Bestiarium
| Autor: | Tomasz Różycki |
|---|---|
| Tłumacz: | Marlena Breuer |
| Wydawcy: | Edition. fotoTAPETA (2016) Społeczny Instytur Wydawniczy Znak (2012) |
| ISBN: | 978-3-940524-47-8, 978-83-240-1891-8 978-83-240-189108 |
| Autotagi: | druk książki powieści proza |
|
4.0
|
|
|
|
|
Wypożycz w bibliotece
Kup
Recenzje
-
Lubię surrealizm, absurd i czarny humor, ale nie zawsze i nie w każdym wydaniu. Zastanawiałam się, jak to będzie w tym przypadku? Okazało się, że Różycki trafił w mój gust: ekspansja słowa i rozpasanie wyobraźni tworzą prozę, która wdzięcznie wymyka się realistycznym konwenansom. • Bohater wie, że śni, ale ta świadomość wcale nie daje mu kontroli nad snem. Miotany jego prawidłami, poddaje się nierzeczywistemu ciągowi zdarzeń i zdaje na łaskę dziwacznych krewnych zamieszkujących leciwą kamienicę. • Odwiedza babkę Apolonię, która wręcza mu pewien klucz. Spotyka wuja - typowego polskiego wuja, co to do tańca i do różańca. Zna się na wszystkim, lubi trzymać pieczę nad skarbami przeszłości, otacza się ludźmi, których może wykorzystać, i w ogóle wie, co w trawie piszczy. Trafia też na podejrzanego kuzyna i jego niby muzę Anielę, rozmawia ze stryjem próbującym przedstawić własną wersję rodzinnego dziedzictwa w opozycji do wuja, a na koniec flirtuje ze światową, pełną seksapilu kuzynką. • Miałam wrażenie, że Różycki pełnymi garściami czerpie z naszej literackiej spuścizny. Choćby to pokrewieństwo z Gombrowiczem — szczególnie widoczne w groteskowych rodzinnych i narodowych sporach, w które bohater zostaje uwikłany wbrew własnej woli. W tej osobliwej familijnej galerii niejeden czytelnik rozpozna zapewne kogoś ze swoich krewnych. Paradoksalnie przerysowanie wcale nie odbiera tym postaciom aktualności, przeciwnie, pozwala dostrzec w nich znajome typy. • Chwilami bohater przywodził mi też na myśl Anhellego — nie jako postać romantycznie tragiczną, lecz jako świadka, którego prowadzi się przez świat zbiorowej pamięci i historycznego dziedzictwa. • Absurd i groteska „Bestiarium” odsłaniają niewygodną prawdę o naszym stosunku do przeszłości i tradycji. Nie jest to jednak ugłaskana groteska — bywa drapieżna, a nawet perwersyjna. Co rusz uderzała mnie paląca celność uwag autora. Śmiech zamierał, nim zdążył się narodzić. • Kilka razy, podobnie jak bohater, czułam się przytłoczona intensywnością tej osobliwej misji i wędrówki. W końcu sama zaczęłam wypatrywać powodzi, na którą tak wszyscy czekali. • Największą przyjemność sprawiał mi jednak poetycko rozwydrzony język Różyckiego — nonszalancki, rozbuchany, z lubością igrający ze słowem. • A oto próbka tej samowoli słowa: • „I choć przechodząc obok, odwracali głowy, przytulali się i rozmawiali w najlepsze, wiedziałem, że odwracając głowy, od moich bosych stóp je odwracają, że szepczą o mnie, że nie patrząc w moją stronę, właśnie w moją starają się stronę patrzeć”.