Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
"Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła"
Wisława Szymborska
"Kto czyta książki, żyje podwójnie"
Umberto Eco
"Łatwiej niektórym książkę napisać, niż drugim ją przeczytać"
Alojzy Żółkiewski
"Z książkami jest tak, jak z ludźmi: bardzo niewielu ma dla nas ogromne znaczenie. Reszta po prostu ginie w tłumie"
Wolter
Najnowsze recenzje
-
„Hiroszima” to najgłośniejszy reportaż wszechczasów. To relacja z wydarzeń przez które świat wstąpił w erę atomową. I tych wydarzeń, jak wielu innych nie da się wymazać z kart historii. Od zobaczyć, ani od usłyszeć. John Hersey jako pierwszy minuta po nucie, godzina po godzinie opowiedział wszystko o piekle, w jakim znaleźli się mieszkańcy Hiroszimy 6 sierpnia 1945 roku. I najbardziej przytłaczająca w tej relacji jest ludzka nieświadomość i totalna niewiedza na temat tego, co się naprawdę wydarzyło. I że na samym gwałtownym wybuchu rzecz ta się nie kończy. Reportaż ten to głos naocznych świadków tamtejszych wydarzeń: panny Sasaki, pani Nakamury, chirurga Terufumiego, duchownego Tanimoto, ojca Kamady, lekarza Higuchiego. To oni opowiadają o swych przeżyciach po wybuchu i bezinteresownym niesieniu pomocy ocalałym, ich wieloletnich zmaganiach się z chorobą popromienną. Jest to smutny, przejmujący obraz pełen niesprawiedliwości. Obraz wojny w najgorszym jej wydaniu. To jak apokaliptyczna opowieść, która stała się faktem. Dobrze, że na rynku wydawniczym w końcu ukazało się wydanie z oryginalną okładką „New Yorkera”, które miało wówczas niebagatelne znaczenie dla zamieszczonego w nim reportażu. Uważam go dziś za lekturę obowiązkową dla każdego. Bez dwóch zdań polecam.
-
„Kontury” to druga rzecz napisana przez Jakuba Jarno. Na samym początku trafiamy do więzienia, w którym poznajemy główną bohaterkę tej opowieści niejaką Wandę Jeżyńską i w tym miejscu też do końca z nią pozostajemy. Przeprowadzana jest z Wandą rozmowa, która ma wyjaśnić co się w jej życiu takiego wydarzyło, że obecnie jest tu, gdzie jest. Wanda zaczyna snuć opowieść o swym życiu od początku, który pamięta. O jej relacji z Frankiem Światło i Urbanem Sierpińskim. Nie robi tego w sposób chronologiczny. Nie gubi się, lecz celowo przeskakuje z wątku, na wątek. Na większość zadawanych jej pytań nie odpowiada w sposób jednoznaczny. Wiele w jej historii niedopowiedzeń. Jej losy są przejmujące. Wanda musiała mierzyć się z brutalną rzeczywistością bez żadnego wsparcia. Doświadczyła cierpienia i niesprawiedliwości. Jej życie niejednokrotnie było dla niej wielką próbą przetrwania. I tak z każdą kolejną stroną pochłania nas relacja Wandy, by z nagła się skończyć. W sposób bardzo gwałtowny i wysoce niejednoznaczny… I tylko z tego powodu odczuwam pewien niedosyt po tej lekturze. Z powodu zakończenia właśnie, które napisałabym zupełnie inaczej… A to zaoferowane przez autora uważam, za zwyczajny brak pomysłu na doprowadzenie sprawy do końca… Nie nazwałabym go zaskakującym, raczej „marną ucieczką z miejsca zdarzenia”… Cóż, bywa…
-
„Hjem” to jedna z bardziej osobistych książek Ilony Wiśniewskiej. Autorka opowiada w niej o swym aktualnym miejscu zamieszkania, norweskim miasteczku Tromsø. Nie jest to jednak zwyczajna historia o samej okolicy, lecz o mieście jako siedlisku, w którym natura spotyka się z człowiekiem. Tromsø jest to miejsce pod wieloma względami niezwykłe. Bardzo różnorodne kulturowo, ostatnio dość popularne turystycznie i bardzo cenne pod względem naukowym. To także najchętniej obierany przez obcokrajowców kierunek do oglądania zorzy polarnej i doświadczania arktycznego klimatu. Ilona opowiada dlaczego upodobała sobie Tromsø, jako bezpieczną przystań. Mówi też o zawartych tu przyjaźniach. Skupia się na relacji z niejaką Bjørk, która kocha nad swe życie ptaki, a zwłaszcza mewy. I to także historia o nich właśnie. O mewach, którym w wyniku szybkiego rozwoju miasta coraz ciężej się funkcjonuje. A ludzie nie rzadko nic sobie z tego nie robią. Ilona wraz ze swymi znajomymi próbuje temu przeciwdziałać. Wspólnie podejmują oni walkę skierowaną przeciwko niszczeniu naturalnych ptasich siedlisk i ratowaniu gatunków, którym grozi wyginięcie. Okazuje się, że ludzi i zwierzęta spotyka tu taki sam los. Jest wybór, albo go nie ma i należy się dostosować. I nie zawsze decydują o tym prawa natury, a raczej ludzki egoizm i ignorancja. A tak naprawdę każdy z nas potrzebuje jakiegoś domu, bezpiecznego azylu, upragnionego siedliska. Bo ludzie i zwierzęta są przecież częściami tej samej natury. Polecam gorąco reportaż. Interesujący i frapujący za razem. Udanej lektury.
-
Po niesamowicie długiej drodze, pełnej interesujących przygód Henryk i Bzyk wracają do swojego ukochanego, bukowego żywopłotu. Ale na tym ich atrakcje się nie kończą. Oj nie… Okazuje się, że podczas ich nieobecności ktoś znalazł sobie bezpieczny azyl na należącej do nich kanapie. To truteń Dennis. Twierdzi, że odtąd jest to wyłącznie jego dom. Po długich pertraktacjach Henrykowi i Bzykowi udaje się z nim dojść do jakiegoś mało konkretnego porozumienia. Ale niestety, gdy tylko trutniowi coś jest nie w smak, to zaraz straszy przyjaciół swym rzekomym żądłem. Żeby było milej to po ogrodzie grasuje elektryczny stwór pożerający wszystko, co w trawie piszczy, a strefę ponad nią opanował rój pszczół. I to on w ogrodzie teraz dyktuje warunki. Bzyk jednak nic sobie nie robiąc z wprowadzonych zakazów postanawia wyjść pszczołom naprzeciw. Jaki przyniesie to dla wszystkich skutek? Co czeka trutnia Dennisa, ciotkę Kasandrę i pozostałe owady z żywopłotu? Czy z pszczołami da się w jakiś sposób porozumieć? Przekonajcie się sami sięgając po dziewiątą już książkę z tej serii. Będzie wesoło, zaręczam. Udanego czytania.
-
Dominika Słowik urzeka niebanalną fabułą, nieprzeciętną atmosferą i niesamowitym językiem. Akcja powieści "Zimowla" rozgrywa się w małym miasteczku zwanym Cukrówką, leżącym gdzieś w Dolinie Zmornickiej. Dzieją się w nim przedziwne, na pozór niewyjaśnione rzeczy, jak opowiada nastoletnia narratorka. A mówi czytelnikowi o wszystkim. Jest córką byłej już pracownicy Cukrowskiego muzeum i byłego urzędnika. Byłego, bo porzucił swe dotychczasowe zajęcie, by zająć się fachowo wróżbiarstwem. To jednak nie wszystko. Jest tu jeszcze babka Sarecka zatwardziała komunistka, która nie daje sobie w kaszę dmuchać i zawsze stawia na swoim. Pszczelarz, który wytresował własne pszczoły. Misza handlujący najlepszą słowacką trawką. Somnambuliczna Magda Dygnar, spacerująca nago po nocy i wielu innych równie mocno ujmujących bohaterów. Mamy tu do czynienia z retrospekcją. Chwyta za serce realizm magiczny i symbolizm tej powieści, jaki skrywa w sobie tytułowa zimowla właśnie. Bohaterowie są tu bardzo wyraziści i nietuzinkowi. Ich zachowania wzbudzają uśmiech na twarzy czytelnika. Nie da się ich nie lubić. Każdy szczegół tej historii został bardzo mocno przemyślany przez autorkę, czego dowodem jest scalające całość dość "wykwintne" zakończenie. Dominika Słowik stworzyła w mojej ocenie coś niezwykłego, coś wobec czego nie można przejść obojętnie. Świetna literatura. Polecam gorąco.