Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Do czytania wybieram najczęściej literaturę sprzed XXI wieku, nie stronię od liryki i dramatu, czasami sięgam po reportaż, a najrzadziej decyduję się na literaturę popularnonaukową. Bardzo lubię czytać biografie, wspomnienia, listy i dzienniki.
Poniższe wyrywki z czytanych przeze mnie tekstów mocno ze mną współgrają, więc są przedłużeniem tych kilku słów o sobie :)😊
„Ciekawe jest widzieć, że niemal wszyscy ludzie wielkiej wartości zachowują się z prostotą i że niemal zawsze owa ich prostota jest brana za świadectwo tego, że są niewiele warci”.
Myśli, Giacomo Leopardi
„Intensywność marzeń, ważniejsza jest od ziszczeń”.
Wysoki Zamek, Stanisław Lem
-
Ależ to była świeża lektura, mimo iż przeszło dziewięćdziesięcioletnia. Ta świeżość objawiała się w sposobie patrzenia na świat, w naturze przemyśleń i spostrzeżeń zdecydowanie bliższych współczesnym, niż ówczesnym współplemieńcom Orwella. • Poglądy pisarza i jego obserwacje natury ludzkiej są mi niebywale bliskie, dodatkowo styl, w jakim utrzymana była całość, pozornie kpiarski i żartobliwy, przykrywał tylko, dotkliwie poważną, nędzę ludzkiej egzystencji w epoce pomiędzy dwiema wojnami, w Paryżu i Londynie, w dwóch z ówczesnych europejskich metropolii. • Czytając przytoczony poniżej fragment o „hotelu” w 5. dzielnicy, w którym autor mieszkał, miałam przed oczyma matkę Stefanii Grodzieńskiej, która w tejże dzielnicy mieszkała również, w podobnym hoteliku, też wśród różnych dziwaków i imała się także najprzeróżniejszych zajęć, by przetrwać. • „W hotelu mieszkali dziwaczni osobnicy. Paryskie dzielnice slumsów wabią takich ludzi — ludzi, którzy zostali dotknięci samotnością i na wpół popadli w obłęd; którzy już nawet przestali udawać, iż są normalni czy też przyzwoici. Nędza zwalniała ich od konieczności przestrzegania obowiązujących norm zachowania, tak jak posiadanie pieniędzy zwalnia od pracy. Niektórzy z lokatorów prowadzili życie tak osobliwe, że doprawdy trudno nawet je opisać”. • Praca autora w charakterze plongeura w Hôtelu X i perypetie, których doświadczył z zaprzyjaźnionym białym emigrantem z Rosji, Borysem, niektórym mogą nie pomieścić się w głowie. • Nędza w Londynie doświadczana wespół z ulicznymi żebrakami i bezdomnymi śpiącymi po noclegowniach, nieróżniących się wiele od dziewiętnastowiecznych przytułków odmalowanych w powieściach Dickensa, przedstawiona jest równie barwnie i dosadnie. • Podsumowując, jakże trafna w odniesieniu do tej lektury wydaje się fraza, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. • I mimo iż sam T. S. Eliot nie był za tym, by książkę wydać, bo według niego była nierówna, niespójna i chaotyczna, ja ją skromnie polecam.
-
Wbrew temu, co może sugerować tytuł, nie jest to ani kryminał, ani sensacja. To bardzo dobra proza psychologiczna, reprezentująca przemyślenia Segala na temat moralności, miary człowieczeństwa i odpowiedzialności za czyny. Autor, w tej swojej ostatniej powieści, szuka odpowiedzi na pytania dotyczące prawd uniwersalnych. • Przedstawia rodzinę, na której przykładzie sprawdza i bada ludzkie odruchy, a poprzez pogłębione studium psychologiczne pokazuje rozpad więzi oraz uwikłanie w wymuszone powinności i zobowiązania. By obraz tego życia był pełny, czytelnik poznaje je z perspektywy każdego członka tej czteroosobowej rodziny. • Tajemnicza przeszłość odkrywana jest stopniowo, napięcie rośnie, myśli kłębią się. Nie wszystko jest dopowiedziane, niektórych puzzli brakuje. • Świetnym językiem, precyzyjnym i obrazowym, tym z wyższej literackiej półki operował pisarz. • Liczy ta książka niewiele stron, ale ile na nich treści!
-
W „Menażerii…”, jak na naturalistkę i znawczynię tematu człowieczej nędzy i filisterstwa przystało, odmalowuje pisarka obraz upadku i zepsucia, a ludzkie portrety podszywa zwierzęcą naturą. • W tych dwunastu opowiadaniach piętnuje Zapolska głupotę, chciwość, rozwiązłość, pijaństwo, pychę. Brutalnie, bynajmniej nie przez bibułkę, pokazuje zgniliznę świata, występek i zezwierzęcenie człowieka. • Z tego zbioru „Szakale” wybijają się na prowadzenie skalą swojej bezduszności i małostkowości, są wstrząsającym opisem ludzkich zachowań, a przy tym mają pewien teatralny klimat, jak u Reymonta.
-
Na początku musiałam przyzwyczaić się do stylu tej tużpowojennej literatury, bardzo osadzonej w swoich czasach, w której dialogi są trochę wydumane i jakby nierzeczywiste, a świat, tak bardzo, na wielu płaszczyznach różni się od dzisiejszego, a jednak i w nim można znaleźć coś dla siebie. Odnalazłam to coś w przedstawieniu i opisaniu losu arystokracji, której czas, wraz z ostatnim stadium wojny, przemijał. Zmiany dziejowe, społeczne i obyczajowe pogrzebały dworkowo-pałacowy żywot konwenansów, pozorów, wyniosłości i sztuczności. • Ten ironiczny i trochę cyniczny dystans do starego stylu życia wyższych sfer u schyłku wojny, zaserwowany na koniec przez Dygata na przykładzie prowadzenia domu przez hrabinę Różę, podobał mi się o wiele bardziej niż początkowe perypetie przedwojennego, niedoszłego i zbuntowanego studenta, a także niż nieco późniejsze, paryskie losy. • Przesadnie afektowane czytanie lektora bardzo mnie męczyło i nie pozwalało zrazu docenić i polubić „Pożegnań”, ale ostateczna ocena wypada na ich korzyść. • Do drobiażdżków, które jeszcze zwróciły moją uwagę, mogę zaliczyć świetną scenkę rodzajową, w której widać obycie z Paryżem Polaka z „Kutna”, czyli przypadkowego znajomego głównego bohatera, który uosabia cechy i niektórych dzisiejszych podróżujących po świecie Polaków. • I zostanie ze mną jeszcze to hasło: „świata nie zmienisz”, które bez względu na czasy, ustroje, systemy i okoliczności nie traci na aktualności. Sama po wielokroć je słyszałam.
-
I znowu czytałam „Akademię pana Kleksa” tym razem z najmłodszą córką. Zgłębianie jej treści po raz któryś z kolei nie wzbudzało takich emocji jak za pierwszym razem, gdy czytając ją, sama byłam dzieckiem. W przypadku „Akademii…” najpierw obejrzałam w kinie filmową adaptację Krzysztofa Gradowskiego, oczywiście przed wielu, wielu laty, która zrobiła na mnie wtedy wrażenie piorunujące i do dziś niezapomniane. I wydaje mi się, że w przypadku tego filmu, podobał mi się on bardziej niż tekst, no bo ta muzyka i wyśpiewane wiersze Brzechwy! • Czytając książkę znowu, czuję, że część przygód i wydarzeń mocno się zestarzała, chociaż inne wciąż są aktualne. Ja nadal najbardziej lubię przygodę Adasia w psim raju. Mam też wrażenie, że niektóre historyjki składające się na poszczególne rozdziały, nie są zbyt dopracowane, brakowało mi w nich dodatkowego szlifu, sprawiały bowiem wrażenie, jakby po napisaniu, autor już nigdy do nich nie wracał i ich nie czytał, i tym samym ostatecznie ich nie zredagował. Świadczy o tym bodaj nadużywanie we wszystkich przypadkach i konfiguracjach przymiotnika „rozmaity”. Podczas głośnego czytania, aby nie oszaleć od ciągłego wyczytywania tego słowa, szukałyśmy z córką na zastępstwo synonimów i miałyśmy świetną zabawę językową. • Mojej córce bardzo się podobało i nie czepiała się drobiazgów tak jak ja. I tak jak mnie psi raj też skradł jej serce, na równi ze snem o siedmiu szklankach.