Recenzje dla:
Laur olimpijski/ Kazimierz Wierzyński
-
„Myślę, że niezupełnie słusznie przywiązuje się dzisiaj tak dużo wagi do wyników sportowych. Zapewne są to te widoczne dla oka granice, które pozwalają ogarnąć całość wyniku sportowego, ale podobnie jak granica przeciągnięta na ziemi jest sama przez się tylko linią, tak samo i rekordy nie miałyby treści, gdyby nie zamykały w sobie tego, co jest od nich ważniejsze – przeżycia sportowego”. • Pięknie ujęła to Halina Konopacka – zdobywczyni pierwszego w historii Polski złotego medalu olimpijskiego. • Nieprzypadkowo właśnie od słów Konopackiej chciałam zacząć tę opinię, ponieważ tego pamiętnego, 1928 roku, oprócz Konopackiej, mistrzem został także… Kazimierz Wierzyński. Polski poeta na igrzyskach IX Olimpiady w Amsterdamie zdobył złoto w Olimpijskim Konkursie Literatury i Sztuki. • Te dwa złote medale przypominają, że pierwotna idea olimpijska od początku łączyła siłę ciała z siłą ducha. Dziś niewiele osób pamięta, że wówczas medale olimpijskie przyznawano również za twórczość inspirowaną sportem. • Mimo iż „Dyskobola” i „Skok o tyczce” Wierzyńskiego pamiętam jeszcze ze szkoły, to przyjemnie było przeczytać je ponownie z dorosłej perspektywy. I jakże ciekawe poznawczo stały się inne wiersze, których wcześniej zapewne nie odczytałabym w pełni – „Paddock i Porrit”, „Fanfara na cześć Karola Hoffa”, „Erminio Spalla”, „Nurmi”. Bardzo podobał mi się także, jeszcze z angielska pisany, „Match footbollowy”. • Na zakończenie – jako podsumowanie moich poetyckich wrażeń – niech wybrzmi zwrotka z „Defilady atletów”: • Nasza pieśń nie zna waszych uniesień i wieszczeń, • Inny sztandar nas zwołał i na czołach legł, – • My sławimy natchnienie, muskuły i przestrzeń, • Serce, co maratoński wytrzymuje bieg.