Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
agnesto
Najnowsze recenzje
1 2 3 4 5
...
95
  • [awatar]
    agnesto
    agaKUSIczyta • Zawsze jest czas na wypicie aromatycznej kawy. • Jest czas na rozmowę przy stole, • Jest czas na bycie razem, • Na gotowanie, na uśmiech, na przytulenie... • Zawsze jest czas na smakowanie życia... nie łyżeczką, a łyżką. • Bo w końcu cały świat rozbija się o smak. O tę szczyptę perfekcji, jaką odkryjemy nie tylko w czterech ścianach kuchni, ale i w codziennym życiu. O tą drobinkę życiowej przyprawy, która dam nam wigor i pobudzi apetyt na więcej. Bo dni muszą smakować, a my musimy mieć na nie apetyt, chęć. Taką mam odwieczną filozofię, tak wybrukowana jest moja droga życia. To styl wedle którego żyję i wedle którego ciągle czuję niedosyt. Bo smaczne życie, to pełne życie. To życie, jakie chce się przeżyć. To życie, którego się tak szczerze chce. Dlatego cieszę się, że co jakiś czas w moje ręce wskakuje taka książka, jak ta. „Tuba Smaku, 110 kulinarnych pomysłów, które uratują cię w 22 codziennych sytuacjach” Pascala Brodnickiego (znanego nam kucharza), jego żony Agnieszki Mielczarek, Agaty Stankiewicz (czyli Sugar Lady znane z Bake Off), Michała Gniłka (znanego jako Mickey Rotten) oraz Daniela Brzezińskiego (twórcę kanału UMAMU o kuchni azjatyckiej). Dlaczego aż pięciu autorów, pomyślałam na wstępie, ale wszelkie konsternacje szybko zostały zapomniane. Tych pięciu autorów okazało się bowiem pięcioma dobrymi kucharzami. To także pięciu podróżników, ludzi poszukiwaczy i jednocześnie smakoszy dobrego jedzenia. Nazwałam ich Pyszną Piątką. I choć moje gotowanie sprowadza się do codziennego „jakiegoś tam” pitraszenia, a pieczenie to cosobotnie eksp­erym­ento­wani­e, to jednak wartość wnętrza owej książki mnie zachwyciła. Może nie tyle zachwyciła, ile zainspirowała i dała jakąś smakowitą chęć na próby. Na próby i porażki, bo nikt nie staje się świetnym kucharzem w jeden dzień. • Tu mamy rozdziały podzielone na bardzo przejrzyste strefy – jest parapetówka, jest wspólny grill, jest coś na słodko i coś do chrupania podczas seansu filmowego (i nie tylko) i każdy z tych rozdziałów to pięć różnych pomysłów-przepisów na jakieś swoje danie. Dlatego czułam jak te smaki się przenikają. Jak słodkie walczy ze słonym, jak kardamon i cynamon rozgrzewają mnie od środka, jak pięknie podane dania, nawet jeśli się nie udadzą, mogą przyprawić o zawrót kulinarnej głowy. Każdy z autorów jest w czymś mocny, w czymś słabszy, dlatego propozycje smaków, jakie nam podrzucają są często tymi, w których czują się bezpieczni. Są dania na ząb, „dania na konkret”, smakołyki dla dzieciaczków, jak i dla leniuchów. Każdy może coś tu dla siebie wyszukać. A jak nie będziesz wiedział, na co masz chęć, to wystarczy, że otworzysz na jakiejkolwiek stronie i … zasmakujesz w samym zdjęciu, od których to wydanie dosłownie puchnie. Zauroczyłam się perfekcyjnie ujętymi talerzami i niebywałymi fotografiami gotowych potraw. Skupiałam się na czytaniu i oglądaniu. Smakowała każdej strony i każdego słowa. Trudno mi powiedzieć czyje smaki kulinarne przypadły mi do gustu, bo to okazało się mnie przerastać. Raz coś świetnego proponuje Rotten, a za chwilę Agnieszka. Kartkuję dalej, a tu co? Przepyszny sposób Pascala do wykorzystania podczas sprzątania lodówki, gdy do garnków wrzucasz „co się nawinie”. „Tuba smaku” sprawia, że czuję się ciężka od dobrego, co mówię w najpyszniejszym tego słowa znaczeniu. To książka, która przyprawia zmysły, daje chęć do prób, ale i do smaków. • Przypadkowo trafiłam na cytat z „Naszej Szkapy” Konopnickiej, który idealnie tu pasuje. „Rondel, moździerz i żelazko – to były niemal klejnoty rodzinne. (…) Moździerz z tłuczkiem, który ojciec kupił matce w dniu mojego przyjścia na świat, aby matkę uradować i dobre jej serce za syna okazać. (…) Matka zdejmowała go raz do roku tylko, w Wielki Piątek, aby nim tłuc cynamon do wielkanocnego placka. (…) Ja i moździerz byliśmy bohaterami.” • Nic więcej nie trzeba dodawać. • Smak wyważony... życie smakuje jak nigdy dotąd.
  • [awatar]
    agnesto
    NIESAMOWITY film. • Niewiarygodny. • Prawdziwy, a oglądanie... aż boli. • Świetne role, niebywała gra aktorska.
  • [awatar]
    agnesto
    wspaniała, niecodzienna publikacja. • i opisy, które zatrzymują czytającego. Czytam, oglądasz i siedziesz w zachwycie. • Pan Andrijeko to wspaniały czlowiek
  • [awatar]
    agnesto
    Czy segregacja ludzi według jakiś odgórnie przyjętych norm jest czymś ludzkim? Czy podziały są konieczne – zwłaszcza na tych lepszych i gorszych czy odstających od przyjętej „normy”? Każdy ma prawo do oddychania, uśmiechu, do robienia planów na przyszłość, bo ona prędzej czy później nadejdzie, czy do zwykłego bycia, egzystowania. Mamy prawo, wszyscy bez wyjątku – i biedni i bogaci i uczciwi i oszuści, chorzy i zdrowi – wszyscy mamy prawo żyć. Po lekturze „Wodnego tancerza” mam ochotę wykrzyczeć to na ulicy, na której zbity tłum ludzi wyczekuje autobusu. Mam ochotę wykrzyczeć to z dachu najwyższego budynku w mieście – by mój głos dotarł wszędzie i do wszystkich. A wystarczyła lektura „Wodnego tancerza” Ta-Nehisi Coates, by zaczęły we mnie buzować emocje. Choć to mało powiedziane – buzują we mnie gniew i złość. • Hiram, główny bohater powieści to czarnoskóry sierota, który nie wie, co to miłość rodzicielska. Jego ojciec od momentu jego narodzin nie interesował się nim, bo o dzieciach z „lewego” łoża się nie mówi, zwłaszcza, gdy jest się białym na włościach zarządcą innych. Takie dziecko to bękart i niewolnik. Hiram w wieku sześciu lat zostaje bez matki, dlatego pojęcie i poczucie miłości jest mu zupełnie obce. Nie zna miłości, nie zna oddania drugiemu – wszystkiego uczy się podczas dorastania, obserwacji oraz wizji, Kondukcji. Hiram to dziecko wyrzucone poza nawias życia. Matka widoczna jest jedynie podczas odchodzenia, nie odwraca się, a odchodzi tańcząc na moście. Jak wyglądała? Dlaczego mnie zostawiła? - zastanawia się chłopiec. • Kondukcja, jakiej doświadcza Hiram to zdolność widzenia tego, co było, a co często jest niejasne. To dar i przekleństwo równocześnie. Jako czarnoskóry został w chwili urodzenia wrzucony do szuflady opatrzonej napisem „Gorszy”. Takich ludzi wygania się biczem w pole, bierze do robót – nawet najgorszych i najbardziej upadlających. Takich ludzi też trzeba korzystnie sprzedać - z dużym zyskiem. Tak to bowiem funkcjonuje. Biali ludzie – nabywcy, czarnoskórzy – towar. Biali ludzie na czarnoskórych niewolnikach zbudowali swe bogactwa, lecz owo bogactwo przyniosło jedynie rozleniwienie i gnuśność, niewiedzę i dumę wraz z egoizmem. • Niewolnictwo stanowi fabułę „Wodnego tancerza”, lecz nie rozsiadamy się w luksusowych fotelach posiadaczy owych Utrudzonych. Wkraczamy pomiędzy czarnoskórych, perfidnie wyzyskiwanych niewolników, z nimi zasiadamy przy jednym stole, z nimi śpimy, z nimi też marzymy. O czym? O lepszym życiu, o własnych czterech kątach, o własnej roli do uprawy i rodzinie. Marzymy o tym, co się każdemu człowiekowi należy. • Lecz „Nieważne, czy się wybaczy ale nie wolno zapominać, bo to tyle, co umrzeć. Historia musi przetrwać. Historia jest życiem, jest szczęściem noszonym w sercu, które każdy ma. Nawet ta historia, która krwawi – żyje”. • Ta-Nehisi Coates napisał książkę, której treść rani serce, igra z uczuciami i przekonaniami, jakie się w sobie miało. Mój bunt i gniew sięgają zenitu przenikając się wzajemnie. Nikt bowiem nie zasłużył sobie na tak uwłaczające życie, na jakie skazano niewolników. Nikt nie zasłużył na bicze, pogardę, opluwanie, czy kopanie. Co z godnością? Co z szacunkiem? Co z duszą? Coates rozlicza się z minioną – lecz nadal żywą – historią Ameryki. Jego słowa i prowadzenie czytelnika poprzez strony powieści sprawia, że łkasz do wnętrza. W głównej mierze w obliczu własnej bezradności. Czytasz, a losy bohaterów kładą się w tobie, jak ciężkie głazy. Personifikujesz się z nimi, choć nie powinieneś, bo to sprawia, że krwawisz. Łzy barwią się na czerwono, kapią z brody, dłoni i trzymanej książki. • Czytając „Wodnego tancerza” o czarnoskórych, zniewolonych ludziach nasunęło mi się skojarzenie z „Przeminęło z wiatrem”, czy popularnym przed laty serialem „Północ Południe”. Bardzo lubię treść osadzoną w tamtych latach i wyobrażanie sobie połaci plantacji, jednak nie godzę się na poniżanie i wyzysk drugiego człowieka. Na to absolutnie nie wyrażam aprobaty. A w takie struny uderza autor „Wodnego tancerza”. Wrzuca czytelnika w sam środek smutnych i zmęczonych niewolników. Nie ocenia, nic nie narzuca. Sam musisz mądrze wybrać – szepcze Ta-Nehisi Coates. • „Wodny tancerz” to niesamowita powieść, która stopniowo zapuszcza w tobie korzenie,, by w konsekwencji zostać w tobie...Z tobą... Na zawsze już. Nigdy o niej nie zapomnisz, bo treścią jesteś już naznaczony. To stygmat umysłowy. • Zmieniasz własne postrzeganie czarnoskórych zarówno bliskim kontakcie, jak i czytając różnego rodzaju teksty lub powieści z czarnoskórymi w roli głównych bohaterów. Ich skóra, dłonie, błyszczące czoła – zachwycasz się nimi, współczujesz im, a gdy nadarza się okazja spędzenia z nimi trochę czasu, zauważasz coś jeszcze. Smutek. Smutek w oczach – w oczach, które zbyt wiele widziały cierpień, bólu i upokorzeń. To oczy ludzi, którzy zmagają się z osobowością, z rasą i z izolacją, jakie wybudowali we własnych głowach. • I ten smutek, niedola i historia zostały zamknięte w „Wodnym tancerzu”. • Polecam – szczerze i z sercem białej kobiety. • Niesamowita powieść. Piękna, mądra, urokliwa.
  • [awatar]
    agnesto
    O czym marzymy? Czy jesteśmy osobami, którymi chcemy być, czy jesteśmy aktorami na scenie zwanej „życiem”? A może chcemy coś przeżyć, lecz nie wypada, nie przystoi? A w ogóle, to po co się zmieniać, skoro tak jest wygodnie? Wszyscy znają nas właśnie, jako takich. Nam samym, gdy się nad tym zbytnio nie zastanawiamy, jest w sumie nawet nieźle... Po co zmieniać coś, co sprawdza się od lat? Takie myśli naszły mnie ostatnio i nie ukrywam, że za sprawą lektury „Małego Lorda” (tytuł oryginału „Mały Lord Fauntleroy”- i dziwię się, że polski tytuł tak skrócono, co odbieram za wielkie i nikczemne uchybienie). Takie zagłębianie w psychikę sprawia, że podświadomie zadajesz sobie pytania generowane przez lekturę, a jednocześnie wiesz, że tylko dobra książka może coś takiego sprawić. W „Małym Lordzie”masz to zagwarantowane. • Powieść angielskiej pisarki Frances Hodgson Burnett ukazała się w 1886 roku, ponad 150 lat temu, a co najważniejsze, zachwyca do dziś. Mnie szczególnie i nie umiem tego jakoś racjonalnie wyrazić, bo nic szczególnego w akcji się w niej nie dzieje, nie ma nagłych zrywów adrenaliny, ani zbyt skomplikowanych osobowościowo bohaterów. Jest za to prosta historia siedmiolatka, Cedryka Errola i jego matki, a także – czego dowiadujemy się później, posiadłości i fortuny hrabiego Dorincourt. Bo, jak się okazuje, piękny i urodziwy blodynek, który zachwyca ludzi swoim wyglądem, sercem i dobrocią, i który wraz z matką-wdową mieszka w biedzie, z dnia na dzień staje się hrabią o sporym majątku. I ma dziadka, który z tego oto tytułu zaprasza go do siebie. Matkę też, lecz jej nie zaprosi w mury swego domostwa, czego ta dowie się na miejscu. Nie będę analizować fabuły, ani zdradzać tym samym więcej szczegółów – tak pokrótce wygląda treść „Małego Lorda”, która może i wydaje się banalna, lecz banalną – zapewniam – nie jest. • Ta powieść, okraszona pięknymi rysunkami Reginalda B.Bircha, jest niezgłębioną studnią wielu wątków i przemyśleń, które te za sobą pociągają. Oto poznajemy małego, dobrego i ślicznego chłopca, aniołka wręcz, który bardzo szybko zjednuje sobie ludzi, który nie ma wobec nich uprzedzeń, każdemu poświęca czas, z każdym porozmawia i o każdego jest ciekaw. Oto jego życie właśnie ulega kompletnej zmianie, jeśli chodzi o otoczenie i z dnia na dzień trafia między hrabiów, docentów i szlachciców. Przekracza „wysokie progi” wyłożone statusem posiadanych majątków i tytułów, wchodzi w całkiem nieznany sobie świat – ale, co zaskakujące, wszystko go cieszy i raduje. Wszystkich odbiera, jako dobrych i szlachetnych. Jego dziadek, hrabia Dorincourt znany z grubiaństwa, złośliwości i złego humoru, schorowany człowiek, który w samotności coraz bardziej pogłębiał się w swych dolegliwościach. Niemiły dla służby, czy dla zwyczajowego „plebsu”. Nikt, absolutnie nikt, nie ma o nim dobrego zdania, ba – wszyscy go nienawidzą, o czym nie mówią głośno. A tu? A tu zjawia się Cedryk, nieskalane uprzedzeniami, ani złem dziecko, które w dziadku dostrzega tylko dobro i pokorę. I z czasem ów starszy pan zaczyna je odczuwać, coś się w nim budzi. Obecność wnuka zmienia go. Staje się coś nieprawdopodobnego, co, jak wielu powie, zdarza się tylko w przesłodzonych powieściach. A ta? Z 1886 roku? To przecież nic innego, jak czytadło na podobieństwo tych sióstr Bronte – nic, tylko wzruszenia, łzy i miłość tak nieszczęśliwa, że aż trywialna. Dlatego staję w opozycji, bo mnie ta książka zaczarowała. Banalna treść porusza głębokie struny delikatnej duszy, zmusza do zadumy i kontemplacji. Stawiasz sobie pytanie – dlaczego ja nie jestem takim dobrym Cedrykiem? Dlaczego szybciej oceniam, niż powinienem? Dlaczego skreślam kogoś i nie daję ani mu, ani sobie szansy? Czy życie na tym właśnie polega, czy to tylko moje głupie zasady gry zwanej „życie”? • Małe dziecko zmienia ludzi. Jest dobrem pomiędzy złem, białym pośród czerni i uśmiechem, pośród łez i gniewu. Małe dziecko naprawia, naprawia codzienność. Ot tak, nieświadomie. I to jest niebywale cenne. Używając biblijnych słów „zatwardziali kruszeją”. To aktualna do dziś klasyka literatury, która teraz dostąpiła zaszczytu reedycji. Nowe okładki – piękne, oryginalne ilustracje – zachwycające i treść, tak cenna i wartościowa i tak aktualna. • „Mały Lord” to konglomerat katechizmu, poradnika i dobrej lektury. Ciężko jest przerwać czytanie, bo jesteś w jakiś magiczny sposób ciekawy dalszych losów bohaterów. Czujesz wypieki na policzkach, w brzuchu burczy, lecz ty zapominasz o całym bożym świecie, bo teraz twoim światem jest posiadłość w Anglii. Jesteś gościem na przyjęciu iście królewskim i zamroczony wpatrujesz się w blond główkę dziecka, które olśniewa. Ciebie też.
Ostatnio ocenione
1 2 3 4 5
...
83
  • Tuba smaku
    Brodnicki, Pascal
  • Na rauszu
    Vinterberg, Thomas
  • King Richard
    Green, Reinaldo Marcus
  • Guido Casaretto
    Altug, Evrim
  • Wodny tancerz
    Coates, Ta-Nehisi
  • Mały lord
    Burnett, Frances Eliza Hodgson
Nikt jeszcze nie obserwuje bloga tego czytelnika.

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo