Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Do czytania wybieram najczęściej literaturę sprzed XXI wieku, nie stronię od liryki i dramatu, czasami sięgam po reportaż, a najrzadziej decyduję się na literaturę popularnonaukową. Bardzo lubię czytać biografie, wspomnienia, listy i dzienniki.
Poniższe wyrywki z czytanych przeze mnie tekstów mocno ze mną współgrają, więc są przedłużeniem tych kilku słów o sobie :)😊
„Ciekawe jest widzieć, że niemal wszyscy ludzie wielkiej wartości zachowują się z prostotą i że niemal zawsze owa ich prostota jest brana za świadectwo tego, że są niewiele warci”.
Myśli, Giacomo Leopardi
„Intensywność marzeń, ważniejsza jest od ziszczeń”.
Wysoki Zamek, Stanisław Lem
-
Jak szybko dorośli dorastają i zapominają, jak to było wtedy, gdy było się dzieckiem. • To książka o brakach. O braku zrozumienia, a nawet o braku chęci by rozumieć. O braku empatii. O braku bezinteresownej miłości rodzicielskiej. • Smutna i przygnębiająca lektura, w której znajduje się instrukcja jak tłumić osobowość dzieci, zabijać ich indywidualność oraz łamać prawa dziecka do bycia dzieckiem. • Najgorsze jest to, że takie nieprzyjemne zachowania najlepiej widzi się… u innych rodziców, gdy stoimy z boku, z dystansu, a prawie nigdy, gdy sami wygłaszamy autorytatywne monologi, narzekamy i upominamy dzieci. • Na mnie ta książka zrobiła piorunujące wrażenie. • Polecam audiobook, w którym narracyjny dwugłos matki i córki brzmi bardzo autentycznie. Zwłaszcza udręczona życiem rola matki.
-
Sięgnęłam po tę książkę skuszona nazwiskiem Petry Dvořákovej, bo jej „Wrony” zrobiły na mnie wrażenie. • Tym razem, nie dość, że temat okazał się kontrowersyjny, to i jego ujęcie jest niejednoznaczne. Ta prowokacyjna lektura burzy wewnętrzny spokój czytelnika (mój zburzyła) i utrudnia dokonanie jednoznacznej oceny, która, niby, nie powinna budzić wątpliwości. Szczególnie rodziców. • Łatwo jest oceniać, szufladkować i odwoływać do stereotypów. Łatwo z góry przesądzać. • Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień.
-
„Wiwat Aspidistra” to jedenasta, przeczytana przeze mnie, książka George’a Orwella. Podobnie jak w wielu poprzednich utworach, autor przemyca tu wątki autobiograficzne, lecz nie tylko. • To przede wszystkim opowieść o różnych ludzkich naturach, obsesji pieniądza i roli czytelnictwa w Anglii lat 30 XX wieku. • Czy życie podporządkowane bezwzględnie własnym zasadom i przekonaniom daje prawdziwą satysfakcję i poczucie szczęścia? Główny bohater mnie do tego nie przekonał. • W kwestii pieniądza Orwell przypomina, że „pecunia imperat mundi” – pieniądz rządzi światem, ale ostatecznie „pecunia” nie śmierdzi. • Orwell zwraca też uwagę na wybory czytelnicze. Wówczas, jak i dziś, literatura lekka, łatwa i przyjemna rządzi – i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić. Krzywa Gaussa zdaje się to potwierdzać. • Niech każdy czyta tak, jak mu w duszy gra – bez oglądania się na modę czy krytyków. • Umęczyła mnie obsesja Gordona, dlatego najprzyjemniejszym fragmentem okazała się wycieczka Gordona i Rosemary na wieś poza Londyn. Choć i tutaj pieniądze dawały o sobie znać, przynajmniej na chwilę mogli odetchnąć świeżym powietrzem angielskiej prowincji.
-
Całkiem ciekawa opowieść o pewnej małej myszce. Czytałam ją moim młodszym — choć niestety coraz szybciej dorastającym — dzieciom podczas wieczornego wyciszania po nadmiarze emocji i tabletowo-telefonowych wrażeń. • Główną bohaterką tej historii jest wspomniana wyżej myszka Czmyszka — cóż za cudne imię wyszło w tłumaczeniu! Zachwyciło mnie prostotą brzmienia, a zarazem znaczeniową celnością. Czmyszka nie zagrzeje długo miejsca wśród ziemskich wygód i przygód, ale też wcale nie o nie w tej opowieści chodzi. Najważniejsza okazuje się przyjaźń — wartość nadrzędna, a subtelny ukłon w stronę „Małego Księcia” jest tu całkiem udany. • W tej historii okazuje się, że to, co na ziemi było niemożliwe, w niebie staje się wykonalne, choć samo niebo — mimo swej rajskości — wydaje się momentami nieco przereklamowane. Mała bohaterka czuje się w nim trochę jak Phil z filmu „Dzień świstaka”. Być może jednak autorka celowo pokazuje nie raj, lecz raczej osobliwą poczekalnię między światami? • Nieoczywisty finał pozytywnie mnie rozbroił — podobnie jak moje dzieci. • Niestety, z racji dorosłości mam pewne zastrzeżenie do obrazu pośmiertnej krainy, do której trafia Czmyszka. Dzieciaki przyjęły ten fragment zupełnie naturalnie, ale mnie ogromna kolejka zwierzątek prowadząca do rajskiej bramy zwanej Kozią, a także towarzysząca jej niepewność czekających stworzeń przywołały raczej mroczne skojarzenia niż poczucie błogości. Podobnie jak finałowy nakaz kąpieli po przekroczeniu progu nieba — „Wstęp tylko i wyłącznie przez łaźnię!”. • Mimo tych zastrzeżeń to opowieść, która potrafi poruszyć i zaskoczyć.
-
Mogłabym napisać, że dla mnie rok bez „Eugeniusza Oniegina” to rok stracony, ale oczywiście byłoby to nadużyciem. Faktem jednak jest, że uwielbiam ten romantyczny poemat próżnej nadziei i chętnie do niego wracam. • Tym razem tęsknotę za nim wywołała lektura „Kwiatów polskich” Juliana Tuwima, w których odnajdywałam coś z ducha „Eugeniusza Oniegina” – tę samą swobodę narracji, gawędziarski ton i dygresyjność, dzięki którym poeta prowadzi czytelnika nie tylko przez losy bohaterów, lecz także przez własne refleksje o świecie. Zamarzyła mi się więc ta puszkinowska lekkość poetyckiej frazy. • W samej historii nieustannie porusza mnie nieujarzmiona popędliwość i duma - wrogowie kompromisu. A w tle odwieczne - honor i spleen. I te ożywcze błyski ironii, dodające tej tragiczno-romantycznej, skąd inąd, historii realizmu i wiarygodności. • Dotąd wierna byłam papierowej wersji „Oniegina”, jednak zauważywszy dostępność audiobooka, tym razem postanowiłam spróbować posłuchać dziejów Eugeniusza, Tani, Olgi i Włodzimierza. • Mimo sprawnej interpretacji lektora moje myśli nie zawsze potrafiły koncentrować się na opowieści i błąkały się w sposób aż nadto dygresyjny. Treść dobrze pamiętałam, więc niewiele mogło mi umknąć, ale wiele razy traciłam kontakt ze słowem i konceptem rosyjskiego romantyka. • Zaletą okazała się natomiast przedmowa oraz ciekawy komentarz do wcześniejszych przekładów - pióra Leo Belmonta, który był zarazem tłumaczem tego wydania.