Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
agnesto
Najnowsze recenzje
1 2 3 4 5
...
121
  • [awatar]
    agnesto
    Wdech dla złapania jasności umysłu, wydech. I tak kilka razy, bo jeden raz to za mało by wyzbyć się z płuc tego wszystkiego, czym przesiąkniesz podczas czytania „Grzybiarki”. • Wypuszczasz z siebie stęchliznę i wilgoć wżerającą się w ciuchy i skórę jednocześnie. Wypuszczasz strach i las pełen ciebie. Bo wiesz, że „(...) posłusznym trzeba być tylko samemu sobie, nikomu innemu”.* Gdy człowiek jest sam, to wie, jak żyć i gdzie ulokować umysł i strach. Wie, jak trzymać świat w ryzach i jak go okiełznać. Wie, jak być zdrowym i jak żyć. • A Sisi nauczyła się nie widzieć, nie słyszeć, a nawet nie myśleć tego, co niepotrzebne i co psuje, piecze i swędzi. Dzięki temu stwardniała, pokryła się pancerzem bez pęknięć i wystających elementów, o które ktoś mógłby się skaleczyć. Sisi wie, jak żyć, które trasy pokonywać i jak układać dzień po dniu. Wie, do czasu, gdy w tym jej życiu pojawi się człowiek. Wtedy wszystko się rozsypuje i trudno wszystko wokół okiełznać i unormalnić. Komplikacje nastręcza powrót do tego, co swoje, ciche i bezpieczne. • Czytasz, a czas zwalnia. Zanika całkowicie. Zablokowane wskazówki zegara tkwią w jednym miejscu. Zmienia się atmosfera i zapachy, a zmysły wrażliwie stawiają kroki. Czytasz i czujesz, że coś się z tobą dzieje, coś nie do końca dobrego. To nie twoje miejsce i nie twój świat. Nie chcesz tu być, ale gdzie indziej się podziejesz? Tylko tu możesz być wypluta przez wszystkich i przez nich. Jesteś jedyną ich córką, nie powinni byli ci tego robić. Nie najbliżsi. Rodzina się kocha i szanuje i każdy w niej może dorosnąć. Dlaczego więc trafiło na nią, myślisz? Dlaczego ona? • Wszystko było dobre, do tego wieczora, gdy tak bardzo potrzebowała mamy... • Było ciemno, był tata i była zbyt ciężka dłoń tam, gdzie być nie powinna. I było przepraszam i cisza po nim. Zamknęły się drzwi, zostały demony, a wszystko, co dotychczas było jej, umarło. Ona umarła tam, wtedy, na tym łóżku, w swoim pokoju. Zatrzymał się czas. • Uciekła. Po latach. Po kuracjach i zamknięciach. • Uciekła po wielu lekach i lekarzach. • Teraz jest w Dvorcach. Dach przecieka. Dom, tak kiedyś rodzinny popada w ruinę, a ona wraz z nim. Bo to piętno sprzed lat nadal jest w niej. Uśpione łaskocze mózg. Nie zniknie w żadnym miejscu. Nie da się porzucić, jak niechciany bagaż gdzieś na jakimś dworcu w byle jakim mieście. Koniec tego świata dopadnie ją, nawet jeśli schowa się przed nim pod ziemią. Czyha nawet tu... Nawet tu... • „Grzybiarka” Viktorie Hanisovej maltretuje mózg. • Wpuszczasz w siebie słowa i obrazy i czekasz aż spuchną i rozsadzą ci ciało i umysł jednocześnie. Rozsadzą cię na milion kawałków, których długo jeszcze nie poskładasz w jedną całość. Czekasz, aż ogrom tej wyczytanej traumy zelży nieco ucisk w głowie, bo inaczej się rozlecisz. Stałeś się Sisi pośród wilgoci i lasu. Twoją wrażliwość mami każdy dźwięk. • Czujesz się, jakbyś stał „nad rzeką, w której rozpływa się niezręczna cisza”. • Każde miejsce i każdy czas mają swoje tajemnice, bo są sprawy, które nie powinny dotyczyć nikogo z zewnątrz. Są sprawy, które duszą się po dachem domu zamkniętego na klucz. Są sprawy, o których szybko się zapomina, tak, jak nieuchronnie zapomina się o wszystkim z upływem czasu. Tak, jakby ten czas pochłaniał historie ludzi i zwierząt i wszystkiego tego, co żyje. Ziemia rusza się, a jej taniec plączą dni i noce. Tworzą się pory roku, jest młodość i starość i bezdech. • Mija czas. Mijasz ty wraz z nim. Koło trwania kręci się miarowo, dla każdego bez wyjątku. • Niebywała powieść. Powieść z gatunku tych, które włażą w ciebie całe. Wrastają, jak grzyb. Cała ta treść i słowa i losy tych ludzi, to wszystko wżera się tkankę i zostaje w tobie. • „Grzybiarka” to powieść o tym, jak ciężka dłoń i jedno słowo potrafią rozbić świat na milion kawałków, których już nigdy ponownie nie da rady się złożyć. • To historia dziewczynki, która bezpowrotnie straciła siebie. • Słone łzy płyną po policzku. Wszystko się rozmazuje. Buzuje w tobie przerażenie i niesprawiedliwość na dorosłych. Na ich ślepotę i egoizm. Na ich strach i ucieczki. • Jestem dzieckiem, wołasz. • Chcę żyć. Chcę normalnie żyć. • Paweł Radziszewski „Pomiędzy” • agaKUSIczyta • ocena 10/6
  • [awatar]
    agnesto
    Tu trzeba złapać wdech dla złapania jasności umysłu i oczyszczenia duszy, a potem zrobić długi wydech. I tak kilka razy, bo jeden raz to za mało by wyzbyć się z płuc i z głowy całej przeszłości, która oblepiła wnętrze. Bo o tym właśnie jest ta książka. Autorka ruszyła w podróż i próbując zacząć nowe życie, próbuje stać się nową JA, próbuje odkryć samą siebie i poznać, bo zatraciła się całkowicie. . • Wiadomo, że „(...) posłusznym trzeba być tylko samemu sobie, nikomu innemu”, a gdy człowiek jest sam, to wie, jak żyć i gdzie ulokować umysł i strach. Wie, jak trzymać świat w ryzach i jak go okiełznać. Wie, jak być zdrowym i jak żyć. I wie, czego chce. W związku też tak można lecz można się też całkiem zagubić tracąc poczucie własnej osoby. I to spotkało Elizabeth Gilbert, zatraciła się cała. Pogubiła. I choć miało być inaczej, bo była i miłość i on przecież był, wybrany i ukochany, to rozwód zniszczył wszystko. I życie i ją, jako człowieka, zniszczył też codzienność i wszelkie resztki wiary, którą jeszcze w sobie miała. Dlatego postanowiła poszukać równowagi i siebie samej, pozbierać te resztki, które rozsypały się u jej stóp, jak koraliki różańca, który nagle pękł w dłoni. Postanowiła przekroczyć próg tego nowego „czegoś”, by zamknąć za sobą drzwi i nigdy nie oglądać się za siebie. • Takie jest moje życie, myśli autorka, ja taka jestem. Ja to kawałki, które – nawet jeśli się staram – nie chcą na powrót ułożyć się w spójną całość. Nie chcą się zespolić. Stąd ta powieść i ta podróż i pisanie o niej. Italia, Indie i Indonezja w dwanaście miesięcy, a każdy kraj, to trzydzieści sześć opowieści. I nie, nie jest to ilość koralików na różańcu, nie jest to też magiczna liczba dni, które jakoś wpłynęły na odkrycia duszy i ciała. Elizabeth ma trzydzieści sześć lat, jest po rozwodzie, nie ma dzieci, ale ma jeszcze siebie. Tyle i aż tyle jednocześnie lecz ta JA w niczym nie przypomina spokojnej, pewnej siebie kobiety, jaką była przed laty. Czytasz i uzmysławiasz sobie, że nie potrafił powiedzieć co lubi, co jej smakuje, ani – co zadziwia – czego chce. Nie umie się uśmiechać ani roześmiać się całą sobą, do brzucha samego, jak dziecko. Nie umie płakać ze szczęścia, nie umie odpuścić. Nie umie oddychać do pępka. Nic nie umie. Ale umie pisać, umie spakować walizkę i zdać się na duchową podróż, która dokądś ją zaprowadzi. Nie wie dokąd, ale wie, że jej pomoże. • I co teraz, pytasz na końcu. • „Teraz podwijam nogawki, zeskakuję z łodzi i poprzez fale brnę do brzegu o własnej sile. Jestem przemoczona na wylot, zawadzam o koralowce i czuję szczęście w sobie”. A to szczęście sprawia, że Elizabeth jest - czego nie boi się powiedzieć na głos, czy wykrzyczeć wręcz do niebieskiego nieba – jest szczęśliwa. Idzie na bosaka, w ręce podtrzymuje tobołek, który już i tak zdążył zamoknąć, ale uśmiecha się. Tak normalnie i szczerze i to jest piękne. To bycie inną i pogodzoną z samą sobą kobietą. • A ty, kończąc czytanie, zastanawiasz się nad sobą. Może nie w perspektywie porzucenia wszystkiego i wyjazdu na rok. Lecz tak normalnie, siedząc w fotelu, przez głowę przelatuje ci milion myśli i pytań. Czy wiem, co mi smakuje? Czy wiem, jaki zapach lubię? Czy wiem, czego nie cierpię?... I czy w ogóle wiem kim jestem? • „Jedz, módl się i kochaj” to powieść – przewodnik. To też dziennik z podróży w siebie. To też poradnik dla każdego, uniwersalna mapa poszukiwania. I choć autorce przyniosła oczyszczenie, to tobie niekoniecznie musi. Nie jest to wybitna literatura, to powiem wprost. Nie porywa, nie podcina nóg, nie fascynuje. Czasem jest przegadana i nudna, czego nie zamierzam ukrywać. Ale... Ale może pomóc niektórym. Takie książki są przecież czytane i polecane i o nich nigdy się nie zapomina. Powstają kolejne części więc są potrzebne, a to samo w sobie podkreśla ich wartość. • agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    Jakże ON pisze... • Jakże ON pięknie snuje powieść o dwójce ludzi, którzy są, zaraz znikają. Znowu są, by zaraz się rozstać... Łapią się za ręce, a za chwile piszą do siebie listy, mówią w nich o wszystkim... Słowa są i znikają. • I te ich myśli, ta tęsknota, jakże to ulotne wszystko w tej powieści. • Poznają się jako dzieci, na łące. On pasie zwierzęta wyprowadzone z domu, ona przyszła skądś z krowami, przystanęła, narobiła szumu swoim byciem i zachowaniem i jakimś niedopowiedzeniem. I poszła, ale wróciła. I on, on pasący swoje zwierzaki i ona i ich zrozumienie i tajemnica. Lecz los nieuchronnie szykuje łzy i niesie śmierć. I ona wie, co robić. Nie idź tam... - mówi. Nie teraz. Nie idź i nie patrz... • I uciekają razem, bo życie jest cenne, jak nigdy dotąd. Nagle to życie jest jedyną rzeczą, którą mają. Brzuch burczy z głodu, oczy zachowują czujność. Trzeba baczyć na ludzi, na obcych. Unikać ich. Szukać schronienia. Ale mają siebie, aż nagle... • i to nagle zmienia wszystko... • ponownie zmienia ich życia teraz już bez drugiego obok. Dłonie puste, nie ma kogo trzymać. słychać tylko własne kroki i własny oddech. Ona ju bez niego, on bez niej. • I zaczynają się słowa spisane na kartkach, zaczynają się listy, które krążą, które mówią i które są potrzebne. Oni ich potrzebują, bo w nich wszystko jest o nich, o marzeniach, o planach, bo póki żyją to życie jest i to wszystko ma sens, wszystko to, co skrywają w głowach. • Jest wojna, bezradność i tęsknoty coraz więcej. • I listów. Tych też jest coraz więcej. I nawet jeśli on nie czyta, to ona pisze, bo tego potrzebuje. Wyrzuca to, co nie chce przejść przez gardło. Pisze o tym, o czym milczy. Te słowa dają wiarę i nadzieję na cokolwiek. nawet na nastanie następnego dnia. pisze o uczuciach, o zmysłach i emocjach. pisze o łzach i wzruszeniach... On też, ale coraz bardziej pragnie jej. pragnie ujrzeć jej twarz i ją. lecz los nie sprzyja. pozmieniały się adresy, ludzie mają inne twarze i słowa w ustach. ludzie mają inne oczy. Te oczy najczęściej mówią "odejdź". Dlatego spuszczasz głowę, przepraszasz i znowu chowasz się w listach. w nich żyjesz i w nich patrzysz na ludzi całym sobą. • Jakub Jarno - jakże on pięknie snuje powieść po stronach tej książki. Jakże misternie rozkłada delikatny welon słów i ludzi i emocji. ŚWIATŁOCZUŁOŚĆ staje się bliska duszy. Czytasz nie masz siły przestać, bo tą książkę nie sposób odłożyć. z nią się spajasz. z jej bohaterami szczególnie. jesteś i nim i nią jednocześnie. przenikają się w tobie ich słowa, lata prą do przodu. Aż nadchodzi starość i spotkanie i nic już nie jest takie, jak wcześniej. • ty sam, po ŚWIATŁOCZUŁOŚCI jesteś innym kimś, kto pod powierzchnią skóry czuje więcej. więcej ciebie jest ... bo zamieszkuje w tobie ta powieść • przepiękna, niesamowita, na wieczność • agaKUSIczyta
  • [awatar]
    agnesto
    agaKUSIczyta • Jest rok 1938. Kończy się spokój. W całym świecie buzuje, dzieje się coś złego, co zatrważa ludność. Nawet tu, w Istebnej. Niepokój i strach stają się coraz cięższe, przygniatają ludzi, jak pierzyna, której nie sposób z siebie odrzucić. Ta wszechobecna groza przenika Joasię, modą pielęgniarkę, która w zaawansowanej ciąży czeka na narodziny dziecka. Czeka i na Stanisława, który w trosce o nią zrezygnował z posady lekarza, by mogli uciec tam, gdzie będzie bezpieczniej. • To jest. Jest ciąża, kochany mąż, strach przed nieznanym i czekanie. • Wszyscy czekają na najgorsze. • Wpływy obcych państw zaczynają zagrażać Polsce. • Ale zanim to wszystko nastąpi, zanim strach podszyty coraz bardziej zbliżającymi się Niemcami osiądzie w ludziach na dobre, jest rok 1928, a w nim marzenia, jako taka beztroska dorastania u wujostwa oraz rysunki. Tych Joasia tworzy coraz więcej, łapiąc na papierze ulotne chwile zachwytu nad życiem. Umiera jej tata, mama sprzedaje dobytek, sytuacja zmusza je do przenosin do wuja. Tak trafiają do Krakowa. • Joasia ma głowę pełną marzeń i planów, bo świat w jej oczach jest piękny, ludzie dobrzy, a życie styka się niemalże z rajem. Lecz marzenia – rojenia, bo życie takie nie jest. • O tym jest właśnie powieść Danuty Chlupowej. Autorka napisała coś, co wymyka się z rąk. Czytasz coś, co przenosi cię w literacki inny wymiar rzeczywistości. Jesteś w starym, przedwojennym Krakowie, potem w Istebnej i choć tu twoja czytelnicza codzienność zamyka się w murach szpitala dla chorych na płuca, to przepadasz w nich kompletnie. Dotykasz pacjentów, łapiesz ich za ręce, by dać nadzieję. Rozmawiasz, walczysz, pomagasz. Masz siłę, jak bohaterka Joanna. Masz miłość, której boisz się zaufać, a która porywa cię szczerością. Trauma związana z pożądliwością wuja sprawia, że boisz się bliskości z mężczyzną starszym od ciebie. No, ale kiedyś musisz… Kiedyś musisz zawalczyć o siebie, stanąć z sobą samą twarzą w twarz. • O tej powieści mogłabym snuć swoją własną, opowiadać o „Słonecznych Tarasach” i opowiadać. A to za sprawą plastycznego języka Danuty Chlupowej. „Tarasy…” porywają malowniczością, pięknem i faktami. To powieść osadzona na prawdzie, na historii i na niebywałej wręcz wiedzy. Te opisy miejsc, zabiegi lekarskie, procesy leczenia gruźlicy w różnym stadium rozwoju – to sprawia, że czytanie staje się ucztą, a wiedza autorki zachwyca. Czytasz i budzą się w tobie uczucia, o jakich dawno zapomniałeś. I choć nie zawsze są one pożądane, to jednak stanowią dopełnienie wyczytanej historii. • „Słoneczne tarasy” magnetyzują na swój wysublimowany sposób. Oto bowiem natrafiasz na misternie odtworzony obraz sprzed stu lat. Dotykasz wręcz historycznych murów budynków, oddychasz przedwojennym powietrzem 1928 roku, odnajdujesz się w autentycznych miejscach, by poczuć bogaty klimat tamtych czasów. • Zachwycasz się tą książką i jej autorką jednocześnie. A gdy czytanie dobiegnie końca, z troską zamykasz tę książkę i przykładasz ją do serca. Bo wiesz, co przyszło w 1939 roku i wiesz, że dalszy ciąg o Joannie i Stanisławie będzie trudnym czasem. Że życie nie będzie ich szczędziło… Że wszystko podleje krew, okrutność i czystki. Że przyjdzie obce, zezwierzęcone wojsko i rozsiądzie się w Polsce na kilka lat. • Lecz póki co… • Istebna… Joasia. • „Przeniesie na płótno ciemną ścianę lasu i sklepienie pełne gwiazd. Te ostatnie zagęści i bardziej je rozświetli aby podkreślić kontrast pomiędzy ciemnością ziemi, a jasnością nieba. Na jej obrazie będzie ono tajemnicą, że gdzieś daleko jest takie miejsce, w którym zawsze zwycięża światło”.
  • [awatar]
    agnesto
    po śmierci Pana Myśliwskiego postanowiłam przeczytać jego powieści - UCHO IGIELNE kiedyś przeszło przez moje dłonie, ale opieszale i wiem, że przerwałam czytanie... • a teraz... • teraz wzięłam je do ręki i nie puściłam do końca. takich książek nie można opuszczać. one są jak hołd złożone dla piszącego, który oddaje czytelnik. • UCHO czytasz z ołówkiem i zaznaczasz te zdania, myśli całe... te słowa, które szczytujesz ze stron i które osiadają w tobie na zawsze... • Sandomierz i ucho igielne, do którego prowadzą schody.. wiele schodów zwężających się ku górze. i po tych schodach idą ludzie, pozdrawiają się mijając, Ucho ich zbliża i każdy jakoś w tym wspólnym wchodzeniu łączy się z innym dreptającym. idzie i on - stary już i on - młody, skacze po dwa, trzy stopnie, bo młody jeszcze... i ona przez park przejdzie, ale ta cyganka złapała go za rękę, odwróciła by spojrzeć na dłoń i wywróżyć... starość, młodość, dorastanie... człowiek tyle przeżył, tyle mówił i myślał i na tyle czekał, by nie doczekać... i na starość, gdy siły go opuściły, gdy zaproszono go na spotkanie autorskie, to już chciał, by mu odpuścili to bieganie i pokazywanie. chciał być sam i uciec od świata... starość tak mądra jest.. • Starość pokorą obrasta i zrozumieniem. siły nie te, oczy nie takie, wszystko ciąży na starczych barkach przybliżając człowieka ku ziemi. ku tej wiecznej ostateczności. • czytasz i zamykasz się w tych okładkach cały. sowa płyną w tobie niczym leniwa woda, bo nie trzeba się spieszyć z niczym, z życiem tym bardziej. czytasz i czujesz w sobie duszę i siebie i starość, która prędzej, czy później zacznie gdzieś koło ciebie tuptać... czytasz i wiesz, że jesteś, że żyjesz, że jesteś częścią tego, co się dzieje, choć to coś przeminie. • i wiesz, że po UCHU sięgniesz po inny tytuł pana Wiesława i pochylisz czoło, by uczcić pamięć po nim... • a po czytaniu zalega cisza. słowa osiadają w czytającym. człowiek zastanawia się nad tym, co przeczytał, co się dzieje i o tym, kim sam jest w obliczu tego wszystkiego. tego ogromu czasu, który pędzi i który sprawia, że człowiek pędzi i za sobą samym. a w tym pędzie zastanawia się, czy żyje swoim życiem, bo myśli czasem igrają z człowiekiem, jak czas. przeszłość przecież jest teraz, czas ją zapisze i stanie się historią dla tych po nas... człowiek gubi sam siebie dlatego dobrze, że ma korzenie. że ma matkę i ojca i dom. tak, dom - bo to drogowskaz... • Ucho - - - nie zapomina się takiej powieści nigdy • Panie Wiesiu, chciałoby się powiedzieć, co... jakoś nie brzmi... nie tu... Panie Wiesławie, spoczywaj w Spokoju • agaKUSIczyta
Ostatnio ocenione
1 2 3 4 5
...
105
  • Grzybiarka
    Hanišová, Viktorie
  • Mój mąż
    Ventura, Maud
  • Jedz, módl się, kochaj czyli Jak pewna kobieta wybrała się do Italii, Indii i Indonezji w poszukiwaniu wszystkiego
    Gilbert, Elizabeth
  • Światłoczułość
    Jarno, Jakub
  • Słoneczne tarasy
    Chlupowa, Danuta
  • Ucho Igielne
    Myśliwski, Wiesław
Nikt jeszcze nie obserwuje bloga tego czytelnika.

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo