• Najsmutniejsze stwierdzenie recenzujące książkę może być chyba takie, że trzeba się było dobre pięć minut zastanowić (a potem jeszcze wesprzeć opisem wydawcy), by przypomnieć sobie, o czym była. Szczególnie, gdy czytało się ją dwa tygodnie temu... Nie była taka zła. Tak po prawdzie to czytało mi się ją na tyle wartko i na tyle chętnie do niej wracałam, ba, poświęciłam każdą wolną chwilę, by w niespełna dwa dni moje zainteresowanie zostało zaspokojone i kolejna wymyślona historia poznana. • Zakończenie rozczarowało i sprawiło, że na te dwa dni, spędzone nad lekturą, spojrzałam z perspektywy człowieka, który dał się okraść z czasu. Tyle ambitnych lektur leży na półkach... Niestety - to właśnie takie czytadła jak "Najszczęśliwsza" są na tyle strawne i niewymagające, by człowiek, szukający prostej rozrywki i relaksu, sięgnął po COKOLWIEK do przeczytania, zamiast konsekwentnie brnąć w dzieła, które naprawdę wymagają i ujmują, kurząc się tymczasem na półce.

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo