Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
fiolka

Do czytania wybieram najczęściej literaturę sprzed XXI wieku, nie stronię od liryki i dramatu, czasami sięgam po reportaż, a najrzadziej decyduję się na literaturę popu­larn­onau­kową­. Bardzo lubię czytać biografie, wspomnienia, listy i dzienniki.
Poniższe wyrywki z czytanych przeze mnie tekstów mocno ze mną współgrają, więc są przedłużeniem tych kilku słów o sobie :)😊

„Ciekawe jest widzieć, że niemal wszyscy ludzie wielkiej wartości zachowują się z prostotą i że niemal zawsze owa ich prostota jest brana za świadectwo tego, że są niewiele warci”.
Myśli, Giacomo Leopardi

„Intensywność marzeń, ważniejsza jest od ziszczeń”.
Wysoki Zamek, Stanisław Lem

Najnowsze recenzje
1
...
16 17 18
...
28
  • [awatar]
    fiolka
    Jestem pod wielkim wrażeniem tej lektury, pewnie dlatego, że ani spodziewałam się, ani oczekiwałam jakiegokolwiek mistrzostwa. Gonczarow dotąd był mi autorem zupełnie nieznanym. Gdyby ten tytuł poprzedziło takie nazwisko jak: Dostojewski, Puszkin, Tołstoj lub Turgieniew, zainteresowanie i spodziewania byłyby, oj byłyby. • Drażnił mnie ten umęczony życiem i brakiem woli Obłomow, ale mimo to bardzo mu kibicowałam i trzymałam kciuki do końca za to, by wytrwał w zgodzie ze swoją maksymą – teraz lub nigdy. • Czasami przywodził mi na myśl Fimę od Oza, nawet częściej niż czasami, a trochę rzadziej, ale też, nasuwał skojarzenia z harcdore’ową bohaterką „Mojego roku relaksu i odpoczynku”. Wspólnym mianownikiem ich łączącym, był brak woli. • Styl życia w Obłomówce, rodzinnym majątku barina, tą nazwą Zachar podkreślał jeszcze niedostosowanie się Obłomowa do „nowych czasów”, to głównie nieróbstwo, czcza gadanina, ciasnota horyzontów, strach przed tym, co inne i nowe. Tak kształtował się charakter małego, a potem starszego Ilji, a że predyspozycje i temperament chłopca były podatnym gruntem dla takiego siewu, wyhodowana została dorodna obłomowszczyzna, jak trafnie zespół wszystkich cech bohatera nazwał Sztolc. Ilia, który nawet gdy wstał z łóżka, to tak jakby nadal w nim leżał i marzył, uważał, że przecież wszystko jakoś się zrobi, ułoży się. • Świetnie, bo prawdziwie Gonczarow nakreślił bohaterów. Niechlujnego, niezdarnego i gderliwego Zachara, który kocha swojego pana i służy mu jak może najlepiej. Rozsądnego i wiernego przyjaciela, Andrzeja Sztolca, przeciwieństwo Ilji Iljicza. Bezczelnego, wyrachowanego oszusta Tarantiewa, knującego i obmyślającego plany wykorzystania Obłomowa pod płaszczykiem dobrych intencji i przyjacielskich rad. Najbardziej jednak podobała mi się sylwetka Olgi Siergiejewny, prawdziwie mądrej młodej kobiety, której charakter, zachowanie i samozaparcie w walce o obudzenie Ilji z obłomowskiego snu, zrobiły na mnie wrażenie. I jak trafnie Olga spostrzegła: „Dziwne to stworzenie, człowiek”. • Koniec za to bardzo mnie usatysfakcjonował, bo… nic na siłę.
  • [awatar]
    fiolka
    Dla mnie nie jest to przypowieść o przyjaźni, ale o poczuciu odpowiedzialności za drugiego człowieka. • I o przywiązaniu. • I o marzeniach. • Relacje pomiędzy głównymi bohaterami, przywiodły mi na myśl trudną, a zarazem fascynującą zależność pomiędzy Singerem i Antonapoulosem z „Serce, to samotny myśliwy”. • I nie tylko to literackie skojarzenie przyszło mi na myśl, bo w momencie, gdy Lenny i George dopuścili Candy’ego - podobnego im życiowego rozbitka - do swoich planów na przyszłość, przed oczyma ujrzałam niewydajne zwierzęta z „Muzykantów z Bremy”, które poznając się w trudnym dla siebie okresie życia, również marzyły o lepszej przyszłości na starość. • I po raz kolejny można się przekonać, że Steinbeck to klasa sama w sobie. Nieważne, czy mała forma, czy obszerna, mnie zawsze siła zawartych w nich emocji zdumiewa.
  • [awatar]
    fiolka
    Skala naturalizmu w książce Pristawkina samego Emila Zolę mogłaby przygnębić. • Ta książka nie kunsztownym językiem i nie wyborną stylistyką stoi, ale przytłaczającą mocą prawdy życia wojennych radzieckich sierot, które z podmoskiewskiego sierocińca trafiają na Kaukaz w ramach zasiedlania tych terenów przez pożądany czynnik społeczny, a po przymusowym wysiedleniu wrogiego elementu, czyli rdzennych mieszkańców, Czeczenów i Inguszów. Tajemnicza nieobecność tych ostatnich to temat tabu, niebezpieczny i poruszany półsłówkami, zawsze szeptem, z trwogą w oczach i oglądaniem się za siebie. • Na tym tle w urągających warunkach bytują „szakale”, dzieci-sieroty, których nadrzędnym celem jest przetrwać. • Czytając tę opowieść, widzimy głównie różne przejawy atawizmu, dlatego wpleciony w tę koszmarną rzeczywistość liryzm „Głazu” Lermontowa, poraża siłą kontrastu. • Do tej pory jedynie „Wilcze dziecko” Ingeborg Jacobs poruszyło mnie w takim stopniu jak ta historia. Oba teksty oparte niestety na faktach. • „Głaz” • Michaił Lermontow • Nocowała ongi chmurka złota • Na starego głazu ciemnym łonie... • Wstała rankiem... Już nią wicher miota, • Już ją niesie ku dalekiej stronie... • Ale został po niej ślad wilgotny • W szczerbie głazu, niby znamię smutku... • I głaz stoi... I duma samotny... • I w pustyni płacze po cichutku...
  • [awatar]
    fiolka
    Angel Wagenstein urzekł mnie przede wszystkim sposobem, w jaki historię Izaaka Jakuba Blumenfelda opowiedział. Styl, język i nastrój były mi niezwykle bliskie, bo okazały się skrzyżowaniem stylistyki uprawianej przez Stefanię Grodzieńską i Andrzeja Mularczyka. Te nostalgiczne nuty, przywiązanie do życia mimo wszystko, pogodzenie ze światem w jego zmiennych kolejach losu, dystans do siebie i wszystkiego wokół, ciepły i familiarny ton, oraz przede wszystkim cnota nienarzekactwa. Tymi cechami ta książka stoi. • Jakże też ten Kołodziec, w którym nie wadząc nikomu żyły obok siebie rozmaite nacje i przedstawiciele różnych kultur, przypominał mi Mularczykowe Krużewniki.
  • [awatar]
    fiolka
    „Jego portret. Opowieść o Jonaszu Kofcie” dopełnił obraz twórcy, ten, który poznawałam wcześniej poprzez jego poezję i piosenki. To wcześniej było wizerunkiem romantyka, u którego liczy się słowo, jego brzmienie i nostalgia przemieszana z melancholią, który widzi i czuje więcej, który banał przemienia w brylant, który absurd przekuwa w celną ripostę. A który, na koniec, czuje wielkie zmęczenie i rozgoryczenie. • Przedtem miałam tylko wyobrażenie, teraz otrzymałam fakty i konkrety. Teraz, dzięki Piotrowi Derlatce, objawił mi się dobry, utalentowany człowiek, niedostosowany do szarej prozy życia, zagubiony w niej i niepotrafiący zadbać o swoje pozaliteracko-towarzyskie powinności. Wymykający się codzienności i nudnym obowiązkom, któremu „kultura” picia alkoholu w PRL-u, padając na podatny grunt, odebrała zdrowie, rodzinę i życie. • Według mnie najpiękniej o Jonaszu powiedział Andrzej Poniedzielski - „Jonasz pokazał nam, że w tym czarno-białym, zniewolonym kraju za pomocą dobrego manipulowania czernią i bielą można uzyskać szarość wpadającą w zieleń”. • I chociaż, przed sięgnięciem po tę biografię, życie Jonasza Kofty nie było mi zupełnie obce, to dzięki niej dowiedziałam się o wiele, wiele więcej. Nie znałam bowiem wcale okresu poznańskiego i związanych z nim barwnych lat nauki w tolerancyjnym, na tle innych szkół średnich, liceum plastycznym. Wydawało mi się też, że o niezapomnianym XV Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, którego Kofta był dyrektorem artystycznym, wiem sporo, jednak o tym, że Telewizja Polska wycięła z montażu konferansjerkę Jerzego Stuhra podczas jednego z koncertów – nie wiedziałam! Właśnie podczas tego koncertu, krakowski aktor wcielił się w rolę technicznego, tego od przestawiania mikrofonów i kabli na scenie, tyle że na koniec i on sięgnął po mikrofon, i zaśpiewał… Wykonanie, ale przede wszystkim przesłanie piosenki Kofty „Śpiewać każdy może”, w tamtych czasach, było mocno kontrowersyjne. • Autor biografii Jonasza Kofty wykonał godną podziwu weryfikację dokumentów i materiałów, dotarł do imponującej rzeszy osób, związanych z Koftą zawodowo i prywatnie, z którymi przeprowadził ogrom rozmów. Przedstawił szeroki kontekst historyczny, społeczny, kulturalny i obyczajowy czasów, w których żył twórca piosenek, ale tym samym rozmył Koftę na tym tle, zamiast go na nim wyróżnić. Pełny portret poety pojawia się tak naprawdę dopiero w ostatnim okresie życia, tym zdeformowanym chorobą i nałogiem. • Mimo iż Derlatka ma niezły styl i gładko czytało mi się tę napisaną przez niego opowieść, wychodził z niego polonista-interpretator, który narzucał czytelnikowi swoje rozumienie sensu utworów Kofty. Miałam też podczas czytania wrażenie charakterystycznej akademickości tej książki, objawiającej się przesadnym nagromadzeniem cytatów, jak w naukowej dysertacji. Wydaje mi się, że autorowi zabrakło luzu, dystansu i wyrobienia, jakie prezentuje, chociażby, Mariusz Urbanek. Chylę jednak czoła przed kwerendą, której dokonał.
Ostatnio ocenione
1
...
16 17 18
...
32
  • Kochany Franz
    Bolecka, Anna
  • Ocalenie Atlantydy
    Orszyn, Zyta
  • Fedra
    Racine, Jean Baptiste
  • Księżniczka i chłopcy
    Domagalik, Janusz
  • Dobry adres to człowiek
    Terakowska, Dorota
  • Wielka gra
    Waldorff, Jerzy
Nikt jeszcze nie obserwuje bloga tego czytelnika.

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo