Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Najnowsze recenzje
-
Lektura „To” przypomina brodzenie w ściekach Derry: jest lepko, duszno, a smród rozkładających się traum osiada na czytelniku niczym pajęczyna. To powieść, która jednocześnie hipnotyzuje i męczy, zachwyca rozmachem, by chwilę później wystawić cierpliwość na ciężką próbę. King bierze na warsztat dzieciństwo; ten szczególny stan, w którym wyobraźnia jest bronią, a strach ma realną formę. • Derry w stanie Maine nie jest tu tylko scenerią, lecz żywym organizmem karmiącym się nienawiścią i przemilczanym złem dorosłych. Tytułowe „To” działa jak soczewka; skupia lęki i społeczne choroby, przybierając kształt klauna czy głosu w rurach. Największą siłą Kinga jest Klub Frajerów; grupa młodych bohaterów tak autentycznych i kruchych, że ich walka z potworem staje się wręcz namacalna. Autor po mistrzowsku splata dwie linie czasowe, pokazując, jak dziecięcy strach fermentuje w dorosłe życie. • Niestety, King wpada we własną pułapkę narracyjnej zachłanności. Powieść jest absurdalnie przeładowana; momentami autor uprawia czysty freewriting, rzucając na papier każdy chybiony pomysł, jak mordercza rzeźba Paula Bunyana czy gigantyczny ptak. Czytelnik ma wrażenie, że żaden redaktor nie odważył się zasugerować cięć w tym monumentalnym tekście. Kulminacją braku hamulców jest niesławna scena w kanałach – całkowicie zbędna, niesmaczna i burząca emocjonalną wiarygodność bohaterki. • Największy zawód przynosi jednak finał. Przejście z poziomu genialnej metafory zła na grunt mityczno-kosmicznej metafizyki z wielkim żółwiem, który stworzył wszechświat z powodu niestrawności, to narracyjne samobójstwo. Zamiast przejmującej walki o odzyskanie dzieciństwa, otrzymujemy gmatwaninę teorii o macroverse, która odbiera bohaterom sprawczość. • Mimo tych pęknięć „To” pozostaje książką ważną. Nie jako perfekcyjny horror, lecz jako brutalna opowieść o cenie, jaką płacimy za dorastanie. To lektura bolesna, długa i nierówna – dokładnie taka, jakiej należy się spodziewać po Kingu w jego najbardziej ambicjonalnym, choć nieokiełznanym wydaniu. Jeśli jednak szukacie spójności, nowa ekranizacja naprawia większość tych błędów, wycinając absurdalne jaskółki i żółwie na rzecz czystego, ludzkiego strachu uzupełniając elementy, które nie trafiły do telewizyjnej wersji „To“ z lat 90‘, a jakby tego było mało to serial „Welcome to Derry“ pięknie rozbudowuje uniwersum i czerpie pełnymi garściami z historycznych wzmianek o miasteczku.