• "Płuczki..." czyli historia „żydowskiego złota”… • Reszka w swym reportażu przedstawił relacje ludzi, którzy mieli do czynienia z procederem penetrowania mogił ofiar żydowskich z obozów w Bełżcu i Sobiborze. Na terenie tych dwóch byłych obozów przez wiele długich lat lokalna ludność trudniła się „poszukiwaniami” żydowskich kosztowności. Tonami przekopywali oni zmieszane z ziemią ludzkie prochy, a nawet przepłukiwali je w rzece lub w tak zwanych płuczkach, czyli specjalnie ku temu przygotowanych wykopanych dołach. • Osoby, które podejmowały się niejako bezczeszczenia miejsc spoczynku ludności żydowskiej mówią o tym w sposób zupełnie im obojętny. Nie odczuwają nawet najmniejszych wyrzutów sumienia. Wszystko tłumaczą skrajną biedą, brakiem pracy zarobkowej, a co za tym idzie brakiem żywności itd. Twierdzą, że nie mieli zamiaru się nie wiadomo jak wzbogacić na tym procederze, bo to zwyczajnie i tak nie było możliwe. Pozagładowa „gorączka złota” miała dostarczać im tylko stosowne minimum finansowe, do tego żeby jakoś wiązać koniec z końcem. • Potomkowie niegdysiejszych kopaczy w większości do dzisiaj nie widzą w ich działaniach zupełnie nic niestosownego. Twierdzą, że takie były trudne czasy. Wszyscy chodzili na wykopki. Najbardziej bulwersujący w tym wszystkim jest fakt, że ani władze świeckie, ani kościelne w sposób jasny i czytelny niczego nikomu nie zabraniały. Udając „ślepych i głuchych” w pewien sposób dawały przyzwolenie lokalnym mieszkańcom na prowadzenie dalszych poszukiwań. • Czy byli to ludzie bez sumienia? Czy tego typu zachowanie da się jakimkolwiek argumentem w sposób racjonalny usprawiedliwić? Niestety na te szokujące pytania nie znajdziemy odpowiedzi w reportażu „Płuczki….”. Tutaj nie ma rozliczenia się z przeszłością, nie ma skruchy, ani żalu za swe złe czyny… Ten przerażający fakt świadczy tylko i wyłącznie o zwyczajnej, wszechobecnej znieczulicy i skrajnym egoizmie. Wstrząsające…
  • Książka Piotra Pawła Reszki pt. Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota to szokujący reportaż o ludzkiej obojętności, braku empatii i pewnego rodzaju obłudzie. Z nazwą tytułową nie spotkałam się nigdy wcześniej i nawet nie zdawałam sobie sprawy z istnienia procederu rozkopywania i przeszukiwania poobozowych masowych grobów. Autor skupił się głównie na dwóch obozach koncentracyjnych: Bełżcu i Sobiborze (oba w województwie lubelskim), w których Niemcy zamordowali ponad czterysta tysięcy Żydów. Książka ma formę wywiadu z osobami, które zajmowały się wykopywaniem kosztowności z mogił pomordowanych w obozach koncentracyjnych, a także z członkami ich rodzin. Autor nie komentuje, nie wchodzi w dyskusje ze swoimi rozmówcami, słucha i od czasu do czasu dopytuje. Przepytywane osoby analizują swoje i innych czyny, nie postrzegając ich jako niemoralne i negatywne, usprawiedliwiając przeszukiwanie mogił biedą, ciężkimi czasami, tym, że „wszyscy chodzili”, oraz najgorsze możliwe tłumaczenie, że przecież martwym i tak już nic nie jest (było) potrzebne. • Kopacze – bo tak też byli nazywani, działali od lat 40. do nawet 80. XX wieku, grzebali w szczątkach, zwłokach i prochach. W Sobiborze poszukiwacze plądrowali mogiły, zwozili kości do okolicznych bagien, gdzie płukali je w dołach z wodą, tytułowych płuczkach, na specjalnych sitach, gdyż tak łatwiej było zauważyć skarby w postaci kolczyków, pierścionków, monet, ale też złotych zębów i koronek. Hienami cmentarnymi byli nie tylko mieszkańcy okolicznych wiosek, ale również przyjezdni z Lublina. Z reportażu dowiadujemy się również, w jaki sposób do tego procederu podchodziły ówczesne władze i kościół. Jak karano poszukiwaczy, jakie były ich tłumaczenia i, o ironio, czemu nigdy nie kopali w niedzielę? Książka porusza temat drażliwy, wstrząsający i niewygodny dla niektórych, stanowi świadectwo niewyobrażalnego procederu, bezczeszczenia grobów, jaki miał miejsce przez lata. • Anna Jędrzejowska • Biblioteka Kraków

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo