Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
irlandzkicukier
Najnowsze recenzje
1 2
  • [awatar]
    irlandzkicukier
    Ostatnio zmienił mi się gust książkowy i czytam coraz więcej powieści obyczajowych. Nie ma w tym nic złego – wręcz przeciwnie. Dzięki temu wpadłam na tę świetną książkę, jaką bez wątpienia jest „Poradnik Pozytywnego Myślenia”. • Głównym bohaterem oraz narratorem jest Patrick ‘Pat’ Peoples. Ten trzydziesto-kilku letni mężczyzna, jak sam uważa, pozostaje od ośmiu miesięcy w zamkniętym ośrodku psychiatrycznym, czy raczej „niedobrym miejscu” całkiem bez powodu. Pat myśli jednak pozytywnie i nie rozumie, czemu inni tego nie robią. Sądzi, że jego życie to film, który musi się skończyć szczęśliwym zakończeniem, czyli powrotem do byłej żony Nikki i nie dopuszcza do siebie innej opcji. Musi on jedynie spełnić kilka warunków, czyli robić codziennie setki brzuszków, przysiadów, pompek, czytać więcej książek polecanych przez Nikki, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. • Prawda, której Pat albo nie potrafi sobie przypomnieć, albo nie chce okazuje się jednak o wiele gorsza. Jego pobyt w złym miejscu był o wiele dłuższy, a rodzina i przyjaciele za wszelką cenę starają się uświadomić mu, że Nikki nigdy do niego nie wróci. Mężczyzna ignoruje ich i wciąż uparcie dąży do swojego celu. • Pewnego dnia, po tym gdy matka zabiera go z ośrodka, by mógł zamieszkać z rodzicami, udaje się na kolację do byłego najlepszego przyjaciela Ronnie’go. Niechętnie, gdyż sądzi, że żona przyjaciela go nienawidzi, zgadza się i poznaje ekspresywną Tiffany - jej siostrę. Kobieta nie sprawia na nim dobrego wrażenia, ale czuć między nimi pewnego rodzaju chemię od samego początku, ponieważ ona również musi chodzić na regularne spotkania do swojej terapeutki. • W wyniku dziwnych okoliczności Pat i Tiffany zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Matka mężczyzny, jego przyjaciele i sam terapeuta spekulują na temat ich zażyłości, Patricka od dłuższego czasu dręczy piosenka Kenny’ego G, a zakaz zbliżania się niweluje marzenia o spotkaniu z byłą żoną. To wszystko razem wzięte sprawia jednak, że główny bohater zyskuje więcej upartości w swoich dążeniach. • Akcja powieści jest wartka, opisana w teraźniejszości, co sprawia, że czujemy, iż Pat zwraca się bezpośrednio do nas, choć swoje notatki dedykuje dla byłej żony, by w przyszłości wręczyć jej je jako rekompensatę za cały czas spędzony osobno. Czytając wiele razy śmiałam się z ironii losu spotykających postaci, ale też współczułam głównemu bohaterowi, który bez wątpienia jako postać dynamiczna zamienił się w niepoprawnego romantyka (na swoje nieszczęście). • Jak długo Pat przebywał w niedobrym miejscu? Dlaczego się tam dostał? Co z nim, jego żoną i Tiffany? Co takiego wydarzyło się, że mężczyzna wyrzucił to ze swojej pamięci? Czy dotrze do swojego szczęśliwego zakończenia? Odpowiedzi na te i jeszcze więcej pytań udziela nam bestsellerowa książka Matthew Quicka, którą gorąco polecam starszym osobom myślącym, że już nic dobrego ich w życiu nie spotka, młodszym zastanawiającym się wciąż nad swoją piramidą wartości oraz każdemu, kto potrzebuje trochę dawki pozytywnego myślenia.
  • [awatar]
    irlandzkicukier
    Ta książka zaskoczyła mnie w stu procentach. Bardzo długo na nią czekałam, ponieważ jak to zazwyczaj bywa, w Polsce miała premierę kilka miesięcy po amerykańskiej. W każdym razie niezmiernie się ucieszyłam, kiedy wreszcie miałam ją w rękach i mogłam zacząć czytać, a Casandra Clare, w gronie fanów nazywana „Cassie”, mnie nie zawiodła. • Nie miałam co do tej książki specjalnych oczekiwań prócz tego, że musi wreszcie wydarzyć się ta ostateczne wojna, jak to często w końcówkach serii jest. Jednak dostałam o wiele więcej. Już na samym początku książki poznajemy nowe postacie – Emmę Carstairs oraz Juliana Blackthorna, którzy może i są postaciami drugoplanowymi i mają tylko po dwanaście lat, ale odgrywają bardzo ważną rolę. Książka pisana jest narracją trzecioosobową, ale w szczególny sposób opisując zawsze głównie uczucia któregoś z bohaterów, co uważam za bardzo wygodne. Tak więc miłym zaskoczeniem było dla mnie, kiedy Cassie nie potraktowała tych dzieci jako głupie i nic nierozumiejące, tylko nadała im prawdziwe osobowości. • Jedna głównych postaci, czyli Simon odgrywa w „Mieście Niebiańskiego Ognia” jeszcze ważniejszą rolę, gdyż w ostateczności to właśnie od niego zależy los wszystkich przyjaciół. Czytając wyraźnie „widać”, jak wampir się zmienił i dojrzał, co nadaje fabule dynamiczności. Simon jest jednym z bohaterów, z którymi najtrudniej mi się pożegnać, kiedy nie wszystkie jego sprawy zostają pod koniec książki rozwiązane. • Mam zamiar wspomnieć także o Alecu i Magnusie. Po pierwsze od początku serii cieszyłam się ze wszystkich scen z tym Nocnym Łowcą oraz czarownikiem, ponieważ w niewielu książkach fantastycznych przeze mnie czytanych występuje wątek homoseksualizmu, który uważam za ciekawy i niezmiernie ważny. Mężczyźni ci może i nie mają łatwego życia, ale radzą sobie lepiej, kiedy są ze sobą. Cieszę się, że Clare nie wyolbrzymiła ich związku robiąc z niego parodię, tylko pokazała czytelnikom, że to wszystko normalne, co absolutnie popieram. Poza tym w tej książce dowiadujemy się, kto jest ojcem Magnusa i co będzie z niedoszłą nieś­mier­teln­ości­ą Aleca, ale to dopiero po uważnym przeczytaniu. • Uwaga, temat rzeka, czyli Jace, Clary oraz Sebastian. Nocna Łowczyni musi podjąć wiele ważnych decyzji, które zdecydują nawet o losie wszystkich żyjących ludzi na Ziemi. Jace Herondale posiada niesamowitą moc, bowiem w jego żyłach płynie słynny Niebiański Ogień – tak samo pożyteczny, jak i niebezpieczny. Za to Sebastian, czyli brat Clary o kazirodczych popędach, który nie jest zdolny do jakiejkolwiek miłości powieli swoją potężną armię Mrocznych i postanowi zapanować nad najprawdziwszym piekłem. Czy Clary uda się wykorzystać swoje nadprzyrodzone moce w potyczce z przeciwnikami? Jak Jace spożytkuje broń płynącą jego żyłami? Czy Sebastian opanuje świat? Na te i jeszcze więcej pytań dostaniesz odpowiedzi po przeczytaniu „Miasta Niebiańskiego Ognia”. • Mam również dobrą wiadomość dla wszystkich, którzy mieli przyjemność przeczytać trylogię „Diabelskie Maszyny” także napisaną przez Casandrę Clare. Bowiem w ostatniej części „Darów Anioła” nie tylko wspomniani są bohaterowie tej właśnie trylogii, ale osobiście w niej występują. Zapewniam, że to czysta przyjemność czytać o nich po tylu, można by rzec, latach. • Każdego, kto nie zaczął jeszcze czytać serii, lub tylko tej części, zachęcam do pospiesznego uczynienia tego, ponieważ warto. „Dary Anioła” nauczyły mnie dużo o odwadze, poświęceniu oraz dążeniu do postawionych sobie celów, co jest piękne i dające do myślenia.
  • [awatar]
    irlandzkicukier
    Lek na śmierć, czyli trzecia część trylogii Więzień Labiryntu jest niez­aprz­ecza­lnie­ idealnym podsumowaniem dwóch poprzednich części. Przeczytałam ją w jeden dzień, nie mogąc się oderwać, gdyż byłam zbyt zaciekawiona tym, jak skończy się, bądź potoczy dalej życie bohaterów. • Każda z części tej trylogii przypomina pod pewnym względem Igrzyska Śmierci. W pierwszej części czytamy o Labiryncie, w którym toczona jest walka o przetrwanie, niczym w „Igrzyskach”. W „Próbach Ognia” zaczynamy dostrzegać zalążek buntu, choć walka wciąż trwa, jak w „W Pierścieniu Ognia”. „Lek na śmierć” z kolei, to czysta walka oraz punkt kulminacyjny całej serii, tak samo jak „Kosogłos”. Nie ma w tym oczywiście nic złego – wręcz przeciwnie. Książki te są pisane specjalnie w taki sposób, aby zachęcić czytelników do poznania głównych bohaterów, zżycia się z nimi oraz płaczu, kiedy przyjdzie nam czytać o ich śmierci. • Thomas w „Leku na śmierć” jest według mnie tak denerwujący, jak tylko może być, co jest dla niektórych zaskoczeniem. Zdaję sobie sprawę, że ma on szerokie grono fanów, do którego i ja należę, ale chodzi mi o niechęć, jaką wywołuje u mnie jego jawna głupota w wielu sytuacjach. Mimo to, książka jest na tyle genialnie napisana, że problemy psychiczne głównego bohatera nie rzucają się aż tak bardzo w oczy. • Najlepsi przyjaciele Thomasa, czyli Newt i Minho w tej części wzruszają do łez. Obaj od początku trylogii byli moimi ulubionymi bohaterami i trudno mi było się z nimi pożegnać, kiedy doszłam do ostatniej, trzysta osiemdziesiątej czwartej strony. Nie będę nikomu zdradzać szczegółów książki, ponieważ byłyby to podłe spoilery, ale powiem tylko, że Minho wywołuje płacz ze śmiechu swoim humorem nawet w obliczu najgorszego, a Newt tragicznością swojej postaci. • Powiem jeszcze o „odwiecznym” problemie Thomasa – kobietach. Jak wiadomo z poprzednich części, zawrotny tok wydarzeń zmusił go do zapomnienia o najlepszej przyjaciółce z dzieciństwa, Teresie, z którą pomimo wszystko wie, że coś go łączy. W „Próbach Ognia” poznaje Brendę. Dziewczynę dość namolną, lecz z czasem zmieniającą swoje postępowanie i dającą się lubić. W ostatniej części trylogii wątek miłosny, który mnie osobiście zawsze irytuje, wcale nie jest tak wyolbrzymiony, jak mogłoby się zdawać. Thomas podejmuje decyzję co do dziewczyny, z którą chce dalej walczyć o życie, a jest to opisane w bardzo ciekawy i mądry jak na niego sposób. • Oprócz walorów treściowych, książka ta jest napisana w całości bardzo krótkimi, średnio pięcio-stronicowymi rozdziałami, które dla wielu ludzi są wygodniejsze od książek grubych jak cegły i podzielonych na trzy rozdziały. Jeśli ktoś, tak jak ja, zwraca na to uwagę, to dodam, że pachnie ona cudownie i nie traci zapachu po pierwszym przerzuceniu kartek, co jest cudowne. • Podsumowując, jeśli jeszcze nie zacząłeś czytać trylogii „Więzień Labiryntu”, to radzę ci to jak najprędzej zrobić, ponieważ zasłużony sukces trylogii za kilka lat może być porównywany z „Harry’m Potterem”, „Niezgodną”, czy „Igrzyskami Śmierci”.
  • [awatar]
    irlandzkicukier
    To niesamowite, jak ta niewielka książka mnie wciągnęła. Oczywiście, słyszałam o niej wiele pozytywnych słów, więc pomyślałam, że chociaż to nie "mój" rodzaj książek, gdyż osobiście czytam prawie wyłącznie fantastykę, przeczytam ją i sama ocenię prawdziwość tych ocen. • Wszystko zaczyna się niewinnie, może nieco smutno i monotonnie. Hazel – nastoletnia dziewczyna chora na raka płuc, niesamowita jednak, jak jej imię. Już w pierwszym rozdziale zaznajamiamy się z jej poczuciem humoru, które nijak się ma do śmiertelnej choroby. Jest niezwykle dojrzała na swój wiek i chyba jako jedna z bardzo niewielu nastolatek na świecie nie jest niepoprawną romantyczką, co bardzo pomaga w czytaniu. Jako narratorka w książce nie opowiada wciąż o tym, jak to marzy o swoim „księciu z bajki”, co według mnie obala stereotyp dziewczyn w jej wieku. • Augustus Waters, druga główna postać powieści, przy czym jeszcze bardziej barwna i inteligentna. Chłopak również chory na raka, choć ponoć „wychodzący na prostą”, powala swoim sposobem bycia. Bardzo żałuję, że nie znam kogoś takiego, jak ON w prawdziwym życiu. Jego rozmyślania o wszystkim i o niczym, jego metafory i sposób mówienia, sprawiają, że bez zacięcia czytamy następny rozdział, nie zważając na wszystko wokoło. • Choć nie poznajemy w książce bliżej żadnej z postaci chorujących na różne rodzaje raków, oczywiście poza Hazel, Augustusem, ich przyjacielem Isaaciem i po części Patrickiem prowadzącym grupę wsparcia w Dosłownym Sercu Jezusa, to każde z nich ma swoje niesamowite i indywidualne podejście do choroby. Opinie co do tego mogą być różne, rozumiem to, ale według mnie delikatna ignorancja, czy też czasem „nabijanie się” ze swojej niedyspozycji jest zabawne i niespotykane. • Autorem „Gwiazd Naszych Wina” jest sam John Green, prowadzący również razem z bratem Hankiem kanał na YouTube - vlogbrothers. Było to dla mnie nie lada zdziwieniem, ponieważ mężczyzna ten jest osobą bardzo zabawną, rozgadaną i mającą w sobie „to coś”, ten niesamowity kontakt z ludźmi. Jak już nadmieniłam niejednokrotnie, powieść pełna jest humoru, co nie oznacza ciągłego rozbawiania. Dosłownie ostatnie sto stron śmiałam się przez łzy. Jednakże proporcja głębokich przemyśleń o życiu i sentencji, które na długo zapadają w umysł do śmiesznych części jest jak dwa do jednego, dlatego też sądzę, że na książce nie zawiedzie się młodzież, taka jak ja i osoby starsze, szukające we wszystkim drugiego dna. • Tak się złożyło, że przeczytałam "Gwiazd Naszych Wina" w pociągu, czego nieco żałuję, ponieważ musiałam wyglądać naprawdę głupio cała zapłakana przy tylu ludziach. Nie, nie żałuję poświęcenia czasu na przeczytanie tej obecnie jednej z moich ulubionych książek. Mimo wszystko, nauczyła mnie ona dużo o życiu.
  • [awatar]
    irlandzkicukier
    Nie jestem w stanie uwierzyć, że: a) „Czerwona Królowa” jest debiutem Victorii Aveyard oraz, że b) autorka tej książki ma tylko dwadzieścia cztery lata. Dlaczego? Ponieważ czytając ma się wrażenie, że aby wymyślić tak pięknie potworny świat potrzeba więcej niż dwadzieścia cztery lata życia. Może przesadzam, ale ta książka z całą pewnością została obmyślona w najd­robn­iejs­zych­ szczegółach i dopracowana do perfekcji. • Na samym początku poznajemy genialną sied­emna­stol­etni­ą złodziejkę i główną bohaterkę książki – Mare. Od razu powiem, że jest ona jedną z nielicznych w ostatnich czasach postaci żeńskich, która nie tylko nie denerwuje czytelnika swoją osobą, ale również satysfakcjonuje mądrymi wyborami i postępowaniem. Dość powiedzieć, że jej priorytetem życiowym nie jest mieć chłopaka i urodzić mu gromadkę dzieci, ale zapewnić godne i bezpieczne życie sobie oraz swojej rodzinie. A nie jest to łatwe, jako że ma nieszczęście mieszkać w świecie przyszłości, gdzie społeczeństwo dzieli się na dwie grupy – Srebrnych i Czerwonych, czyli można powiedzieć: „lepszych i gorszych”. • Mare, pod wpływem niekorzystnego toku wydarzeń, trafia na dwór królewski, gdzie dowiaduje się o swojej wyjątkowości. Jest ona bowiem jednocześnie Czerwona i Srebrna, a nie tylko Czerwona, jak zawsze myślała. Ten fakt znaczy dla niej i całej społeczności więcej, niż może się wydawać. • Jak w prawie każdej książce z gatunku YA ostatnich kilku lat i tu pojawia się wątek miłosny, ale (tak, istnieje jedno wielkie „ale”) nie jest on najważniejszy dla całokształtu historii i to jest cudowne. W „Czerwonej Królowej” poznajemy aż trzech pozornie wspaniałych mężczyzn, którzy pod pewnym względem ubiegają się o względy Mare. Najlepszy przyjaciel, pozornie niechciany narzeczony oraz przyszły król, a każdy z nich ważny dla fabuły. Odgrywają oni wielką rolę, więc podkreślę, że wszystkie sceny z nimi są zadziwiająco dobrze napisane i aż brakuje czasu na przerzucanie kartek. • Bez wątpienia książka ta intryguje, zadziwia i nie daje o sobie zapomnieć. Kiedy powoli zbliżasz się do końca i myślisz, że wszystko pięknie się ułoży, kolejny zwrot akcji sprawia, że nic nie jest takie, jakie było jeszcze przed chwilą. „Czerwona Królowa” zadaje bardzo wiele pytań i odpowiada na nieliczne z nich, więc tym bardziej cieszyłam się z każdej pozyskanej informacji. • Co mogę dodać? Jeśli zastanawiasz się nad kupnem tej książki, dobrze radzę – zrób to. Nawet jeśli jesteś typem osoby, która woli przeczytać całą serię, czy trylogię na raz, a w tej trylogii ukazała się dotychczas tylko pierwsza część. Zobaczysz, ile satysfakcji dają własne rozmyślania i domysły na temat tego, co może wydarzyć się w kolejnych dwóch częściach. Podsumowując, coś dla matematyków. Igrzyska Śmierci + Rywalki + Gone Zniknęli = Czerwona Królowa.
W trakcie czytania
Brak pozycji
Nikt jeszcze nie obserwuje bloga tego czytelnika.

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo