Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
agnesto
Najnowsze recenzje
1 2 3 4 5
...
124
  • [awatar]
    agnesto
    „Chciałeś czego? • Nie, nic (…). Tylko czy jesteś”. • Szuka syna w ogrodzie niewielkim za domem. Zarośniętym, brzydkim nawet gdy drzewa jesień z liści rozbiera. W tym małym ogrodzie, trochę krzaków, trochę drzewek zaledwie i nie ma się gdzie skryć. A on, mały, siedzi na drzewie i boi się oddychać. Pełen strachu siedzi, by ojciec, chodzący pomiędzy drzewami, jak w dżungli jakiej, ojciec który go szuka i woła i głowy nie podnosi, by go nie wyczuł choćby. Ojciec synka szuka. Nawołuje rozsypując wołania pod stopy i przed siebie gdzieś je siejąc. A on, tam w górze, bawi się potem tym ojca zatroskaniem. To szukanie w zabawę się przeradza. Bo on tu, w koronie drzewa skryty, wyszedł ze świadomości ojca. Zniknął z jego trosk rodzicielskich i z tego, co czyni go rodzicem. Bo ojciec żył jakby dla tego syna jedynie, sam dla siebie nie żył. Nie był nawet sobą w tym codziennym steraniu życiem. Żyć to on chyba nawet nie chciał jakoś długo, ale zjawił się on, syn jego i wszystko stało się inne. Inne zboże w polu, inne domostwo, inne dni mijające i ona stała się inna. Jego żona, mama z różańcem w spracowanych dłoniach. • Gdy on, berbeć przecież, pojawił się na tym świecie, ojciec zaczął żyć wyobrażeniem syna swego. Musiał być i pomagać mu. Musiał go odebrać z miasta, gdy nauki skończy, musiał mu byt zapewnić i konia z dworu pożyczyć i zadłużyć się przecież, bo syn na wszystko co dobre zasługiwał. Nawet o pracę mu się wystarał i dobro u nóg rozścielał, choć to dobro czasem synowi wadziło i wstydził się. Bo to jakieś sztuczne było czasem, bo on inaczej chciał z tej nauki wracać, panem po szkole nie chciał być. Chciał tu, w tym miejscu, z którego wyszedł, tu chciał być i tu swój świat mieć. Bo zawsze, nawet po latach, wiedział i czuł, że to jego dom i kraina i tylko tu chce być i żyć i reszta świata nie ma znaczenia, bo tu jest cały świat. Tu gdzie wieś i dom, tu on chce być i tu umrzeć. Bo po latach to życie sprawi, że on potem dorosły już, stanie się ojca opiekunem, a on jego synem poniekąd. Że teraz to on, ojciec-syn będzie wyobrażony cały i syn bardziej troską przejęty się stanie. • „Dzięki innym nasze życie zostaje przedłużone o ich pamięć”. • I zrozumie to zatrwożenie taty wcześniejsze. To jego szukanie w sadzie i pilnowanie i czuwanie, by ciepło mu było i by spokojny spać się kładł. Że on, ojciec, wszelkie troski chciał od syna zabrać i w sobie przechować, bo on, syn, najważniejszy był. Jego był. • A mama? Mama umarła, cichutko tak, jakby wyszła tylko krowy wydoić. Wyszła i cisza zapadła, a oni, gdy się tej ciszy przerazili, poszli jej szukać dopiero. Jak żyła, tak odeszła. Zawsze z boku, zaprzątniętą swoją pracą, gotowaniem i dbaniem o nich. To był jej świat i tu była szczęśliwa i nic więcej nie chciała, nie pragnęła niczego. Jedynie, by oni byli. • Czytanie Myśliwskiego wycisza zegar. Czas nie istnieje, klepsydrę zapychają drobinki piasku. Zapada cisza. Są słowa wyczytane i historia w tobie i tyle. I siedzisz i myślisz o tych zdaniach, układasz je w sobie, znajdujesz im miejsce na zawsze. Bo ta historia, to ciepło i ten ojciec z synem wraz, to budzi w tobie nostalgię i smutek za dzieciństwem, za beztroską i za czułym ojcem gdzieś obok. Tym ojcem, co dał czasem klapsa, czasem przytulił, czy tylko patrzył na ciebie, by wiedzieć, że jesteś, że nic ci się nie stało i żebyś wiedział, że on jest, że czuwa, jak ojcowska opoka. Dla ciebie. Jest i będzie – choć już go nie ma. • Myśliwski pisze tak, że te słowa wyczytane otwierają ciszę. • Nie ma nic. • Cisza. • Zamykasz oczy i tyle. I jesteś, tak po prostu. Stajesz się sobą w sobie, a czytelnicza dusza w tobie wrażliwością się staje. Taki jest Myśliwski. Zawsze taki był, a teraz szukasz go pomiędzy stronami powieści i pragniesz tego rodzica u boku i czasów jakiś innych i siebie samego chcesz zmienić. To jest piękno tych historii spisanych. To piękno pióra autora i patrzenia i czucia też. Bo by pisać takie książki, trzeba mieć o tym czymś pojęcie. Trzeba umieć wszystkie te niewidoczne zmysły trudne do nazwania, łapać i nazywać i spisywać je tak, a nie inaczej. Trzeba wiedzieć, jak je ułożyć i jakie nadać im miejsce w zdaniu, bo tylko taki szyk da im znaczenie, taki, a nie inny. Słowa bowiem kpią sobie z pisarzy i trzeba mieć wielką pokorę w sobie, by je okiełznać pod siebie. By je ujarzmić i by to one właśnie stały się pisarzowi poddane. • Myśliwski słowa miał, a one miały jego. • W „Nagim sadzie” zachwyca. Powraca do dzieciństwa, do sadu, do matki z różańcem w dłoniach i ojca czekającego w izbie obok. Pisze o życiu, ciężkim przecież, bo biednym i zawsze takim „stąd dotąd” obejmującym wioskę, czy stary dom, ale to małe życie właśnie – wielkie było. Ogromne było. • To małe miejsce światem wielkim jest. Wszechświatem jest. I tu żyć chcesz i być i umrzeć. • „Nagi sad” to też pieśń lat, jakie człowiek spędza na tym „łez padole”. Młodość zachwyca, starość przeszkadza. Stary człowiek w towarzystwie młodych zamyka usta. Cichną rozmowy wszelakie, frywolność więzi się w sobie, bo nie wypada jakość. Starość wymusza inność, dostojność nawet, a on jeden, pośród nich – czego chce? • Jednak starość sama w sobie jest wytłumaczeniem. Winna jest temu zramoleniu, narzekaniu, czy żalach do Boga kierowanych. Staremu człowiekowi takie rzeczy się wybacza. Staje się bezkarny... • Starość chowa się za drzewem, starość w chałupie zostaje. • Wiesław Myśliwski stworzył monolog życia. Monolog pamięci i niedopowiedzeń. Monolog ciszy przynależny z racji wieku i starości i doświadczenia. Monolog ulotnych minut i twarzy dawno widzianych. To makata wspomnień i radości sprzed lat. To stare obrazy życia, które z perspektywy lat wydają się być obcymi. Jakby życie całe wymykało się pojęciu wszelakiemu. Pokładać wiarę w pamięć? W starość? Czy w sobie może zaufanie do prawdziwości odnaleźć? • Myśliwski pisze tak, że słowa zaczynają żyć. Wyczytane historie z kart powieści tętnią w głowie, subtelnie muskają zmysły, umykają jak wystraszone ruchem motyle. Pisze o człowieku. O jego w tym szybkim świecie zagubieniu, strachu, o utraconych momentach i słowach, które nigdy nie padły, a które przecież paść powinny. Stajesz się ojcem, co w pokorze czeka na syna, który wybiegnie ze szkoły. Będziesz chciał, by szubko do domu wracał, bo obiad na niego czeka. Bo matka szykuje talerz... • Jesteś ojcem, obserwatorem, podporą. • Stajesz się ciszą starości. • Po Myśliwskim zapada cisza... • Pochylasz głowę. • Składasz hołd Mistrzowi. • agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    „W RANY” Petra Dvorakova • Wydawnictwo STARA SZAFA • Maluję potajemnie. Kryję się z tym. • Basia też malowała, a ja gdy maluję, a gdy jej już nie ma, to myślę o niej. Myślę i wydaje mi się, że jest tu obok, że jesteśmy razem i więcej jest niż nie jest. Chyba za nią tęsknię. Bardzo tęsknię. A czasem nawet, gdy maluję, wyobrażam sobie, że nie znika cala. Bo niestety zniknęła. • Odeszła ode mnie i od nas. Poleciała. I zostawiła mnie samą. • Ja też pewnie wolałabym polecieć z nią, albo polecieć jak ona. Bo co tu miała? Krzyki, bicie i ciągłe problemy. Przeze mnie też. Chciałam być lepsza niż ona, dlatego wszystko, co robiłam, robiłam tak, by pokazać rodzicom, że Baśka jest beznadziejna. Że to ja jestem ta mądrzejsza, lepsza i zadbana. Że mam wszystko poukładane i pilnuję swoim obowiązków i nie trzeba mnie pilnować. W przeciwieństwie do Baśki, która zawsze musiała być gorsza. Dlatego to ona była bita za każdym razem. Ja stałam z boku. I patrzyłam. • Stałam z boku i przyglądałam się jej łzom. • Stałam z boku i udawałam zimną i obojętną, ale teraz wiem, że w środku, że w sobie gdzieś głęboko, nie chciałam żeby była bita. Nie chciałam jej łez i jej twarzy pełnej bólu. I teraz chciałabym ją pogłaskać i przytulić i cofnąć czas, ale wtedy tylko stałam. Stałam i patrzyłam i chełpiłam się zakłamanym zwycięstwem. • A teraz? Co teraz? • Teraz jestem sama i czasem, gdy chcę zniknąć, robię jak Basia i chowam się za zasłonę w naszym pokoju. Przez okno obserwuję świat na zewnątrz i patrzę na pobliskie drzewo i wrony na nim. Ona też tak robiła. • „Wysoko w chmurach latamy z wronami. • Machamy skrzydłami, unosimy pióra na wietrze • coraz wyżej.(...) Kra... Kra... Kra... Ty... (…) • A w parku stoi samotna Kasia • Widzę po niej, że pragnie ujrzeć • pośród stada wron mą twarz”. • Ale teraz, gdy jestem sama, to nie umiem chyba żyć. Nie radzę sobie często, bo nie wiem, co jest dobre i czy ja jestem dobra, choć uważam, że nie. Że mama nie jest ze mnie zadowolona jak kiedyś, gdy była Basia z nami. Czasem jakby brakuje mi oddechu. Wszystko siedzi we mnie i ciąży mi, a najbardziej chyba czarna samotność w tym trudnym świecie. Pocieszam mamę, bo choć chodzi do psychologa, to w domu często płacze albo jest zła i bezradna i mi to pokazuje i czeka na moją reakcję. Na moje poświęcenie. Bo ona jest najważniejsza, a ja? Ja też sobie nie radzę, z niczym sobie nie radzę, ale nie mówię tego. Nie mówię też o lekcjach malowania po szkole, nie mówię o bezsilności, o pustce bez dna w sobie. Nie radzę sobie ani z naszym pokojem, ani z rysunkami, ani z życiem tak w ogóle. Kiedyś nawet dostałam w twarz od mamy i miałam ją opuchniętą na drugi dzień, ale zasłużyłam sobie. • Mama tak się poświęca dla nas, dla mnie i dla tego domu, a ja nie umiem tego docenić. • I zasłużyłam sobie na ten mocny policzek od rozwścieczonej mamy. • Nie jestem dobrym dzieckiem. • Nie jestem dobrą córką. Basia była lepsza. Była lepsza ode mnie. Ona umiała wszystko, umiała nawet poukładać w sobie uczucia i schować emocje, a ja? Ja nic nie umiem. Nie potrafię... Nie potrafię bez niej być. • Czasem wydaje mi się, że nie trafię na świetną powieść. Że nie trafię na taką, która mnie przytka i przemieli i wypluje, bo przecież takich jest (powiedzmy wprost) niewiele. Wydaje mi się czasem, że każda z wyczytanych historii będzie co najwyżej dobra. Aż trafia się Petra Dvorakova i nic już nie jest takie, jak przedtem. • „W rany” to monolog samotności. Monolog ludzi z domu, w którym zamieszkała żałoba i strata i pojawiła się nieznana nikomu pustka. To makata zdań niew­ypow­iedz­iany­ch i tych, które padły w niewłaściwych momentach. To wspomnienia sprzed lat, które wydają się być obcymi i obraz tego, co jest, a co wydaje się także być obce. Jakby życie całe wymykało się pojęciu wszelakiemu. Wszyscy są pogubieni i pełni żalu, a te emocje wypływają ciemną lawą i na ciebie, na ciebie czytającego tą książkę. • Dvorakova napisała historię, która burzy spokój. Pisze o zwykłych ludziach, o ich w tym szybkim świecie zagubieniu, o strachu, o utraconych momentach i słowach, które nigdy nie padły, a które teraz fruwają w duszy, jak wrony za oknem. Pisze prosto, acz głęboko znaczeniowo. Stajesz się powieściowym nikim, powieściowym „bezradnikiem” o ludzkiej twarzy. Jesteś niepogodzonym z losem bytem, którego ten byt właśnie mierzi i przeraża, bo ciągle jest ci źle. Nie rozumiesz tego, co się stało i co się dzieje, ale stajesz się też ciszą w ciasnym niezrozumieniu. Jesteś stary w środku. Stary i samotny. Stary, samotny i pełen pretensji do wszystkiego i wszystkich, a najbardziej do tych, których już przy tobie nie ma. • Po lekturze zapada cisza... • Z drzewa rosnącego za oknem odlatuje wrona. • „Latam wysoko i jest mi dobrze. Latam gdzieś tam. • Prze-żyć... Prze-żyć... Chciałam prze-żyć...” • agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    Tym razem głównym bohaterem jest Obeliks i do pewnego momentu jego nieodłączny przyjaciel, malutki, biały Idefiks. Ale... Juliusz Cezar (zwany Julkiem) obmyśla wraz z Kajem Ekonomikusem skrzętny plan zniechęcający Gallów do bicia Rzymian. Ekonomikus szastając budżetem Juliusza kupuje menhiry od Obeliksa namawiając go do coraz większej i większej produkcji. Bo, jak mu próbował objaśnić, rynkiem rządzą popyt i podaż... też tu jego wyjaśnienia się skończyły, bo Obeliks nie należy do tęgich mędrców (tęgi co prawda jest lecz tuszą i uwaga - GRUBY nie jest, najwyżej puszysty),dostarcza każdego dnia coraz więcej i więcej tych nie wiadomo po co komu przydatnych kamieni. A wszystko po to, by sprostać wymaganej popytanej podaży, bo ceny wyskakują do góry od wczorajszego rynku, a jeśli podaż nie będzie mogła zaspokoić popytu, to grozi spadek kursu waluty. Więc do pracy najmuje coraz więcej mężczyzn, każdy goni za mamoną, wioska Gallów staje się... monopolem menhirów z Obeliksem, jako najbogatszym (przynajmniej początkowo) mieszkańcem wioski. A skoro najbogatszy, to i najważniejszy. Obelix musi zrobić dość podanego popytu produkcji zaspokojonej, by wypadły sestercje na kursie... wówczas podaż być z tego bardzo popytana. Zwał jak zwał, a chodzi o wielką produkcję. Nawet wielgachną, ogromną... Wszyscy pracują w kamieniołomach, nikomu na myśl nie przychodzi bitka, rozbój czy awantura. Bo rynek jest najważniejszy i wymagania stawiane przez konsumentów i kreowanie ich gustów. Zagmatwane to, jak popytana podaż i sestercje razem. Hmmm, czy Rzymianie osiągnęli cel? Musiałabym nie znać Obeliksa i Asteriksa by w to uwierzyć. Nawet Długowieczniks ma tego dość... Bo, jak zawsze, koniec komiksu to uczta przy dzikach i mięsiwie wszelakim z ciszą za uszami, bo śpiewający Gall zakneblowany ma zakaz wydawania jakichkolwiek dźwięków bliskich muzyce. W komiksie Ekonomikus to parodia Jacques’a Chiraca (co tylko niektórzy wiedzą) a wynoszony na noszach pijany Rzymianin, to odwzorowany przyjaciel Uderzo i Goscinnego. Są nawet Flip i Flap. Ot, nawet się człek nie spodziewa, a zawsze może na kogoś trafić. Nawet w komiksie. • WSPANIAŁY KOMIKS • agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    „Strzelaj więc sobie, ile chcesz, do sójek, jeżeli ci nie za trudno je trafić, tylko pamiętaj, że grzechem jest zabić drozda”.„Drozdy nic nam nie czynią poza tym, że radują nas swoim śpiewem. Nie niszczą ogrodów, nie gnieżdżą się w szopach na kukurydzę, nie robią żadnej szkody, tylko śpiewają dla nas z głębi swoich ptasich serduszek. Dlatego właśnie grzechem jest zabić drozda”. • Są tematy, które ciągle wypływają na powierzchnię życia. • Są motywy, które nie tracą na znaczeniu. • Są płachty z dawnych kalendarzy, są dni i ludzie, którzy odeszli. Ale są i słowa, które echem wybrzmiewają w zatwardziałych umysłach i nie milkną mimo upływu lat. Nie znajdują ukojenia, a mijany czas zabarwia i ludzi i miejsca wraz z nimi. Czas rozmywa kolory i twarze, ale też otwiera oczy na teraźniejszość, która nic z teraźniejszością nie ma wspólnego. • Tak jest w powieści Harper Lee „Idź, postaw wartownika”, pokłosiu „Zabić drozda”. Dwie części, ci sami bohaterowie, a jakże inne historie. Mijają lata i czas wrócić do korzeni i zajrzeć do tego co było. Czas stanąć w konfrontacji z samą sobą i z rodziną, w jakiej się dorastało. Czas stanąć przed lustrem i spojrzeć na siebie, na wszystkich razem, bo tylko tak można ujrzeć prawdę. • Jean wraca do domu rodzinnego. Jako dorosła kobieta przekracza próg domu rodzinnego. Kiedyś jej życie zamykało się na trzecim domu na wschód i drugim na zachód, a dziś jest znacznie inaczej. Inaczej? - zapytasz. Inaczej niż kiedyś? Inaczej jest, inna jest bowiem Jean Louise. Dorosłość zmieniła jej postrzeganie rzeczywistości, zmieniła jej przekonania i ją samą. Jest otwartą, tolerancyjną kobietą, a kolor skóry nie stanowi dla niej problemu, co akurat w jej rodzinie jest nie lada problemem. W Alabamie nadal „panoszy się” rasizm i segregacja rasowa. Tu czarnoskórzy nie mają praw, nie są pełnoprawnymi mieszkańcami Maycomb. To w głównej mierze siła robocza. Biali jacy byli, tacy są i choć zmieniły się czasy, a nowe ustawy państwowe wprowadziły wiele zmian, tu, w Alabamie czas się zatrzymał. Jean Louise patrzy na swoją rodzinę, na ojca, na to, co było i co jest i nie może się z tym pogodzić. Konfrontacja jest zbyt bolesna. Fałszywy obraz rodziny staje przed oczami dorosłej już Jean. Trudno to w sobie pomieścić, upchnąć jakoś, trudno przemilczeć i nie reagować. A jak to w rodzinie, tak i tu, w czterech ścianach domu państwa Finch. Po kątach rozsiadły się przemilczane duchy przeszłości, które w dłoniach lepią czarne czyny i przewinienia mieszkańców tego lokum. • „Zabić drozda” to powieść totalna. „Idź, postaw wartownika” też. Bezsprzecznie. • Jej treść miesza myśli czytelnika. Stajesz się dorosłą osobą wracającą do rodzinnego ciepła. Spodziewasz się wszystkiego, lecz nie tego, co zastajesz. Nie kłamstwa, nie fałszu, nie milczenia. W rodzinie powinno się o wszystkim mówić. I o tym jest ta powieść. O psychice dojrzałej osoby, której wzrok odzyskuje ostrość. To historia dorosłej kobiety, która wraca do rodziny, do tego dobrego i bezpiecznego zawsze domu i tu okazuje się, że rozmywa się wyidealizowany obraz ukochanych ludzi. Harper Lee ściera czytelnika z budowanymi od lat przekonaniami, zrzuca z fundamentu, który miał zapewniać stabilność. Wpycha w wir, w historię, w której nic się pozornie nie dzieje, lecz w tle buzują emocje. To patrzenie na ludzi obdartych z szacunku do samych siebie. To pogarda dorosłego już dziecka, które nic nie umie powiedzieć rodzicom wprost, by nie zadać im bólu. Dorosłej córki, która tłamsi w sobie słowa. • Harper Lee znana jest głównie z „Zabić drozda”. „Idź, postaw wartownika” jest mniej znanym tytułem. Tym bardziej, że to książki aktualne do dziś. Czymże bowiem jest obecne segregowanie ludzi, wrzucanie w sobie tylko wiadome szufladki uprzedzeń i bezpodstawnych oskarżeń? Czym jest pogarda dla inności? • „Idź, postaw wartownika” to w dużej mierze także powieść psychologiczna. Bazuje na historii Alabamy i świetnie obrazuje zaściankowość i zatwardziałe jej mieszkańców. Tu idealnie widać ich hermetyczność, konserwatyzm i bojaźń o opinię innych. Ciągły strach - bo nie wypada, bo tak nie można, bo co powiedzą sąsiedzi? Tu wychodzi ich sztuczność i konserwatyzm, ale i wielki strach przed zmianą na nowe, nowe nieznane. • O tej książce można mówić bez końca. Analizować ją i rozkładać na pojedyncze sytuacje i spojrzenia, na fakty. Ta książka bawi się czytelnikiem. W pierwszej części zachwyca dziecięcym czasem dorastania, by po latach ten czas podlać kłamstwem. Stajesz na chwiejnym gruncie - rodzina, czy ty? Pokora, czy bunt? Słowa, czy milczenie? • Decyduj sam. • Niebywała klasyka literatury wskroś prawdziwa i autentyczna do dziś. • agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    Leży na ławie w izbie i patrzy na wszystko wkoło. I widzi siebie jak stoi przy oknie i czeka na niego. Zawsze czeka, bo on wyszedł, w taką pogodę, poszedł najpierw Małą Drogą w dół, potem kawałek Dużą Drogą, do fiordu, do tej swojej malutkiej drewnianej łodzi, którą ma i którą codziennie wypływa. Nawet w taką okropną pogodę, jak dziś, gdy jest zimny deszcz, lodowaty wręcz, gdy wieje okropny wiatr i nic nie widać, a on poszedł, a ona czeka, zawsze czeka. Czeka na niego. • Leży na ławie i patrzy na samą siebie, jak stoi przy oknie i patrzy. I drzwi się otwierają i widzi babcię w biało żółtej czapce, jak wchodzi z malutkim Asle, a potem wychodzą, znikają, jak wszystko. Znikają, jak wszyscy. A ona dalej czeka na niego, przy ciemnym oknie. Nic nie widać, jego też nie widać, więc może powinna pójść za nim, myśli. • Czeka. • I nagle drzwi się otwierają i wchodzi on. Te jego długie czarne włosy, które zawsze miał i ten jego sweter, który nosił od lat. On, taki sam, zawsze taki, zawsze jej Asle. Stoi koło niej, a ona patrzy na niego, a potem na pustkę i kładzie obie ręce na brzuchu i składa dłonie i mówi „Jezu kochany, dopomóż mi”. • Nie ma czasu. Nie ma jego. • Jest wtorek końcem listopada. Zawsze jest wtorek. Co roku jest wtorek końcem listopada. I co roku jest pustka. • A ona leży na ławie i widzi samą siebie leżącą na ławie. Wszędzie cisza. Ale zawsze w tej ciszy tu czuje się bezpiecznie. Nigdzie nie wychodzi, czasem i kilka dni. Leży na ławie i widzi samą siebie stojącą przy oknie. Jej ciemna sylwetka na tle jasnego kwadratu. Czeka na Asle. Bo poszedł na fiord, a jest taka brzydka pogoda i jest ciemno, a ona stoi i czeka na niego... • Czytasz i znikasz i stajesz się nią, Signe, leżącą na ławie w pustym domu. Nie ma nic, nie ma nikogo, jest tylko Cisza. Cisza i słowa, które sczytujesz i wkładasz w siebie. Układasz słowo, koło słowa, potem kolejne słowo aż wypełnią cię od środka. Aż te słowa z powieści znajdą sobie w tobie miejsce i zostaną już na zawsze, bo te słowa są jak drzewa, które latami rosną Nie zapomnisz o Ales, ani o Alse, nie ogrzejesz się po powrocie z mroźnego fiordu, nie staniesz się sobą. Nigdy nie będziesz sobą. Wejdziesz do domu u boku babci, której pomagasz nieść zakupy. A potem wyjdziesz z nią i wejdzie on w czarnych włosach i podejdzie do ciebie i powie, żebyś poszła się położyć, bo zagrzał w łóżku. • Wszystko widzisz. • Wszystko jest jak było. • Jesteś ty i nic. • Jon Fosse stworzył literacką pustkę. To historia o wielkiej głębi, która zmienia „psychikę postrzegania”. To słowa, które zapuszczają korzenie. Każde zdanie i każda strona stają się bowiem przedłużeniem wyczytanej traumy. Czytasz o kobiecie i o mężczyźnie i o czekaniu i o innej kobiecie i małym chłopcu i o innym mężczyźnie i fiordzie. Czytasz o lodowatej pogodzie za oknem i czujesz zimno w sercu. Czytasz i spajasz się z nią, z nią leżącą na ławie, spajasz się z niejedną nią i niejednym nim. Ten powieściowy klimat wnika w ciebie, chłoniesz ją każdą komórką ciała. • Nie możesz otrząść się z tego klimatu zimnego fiordu i ciemnej sylwetki kobiety stojącej w jasnym kwadracie okna. Czekasz... • takie powieści, jak ta, jak „To jest Ales” pozostawiają czytelnia w ciszy. • Słowa znikają. Zamykasz oczy, by wejść ciemność. • To niemożliwe... - szepczesz po skończeniu czytania. Niemożliwe... • agaKUSIczyta Ocena 10/5
Niepożądane pozycje
Brak pozycji
Nikt jeszcze nie obserwuje bloga tego czytelnika.

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo