Wyobraźcie sobie świat, w którym śmierć nie jest końcem, lecz przejściem do roli bohatera. Świat, w którym trup nie milczy – uczy, testuje, mierzy, przestawia organy w laboratoriach chirurgicznych, przemierza strzelnice balistyczne, eksploduje w symulacjach katastrof lotniczych, gnije, zaskakując naukowców w „trupich farmach”, a nawet rośnie, zamieniony w kompost, aby drzewo mogło pamiętać o zmarłym. Mary Roach w „Sztywniaku. Osobliwe życie nieboszczyków” zabiera nas do tego niezwykłego świata z uśmiechem na ustach i skalpelem w ręku wyobraźni. Już sam tytuł prowokuje: „Sztywniak”. Brzmi jak groźba, obietnica dziwności lub zakaz dotykania. Czytelnik staje w obliczu dylematu: ciekawość, obrzydzenie, zdziwienie, a wszystko naraz. Jednak od pierwszych stron okazuje się, że ta książka to nie horror, lecz kabaret nauki i groteski, w którym trup staje się superbohaterem codzienności. A martwe ciało ratuje – w milczeniu, cierpliwie, perfekcyjnie. Roach prowadzi nas przez rozdziały w których każdy denat ma swoją rolę i scenę. Od sal sekcyjnych, gdzie głowy i wnętrzności spotykają studentów medycyny, po laboratoria chirurgii estetycznej, gdzie martwe ciała uczą, jak wypełniać zmarszczki, których żywi nigdy by nie chcieli pokazać. Od pól testowych wypadków samochodowych, gdzie „pasażerowie” zmarli poświęcają się dla bezpieczeństwa żywych, po strzelnice i pola balistyczne, gdzie ich ciała stają się tarczami – wszystko w imię nauki i nieuchronnego postępu. A potem są „trupie farmy”- miejsca, w których gnijące ciała uczą kryminologów, jak odczytać tajemnice śmierci. I choć zapachy nie przenikają kart książki, wizja jest wystarczająca: ciało, które gnije, nie narzeka, nie jęczy, a jednocześnie dostarcza informacji nieocenionych dla nauki. Tu i ówdzie Roach wplata absurd: głowa ludzka waży mniej więcej tyle, co kurczak gotowy do pieczenia. Czy to waga wiedzy, czy egzystencji? Nie wiadomo. Śmiech miesza się z obrzydzeniem, ciekawość z fascynacją. Roach nie ogranicza się do znanych zastosowań zwłok. Opowiada o transplantologii, testach kamizelek kuloodpornych, badaniach nad katastrofami lotniczymi, a nawet o „trupiej medycynie ogrodniczej”, w której ciało staje się kompostem i zasila nowe istnienie. Nawet jeśli w tym momencie czytelnik marszczy brwi i chce zamknąć książkę, narracja autorki przekonuje: śmierć może być użyteczna, a trup – bohaterem zdarzeń.... [Wydawnictwo, 2026]