Hulanki & Swawole
| Autor: | Tomasz Różycki |
|---|---|
| Wydawca: | Wydawnictwo a5 (2024-2025) |
| Wydane w seriach: | Biblioteka Poetycka Wydawnictwa a5 |
| ISBN: | 978-83-65614-60-5 |
| Autotagi: | druk książki poezja wiersze |
|
|
|
|
|
|
-
Najnowsza książka poetycka Tomasza Różyckiego mieści w sobie utwory, które potraktować powinniśmy, jako otrzeźwienie. Poeta jest tym, który nie odwraca wzroku, patrzy na to, co jest, nie pozwala zapomnieć, że do będącego wyrzutem sumienia świata, ukrytego w ironicznie brzmiącym tytule tomu, wdarła się wojna, śmierć i tragedia ludzi. Różycki nie mruży oczu, zagląda w ciemną otchłań, w której zdarzenia bohaterów z mitologii greckiej przeplatają się z losami żyjących i ginących – tu i teraz – ludzi. Ale lektura tych wierszy daje również światło, miłość i nadzieję – nie można tylko zamykać oczu i serc.
-
Wiersze Tomasza Różyckiego z tego zbiorku są refleksyjnym spojrzeniem na nasze „dzisiejsze sprawy”, choć szybko okazuje się, że wiele z nich ciągnie się za ludzkością od wieków. Niezbyt optymistyczne i dalekie od sentymentalno-melancholijnego tonu to spojrzenie. Sprawy stoją tu jasno i wyraźnie, czasem wręcz dobitnie — bez zbędnych upiększeń. Od czasu do czasu pięknie błąkają się wśród nich poetyckie kalambury. Nad niektórymi musiałam się zatrzymać, inne przyswajałam od pierwszego wersu. • Przenikają się tu motywy Boga, miłości, wojny i poezji, a pomiędzy nimi krąży Kalipso — antyczna nimfa, która przestrzega przed miłością i przywiązaniem do tego, co przemija, choć sama bynajmniej nie wydaje się nieczuła. • Już na początku poezja ta skojarzyła mi się z niemal równolegle czytanym końcowym monologiem Stasiuka „Z dziennika pisanego później”. Różycki też jest pesymistycznie wylewny — uwiera go teraźniejszość, a przyszłość widzi raczej w czarnych barwach. • Wiersz „Już listopad” przywiódł mi na myśl płonące kieliszki z filmowego „Popiołu i diamentu”. Podobnie odczytałam tę poetycką scenę — jako oddanie hołdu i czci, a może przede wszystkim przywrócenie pamięci o tych, którzy walczyli i polegli. Te lirycznie płonące kieliszki stają się zniczami nagrobnymi: śladami po kimś, kogo już nie ma. • „Pełga płomień • Nad kieliszkami. Tak ich ożywiłem, • Na to pozwala zapis cyrografu, • Tyle może poezja: zapamiętać • Wszystkie imiona, a także kolejność, • W jakiej siedzieli za stołem, nim trafił • Pocisk, wbił błysk.” • Po lekturze całości tomiku przyszło mi do głowy zdanie z listu Wisławy Szymborskiej do Zbigniewa Herberta: „Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie”. Bo w „Hulankach & Swawolach” na przekór swawoli hula pesymizm. Bogowie bawią się ludzkością tak, jak przed dwoma tysiącami lat. Uczucia wyższe niczego nie gwarantują. Nie zatrzymają wojny, historii, śmierci ani czasu. A mimo to człowiek nie potrafi z nich zrezygnować. • Wie o tym także Kalipso. Wie, że kochać znaczy zgodzić się na utratę, dlatego chwilami namawia do czegoś przeciwnego niż jej antyczna poprzedniczka: odejdź, nie zakochuj się, zapomnij. Tyle że sama nie potrafi zapomnieć. Bo niczego nie można zatrzymać, ale można próbować zapamiętać. I dokładnie to samo robi poezja. • Z tych mało swawolnych hulanek zapamiętam: • „Dwadzieścia siedem” — przewrotnie o stworzeniu świata, ale mnie przede wszystkim zatrzymało powiedzenie znane z wczesnego dzieciństwa i domu prababci, które dzięki poecie po tylu latach ponownie zadźwięczało swoim tajemniczym, niemal zaklęciowym brzmieniem — naser mater. • „Hinduscy mędrcy” - piękna pochwała życia i tego, co się ma. • „Hulanki & Swawole” - „Ile kosztuje was poezja, jakie ponosisz koszty własne?” • „Projekt” - o tym, jak „ósmego dnia człowiek nareszcie tworzy Boga, swoją przyczynę, tym razem naprawdę z niczego” • „Dam żagiel” • „Nie zakochuj się w tym, co jest poddane • Przemijaniu, ponieważ będziesz cierpiał, • Kiedy to stracisz, a stracisz na pewno” • „Za mało” • „...literatura jest dlatego, • Że świat to za mało”