Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
fiolka

Do czytania wybieram najczęściej literaturę sprzed XXI wieku, nie stronię od liryki i dramatu, czasami sięgam po reportaż, a najrzadziej decyduję się na literaturę popu­larn­onau­kową­. Bardzo lubię czytać biografie, wspomnienia, listy i dzienniki.
Poniższe wyrywki z czytanych przeze mnie tekstów mocno ze mną współgrają, więc są przedłużeniem tych kilku słów o sobie :)😊

„Ciekawe jest widzieć, że niemal wszyscy ludzie wielkiej wartości zachowują się z prostotą i że niemal zawsze owa ich prostota jest brana za świadectwo tego, że są niewiele warci”.
Myśli, Giacomo Leopardi

„Intensywność marzeń, ważniejsza jest od ziszczeń”.
Wysoki Zamek, Stanisław Lem

Najnowsze recenzje
1 2 3 4 5
...
28
  • [awatar]
    fiolka
    W czasach dziecięcych miałam dwie próby podejścia do „Przygód Tomka Sawyera”, obydwie nieudane i zakończone w okolicach malowanego przez Tomka płotu, a tak naprawdę malowanego wcale nie przez niego. Drażnił mnie Tomek niemożebnie. • No i jak w takim przypadku sięgnąć po kontynuację, czyli „Przygody Hucka”? Nijak. • A jednak sięgnęłam, ale dlatego, że właśnie ta książka Marka Twaina znalazła się na liście norweskiej i wcześniej czy później, stanęłaby na mojej drodze w realizacji celu, którym jest przeczytanie książek z tego norweskiego zestawienia. W dodatku kończył się rok, a ja nie miałam ochoty zabierać się za nic, co wymagałoby nadmiernej koncentracji, więc stało się, zaczęłam słuchać „Przygód…”. • I dobrze się stało. • Hucka, ciekawego świata, dobrodusznego lekkoducha o wrażliwym na krzywdę innych sercu polubiłam od razu. Mimo trudnych doświadczeń i twardych reguł życia, mimo nieciekawego i zdeprawowanego towarzystwa Huck nie schodzi na złą drogę. Jest wierny swemu wrodzonemu poczuciu sprawiedliwości. • A że „Przygody…” to przecież powieść drogi, a nawet rzeki, to wraz z Huckleberrym i Jimem płyniemy w dół Mississipi, a po przybiciu, od czasu do czasu, do jej brzegów, odwiedzamy małe miasteczka i osady, a w nich poznajemy całą gamę ludzkich natur i osobowości oraz XIX-wieczną codzienność mieszkańców stanu Missouri. • Nie można też nie wspomnieć o warstwie humorystycznej, komizmie i aluzyjnej ironii, których zadaniem jest równoważyć, występujące w powieści zło i głupotę. • No i jest obraz niewolnictwa jeszcze w prawdziwym i nieocenzurowanym kształcie.
  • [awatar]
    fiolka
    Tych nieco ponad czterdzieści opowiadań Rolanda Topora jest propozycją dla tych, którzy lubią absurd w formacie XXL — wymykający się spod kontroli, przekraczający granice dobrego smaku, a przy okazji bezceremonialnie naruszający obyczaje i normy społeczne. Humor miesza się tu z okrucieństwem, a obrazoburcze pomysły służą nie tylko zabawie, lecz także celnej wiwisekcji ludzkiej natury. Bo Topor, choć bawi się formą i przesadą, nie robi tego dla samego efektu skandalu. Jego groteska ma cel — ma nas zmusić do zmierzenia się z tym, co niewygodne. • Pod wierzchnią powierzchnią absurdu kryją się bolączki indywidualizmu, lęk przed samotnością, poczucie zagubienia i dramat braku zrozumienia. Topor patrzył inaczej niż większość z nas — dostrzegał to, na co my, uwięzieni w codziennych rytuałach, wolimy przymykać oko i co chętnie zamiatamy pod dywan. Celne spostrzeżenia autora w zakresie ludzkich ułomności i pozorów nie dziwią — z premedytacją je wydobywa i obnaża. • Wydawałoby się, że to teksty na wskroś awangardowe, wywrotowe, jednak mocno w nich czuć duchowe pokrewieństwo z Gogolem i Kafką. • Dla mnie te opowiadania były jak haust świeżego powietrza, filtrującego zwoje mózgowe z ich zasiedziałych i wygodnych „prawd”. • I jakże na koniec odpowiednio zabrzmi gogolowskie – „Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie”. Bo i u Topora śmiejąc się, śmiejemy się właśnie z siebie.
  • [awatar]
    fiolka
    „Korekta granicy wschodniej z 1951 roku była największą w historii powojennej Polski. W PRL niemal w ogóle o niej publicznie nie mówiono, tym bardziej nie pisano”. • Zostało oddanych 480 km kwadratowych ziem z województwa lubelskiego (tzw. kolano Bugu) w zamian za 480 km kwadratowych fragmentu Bieszczadów z Ustrzykami Dolnymi, Lutowiskami, Czarną i in. miejscowościami. • Ziemia za ziemię, ale co z ludźmi? • Za każdą rodziną w nowe miejsce pojechała ludzka tragedia. Poczucie straty i krzywdy. • Trudny temat podjął Krzysztof Potaczała w swym reportażu. Wysłuchał wielu rozżalonych głosów, wielu przejmujących historii i opisał je z wielkim empatycznym wyczuciem, dając czytelnikowi przestrzeń na własne refleksje.
  • [awatar]
    fiolka
    Krzysztof Potaczała dołącza do kręgu bliskich mi mistrzów pióra duszy: Konwickiego, Mularczyka i Filipowicza. Jest takim młodszym modelem moich ulubionych twórców. Chodzi mi głównie o pisarską wrażliwość, o tę nutkę melancholii, dostrzegania rzeczy, na które mało kto dzisiaj zwraca uwagę; o to dbanie, by czytelnik współodczuwał i przeżywał niemal tak samo jak autor. By przejmował się losem, by czuł. • I mimo, że brak jeszcze autorowi wyrafinowanej estetyki i elegancji stylu starszych kolegów po piórze, to łączy go z nimi pewien rodzaj melancholii, zadumy i pokory. • Jeżeli zaś chodzi o konkrety, to jest to reportaż o tym, czego nie ma, a było. O przedwojennych miasteczkach i wsiach, które rzeka San łączyła i spajała, a po wojnie, po ustaleniu granicy podzieliła i unicestwiła. „Było życie, nie ma życia”. Jest to sentymentalna (ale nie tani to sentymentalizm) wyprawa do dawnego kiedyś i do bliskiego wczoraj. • Poznawanie tych miejsc, ich historii, tajemnic, ciekawostek, a także jakże obecnie szarej codzienności, było niecodzienną bieszczadzką wędrówką. • Mnie absolutnie zachwyciło wszystko o konwikcie w Chyrowie, w którym kształciły się między innymi przyszłe, polskie elity międzywojnia, a o którym czytałam przy okazji poznawania sylwetek między innymi Brzechwy i Wierzyńskiego. Wówczas odbierałam ten Chyrów jako prawie nic nieznaczący fakt – prywatne gimnazjum dla bogaczy, a okazuje się, że historia tego miejsca jest niesamowita i chwyta za serce.
  • [awatar]
    fiolka
    Ciekawie upłynął mi czas podczas słuchania tych latynoamerykańskich reportaży. • Myślę, że dzięki temu, że jest to zbiór tekstów różnych autorów, na różne tematy, jest tak ciekawie. • Jest w nich i śmiech, i łzy. • Za każdym razem czekałam na następny tytuł, z ciekawością osoby czekającej na prezent. Co będzie teraz? Spodoba się – nie spodoba? • W większości się podobało. • Moje ulubione trio to: • „Kraina bliźniąt”, „Podróż do zbiorów bibliotecznych Pinocheta” i „Przekupnie Che Guevary”. • Stylistycznie i językowo najbardziej bliska moim upodobaniom jest „Kraina bliźniąt”, która zaczyna się bardzo intrygująco: „Jakieś dwa miasta temu zniknąłem z mapy”. A potem można jeszcze przeczytać: „Niewielu jest smutniejszych jedynaków niż Ci urodzeni w miasteczku bliźniąt”. Jest w tym reportażu wymieniony Josef Mengele i jest wspomnienie ukrywających się po wojnie nazistów. Przywołani są nawet święci bracia bliźniacy Damian i Kosma. 😊 • I zgadzam się z Beatą Szady, że nawet o banale można opowiadać niebanalnie. Na pewno autorom tego zbiorku to się udało. • Polecam.
Ostatnio ocenione
1 2 3 4 5
...
32
  • Duma i uprzedzenie
    Austen, Jane
  • Nie ma ekspresów przy żółtych drogach
    Stasiuk, Andrzej
  • Jak wam się podoba
    Orwell, George
  • W stronę Anny
    Góra, Sylwia
  • Nawet myszy idą do nieba
    Procházková, Iva
  • Wiwat aspidistra!
    Orwell, George
Nikt jeszcze nie obserwuje bloga tego czytelnika.

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo