie, bo gdy popiją grogu, to nie. Wtedy śpią i nic ich nie ruszy. • I właśnie na tle tej sielsko-wiejskiej scenerii rozgrywa się spektakl pełen gwałtownych uniesień, tłumionych uczuć i mocy przeznaczenia. A Bathsheba Everdene, Gabriel Oak, William Boldwood and Francis Troy to pierwszoplanowi aktorzy tego dramatu. • Zakończenie jest zgodne z przysłowiem: gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. • I jeszcze na koniec. • Już na początku zwróciłam uwagę na imiona i nazwiska, które nadał swoim bohaterom Thomas Hardy. Ich aluzyjność powoduje, że książka nabiera głębszego sensu i drugiego dna, bo te nazwy, powiązane ze Starym Testamentem, starożytną Grecją, pogańską Brytanią są wyzwaniem rzuconym wiktoriańskiej moralności. • Bardzo rozbawił mnie Kainek, którego znajomi i sąsiedzi nazywali zdrobniale, by osłabić negatywne znaczenie imienia Kain, które to matka nadała mu na chrzcie w przeświadczeniu, że Kain, to był ten dobry ;)