-
Jakże ciekawie poznawać w literaturze nowe światy, choć przecież od dawna są odkryte, opisane w encyklopediach i zaznaczone na mapach. • Przekonałam się, że opis świata widzianego z perspektywy jednej, wcale nie najwytworniejszej ulicy potrafi pokazać więcej niż najdłuższe hasło w encyklopedii. • „Nasza ulica” to zbiór siedemnastu kameralnych opowiadań o ludziach splecionych miejscem codziennej egzystencji. • „My, ludzie z Miguel Street…” — tak mówi o sobie i pozostałych mieszkańcach tej niezbyt długiej trynidadzkiej ulicy młody narrator, w którym nietrudno dopatrzyć się rysów samego autora, późniejszego noblisty, dziś nieco zapomnianego — Vidiadhara Surajprasada Naipaula. • „My, mieszkańcy, traktowaliśmy naszą ulicę jako rozległy świat, w którym każdy różni się od pozostałych”. • Poszczególnych bohaterów poznajemy oczyma chłopaka, sąsiada i towarzysza smutków, radości, skandali i szarej codzienności, z którą jakoś trzeba się zmagać. Galeria postaci jest, jak to w przypadku takich uliczek bywa, barwna i niebanalna. Marzenia, przyzwyczajenia i dziwactwa tworzą rodzaj symbiozy. Każdy na tej ulicy ma swoje miejsce, a gdy kogoś zabraknie, robi się dziwnie pusto. • Dziecięca perspektywa łagodzi ostrość tego świata, nie odbierając mu jednak jego smutków, śmieszności i okrucieństw. • Najbardziej podobało mi się liryczne, smutne i wzruszające opowiadanie o poecie — „C. Wordsworth”. Uśmiechałam się przy „liczeraczurze” i „połezji” w „Prawdziwym powołaniu”, a szczerze ubawiła mnie wyprawa na kraby zorganizowana przez Edwarda, brata Hata. • Im dłużej przebywałam na Miguel Street, tym mniej obcy wydawał mi się ten odległy świat. I tak oto jedna niepozorna ulica na Trynidadzie okazała się świetnym miejscem, żeby na chwilę zatrzymać się i ukoić rozedrganie wywołane milionem spraw do załatwienia.