Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
Aria

Książki, pisarstwo, fotografia, turystyka, kawa. Lubię tych, którzy zapytani o ulubioną książkę, wymieniają co najmniej dziesięć tytułów.

Najnowsze recenzje
  • [awatar]
    Aria
    „Zdumiewające, jak wiele z tego, czym jesteśmy, łączy się z łóżkami, w których budzimy się rankiem.”* • Dziś opowiem wam bajkę! • Dawno dawno temu, była sobie dziewczynka. I wpadła ona do króliczej nory, a tam zobaczyła nieznane sobie stwory i uśmiechającego się kota z Che… Stop! • A jeżeli to wcale nie było tak dawno temu, a w dobie komputerów i mikrofalówek? A jeżeli dziewczynka wcale nie wpadła do nory, tylko otworzyła stare drzwi we własnym domu? A jeżeli za tymi drzwiami, nie zobaczyła potwora, tylko… własną matkę? A jeżeli… Chwila, a kot jednak był, tylko się nie uśmiechał. • Gdy pada nazwisko Gaiman, więcej mówić nie trzeba. Panie i panowie, nowy Lewis Carroll i paru innych wspaniałych pisarzy w jednym. Ten twórca bierze oklepaną rzecz i zmienia ją tak, że staje się nie do poznania. Bo powiedzcie mi, co było nowego w Koralinie? Przejście do innego świata przez stare drzwi? Wiedźma? Kradzież dusz? A może kot? A, i na tym polega talent Gaimana, kunsztownie przerobił wszystko i stworzył kolejne cudo. • Wszyscy mi stale powtarzali, że Koralina to straszna bajka, że przy czytaniu włosy stają dęba itp. itd. Zatem kieruję pytanie do tych wszystkich przerażonych: co takiego strasznego było w Koralinie? Ot nieco mrocznie, to wszystko. Guziki? Mój miś zamiast oczu miał guziki i wcale się go nie bałam. Czekałam na przerażające obrazy, a znalazłam mistrzowskie postacie. • Oto mamy Koralinę, która wraz z rodzicami przeprowadza się do nowego domu. Rodzice, jak to współcześni rodzice, nie mają dla córki czasu, więc córka próbuje sama jakoś sobie radzić z nudą. Odkrywa pewnego dnia drzwi w swoim domu, znajduje do nich klucz, robi „krok przez próg” i trafia do… swojego domu. Widzi mamę w kuchni, tatę gabinecie. Tylko, że ci mama i tata mają guziczki zamiast oczu i masę czasu dla Koraliny. • Na oklaski zasługują tu postacie. I co ciekawe, postacie drugoplanowe. Wyszły barwne, oryginalne, wpadające w pamięć. Pan Bobo i jego mysi cyrk, dwie stare aktorki, nawet duchy trójki dzieci – każdego dobrze się zapamiętało. Koralinę też, choć nie wyróżniała się czymś niezwykłym poza odwagą (zapewne była zbyt racjonalna jak dla mnie, wolę Alicję Carrolla). A rodzice Koraliny zostali bezczelnie potraktowani przez Gaimana nijakością. Są puści, rozmyci, szarzy, nieciekawi. Tak jakby pisarz ukarał ich, za brak czasu dla córki. I słusznie. • Niesamowity jest też tunel między światami. Całkowicie inny od spokojnego i harmonijnego lasu Lewisa i pokoju ze „Zjedz mnie” i „Wypij mnie” Carrolla. Tunel jest ciemny, krótki lub długi (zależnie od sytuacji), pełen czegoś żywego, ściano-zwierząt, odgłosów. Jest żywy i pradawny, a zatem mroczny i fascynujący. • Ale mistrzem tu jest przede wszystkim kot. Godny następca kota z Cheshire. Co prawda bez uśmiechu, ale za to umiał wzruszać ramionami, ironizować, dawać dobre rady, nie zabijać monologami, być i nie być jednocześnie. Kot jest taki jak trzeba, nic dodać nic ująć. A Gaimanowi należy się Nobel, a co! Za takiego kota niech ma! • „Wy, ludzie, macie imiona. To dlatego, że nie wiecie, kim jesteście. My wiemy, kim jesteśmy, więc nie potrzebujemy imion.”* • Cieniutka książeczka z tej Koraliny. Dla dzieci bądź nie – to zależy od poglądu. Ale co ciekawe, drugie dno jest głębokie jak studia. Na początku zjadamy wisienkę w postaci „rodzice, miejcie więcej czasu dla swoich pociech!”, a potem zabieramy się za pałaszowanie głównego dania. A mianowicie opowieści o potajemnych marzeniach i o tym, w jaki sposób mogą one się spełniać, gdy za ich spełnianie zabierze się ktoś OBCY! • „Ja wcale nie chcę wszystkiego, czego pragnę. Nikt tego nie chce. Nie tak naprawdę. Co to za zabawa dostawać wszystko, o czym się marzy, tak po prostu? Wtedy to nic nie znaczy. Zupełnie nic.”* • Neil Gaiman Koralina
  • [awatar]
    Aria
    „Niniejszy tekst dopuszczono do rozpowszechniania, jako sprzyjający interesom Światła. • Nocny Patrol • Niniejszy tekst dopuszczono do rozpowszechniania, jako sprzyjający interesom Ciemności. • Dzienny Patrol”* • „Nocny patrol” to jedna z najp­opul­arni­ejsz­ych pozycji rosyjskiej fantastyki współczesnej, a dokładnie Urban fantasy (городское фэнтези). I naprawdę zasługuje na to, by ją przeczytać. Napisana w bardzo rzeczywisty i przyjemny sposób, przedstawia świat współczesnej Rosji (lata dzie­więć­dzie­siąt­e), gdzie magia zlewa się z rzeczywistością, gdzie słowa mają ogromną moc, gdzie w każdej chwili możesz się dowiedzieć, że jesteś Inny i musisz podjąć decyzję: Światło czy Ciemność. • „Czarny wir właściwie jest całkiem zwyczajnym zjawiskiem. Gdybym się rozejrzał, mógłbym znaleźć jeszcze pięć lub sześć takich, wiszących nad pasażerami. Jednak tamte są niewyraźne, mętne, ledwie się obracają. To rezultaty najzwyklejszej, amatorskiej klątwy. Ktoś rzucił: „żebyś zdechł, bydlaku!". Inny wyraził się prościej i subtelniej: „ażeby cię pokręciło!". I z Ciemności przyleciało maleńkie tornado, miniaturowa trąba powietrzna, wsysająca w siebie powodzenie, wchłaniająca siły.”* • Najciekawsze jest to, że Światło wcale nie jest tak idealnie dobre, a Ciemność – zła. Każda ze stron ma swoje wady i zalety i Łukjanienko nie trzyma się twardej i stereotypowej zasady „białe-czarne”. Tu każdy może coś przeskrobać, lecz obecnie najważniejsza jest równowaga, a zatem między Światłem i Ciemnością panuje pokój, którego obie strony pilnują powołując do tego celu Nocny i Dzienny Patrole. • Siergiej Łukjanienko • Najbardziej zachwyciły mnie w tej książce obrazy, jakie tworzy Łukjanienko. Wystarczyło, że zaczynałam czytać, a cały świat momentalnie stawał mi przed oczami: Rosja, miasto, lata dziewięćdziesiąte, metro… Wszystko! Obrazy zmieniały się jeden za drugim, a ja czułam, jakbym naprawdę tam była. Miejsca, postacie, sytuacje są bardzo realne, niemal namacalne. • Niezwykłe w tej książce jest także ciasne związanie magii z realnością. Przekleństwa, groźby, słowa - wszystko, co wypowiadamy bez zastanowienia się, może mieć swoje skutki i o wiele większe znaczenie niż nam się wydaje. • Postacie także zadziwiają. Nie są płytkie i jednostronne, są czarno-szaro-białe w fioletowe i malinowe kropli. Teoretycznie mamy tu złych i dobrych, ale po jakimś czasie można zacząć się zastanawiać, kto właściwie jest tu zły, a kto dobry i dlaczego? Czy aby nie każdy niecny czyn można tu wytłumaczyć i usprawiedliwić? A może każdy szlachetny gest kryje w sobie coś z egoizmu i podstępu? I to jest właśnie niesamowite w tej książce. Nie ma ideałów, są zwykli i niezwykli bohaterowie, którzy popełniają błędy. Mimo swoich doskonałych i wielowiekowych umiejętności, dają plamę, mimo swojej żółto dziobowości, czynią coś wielkiego i nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Dokładnie tak, jak w życiu. A bohaterowie, wiedzą, co dobre! • „—Masz koniak? — spytała Olga. • —Co? Koniak... Mam. • —Dobry? • —Nie ma złego. Jeśli to naprawdę koniak.”* • Można znaleźć w tej książce wiele płaszczyzn, od akcji, poprzez fantastykę i kulturę Rosji, aż po psychologię i filozofię. I owszem, czuć, że autor jest z zawodu psychiatrą ;) • Polecam! Książka napisana jest bardzo dobrze, a pomysł wydaje się niezwykle oryginalny. Do tego postacie mocno zapadają w pamięć, i nie tylko one, wiele sytuacji i dialogów wciąż siedzą w mojej głowie i stale przypominają o sobie, kusząc, bym sięgnęła po „Dzienny patrol”. I zapewne w końcu mnie skuszą. A co tam! Już skusili! Bo pierwsza książka z całej tetralogii jest jak jeden bardzo, ale to bardzo smaczny kęs… • „On jest dla niej kanapką, którą wyjęli jej z ust zanim zdążyła ją ugryźć.”* • Wszystkie cytaty pochodzą z „Nocny Patrol” Siergiej Łukjanienko
  • [awatar]
    Aria
    Kto z was nie zna „Księgi dżungli” Kiplinga? Historia o chłopcu wychowanym przez wilki już dawno stała się częścią kultury i udowodniła, że wystarczy kochać, by odnaleźć rodzinę nawet w samym sercu tropikalnego lasu. Czy tylko tam? • Otóż Gaiman postanowił udowodnić, że dom można odnaleźć w miejscu, które zwykle przeraża żywych ludzi, i opowiedział historię chłopca, który wychował się na cmentarzu. Podobno pomysł na napisanie tej książki powstał w głowie Neila, gdy obserwował on jak jego mały synek jeździ na trójkołowym rowerku wokół starych nagrobków cmentarza. • Główny bohater książki nosi wiele mówiące (a może nie mówiące nic) imię – Nik, zdrobnienie od Nikt. Swego czasu Odyseusz posługiwał się tym imieniem i wyszło mu to na dobre. Jak to będzie u Nika? Przekonacie się po przeczytaniu książki. • Dzieciak rósł wśród starych i nowszych nagrobków, otoczony opieką i miłością swoich przybranych rodziców – duchów, którzy opiekowali się dzieckiem lepiej niż niejeden żyjący. Brzmi przerażająco, prawda? Ale uwierzcie mi, Gaiman w tej książce poprzestawiał pionki - tu świat poza cmentarzem przeraża bardziej niż sam cmentarz. • Wiadomo, atmosfera cmentarza jak ulał pasuje do Neila, w jego książkach zazwyczaj martwi wychodzą bardziej żywi od samych żywych. Ciekawą sprawą jest opisanie zmarłych – stałe dodawanie do ich imion epitafium z nagrobków, stylizowanie ich mowy, mentalności i poglądów do epoki, kiedy żyli. • Jeżeli patrzeć tylko na samą fabułę, rzecz jasna można nie do końca poczuć zachwyt. Nie jest to wielka głębia, a miejscami wydaje się ciut naciągana. Brakowało mi czegoś do całkowitego katharsis pod koniec książki. Jednak nie o samą fabułę ty chodzi, a właśnie o świat przedstawiony. Gaiman doskonale balansuje na granicy świata żywych i świata martwych, na granicy ciepła i zimna, dobrego i przerażającego. Udaje mu się nie popadać ze skrajności w skrajność, bowiem nie jest to mroczna księga o strasznych duchach i nie jest to także przyjemna opowiastka dla dzieci na dobranoc. Rzecz jasna, tę książkę jak najbardziej mogę polecić dzieciom, jest ona pozbawiona okrucieństwa, w jakim Gaiman lubuje się na przykład w „Amerykańskich bogach”. • Bohaterzy książki z pewnością zostaną w pamięci czytelników na długo. Możliwe, że cytaty z nagrobków są niezwykle krótkie, ale charakteryzują poszczególne duchy z błyskotliwą dokładnością. Tajemniczy i mroczny Silas zapewne zdobędzie serca wszystkich czytelniczek (ciekawe, że kojarzył mi się ze Snapem…). Spokój i racjonalność Nika ma w sobie coś z chłodnego i stoickiego, cmentarznego… i nie raz odsyłała moje myśli do Rodziny Adamsów, choć w żadnym razie w „Księdze cmentarnej” nie ma absurdu i przebarwionego czarnego humoru jakim szczyci się ten serial. • Pada tu także wiele słów, dających do myślenia i podsumowujących ludzi jednym zdaniem. Oczywiście, ludzi żywych. Mi szczególnie zapadła w pamięć część cmentarza na nieoświęconej ziemi i młodziutka czarownica tam pochowana oraz Danse Macabre, które uważam za jeden z lepszych fragmentów książki – symboliczny i mocny, nie do końca wytłumaczony i nie dający się zapomnieć. • Podsumowując, „Księga cmentarna” to prosta bajka o głębokim sensie, a takowych jest we współczesnym świecie coraz mniej. Większość kunsztownych bajarzy już nie żyje, ale Gaiman, tak jak i jego bohater Nikt, szybko uczy się najważniejszych rzeczy u zmarłych. Bo przecież najważniejsze to słuchać i rozumieć…
  • [awatar]
    Aria
    Wiecie, czym pachnie metro? Niespełnionymi marzeniami urwanymi wpół biegu, myślami zgubionymi między poranną kawą a spojrzeniem w lustro. Pachnie pośpiechem. To nie dworzec, gdzie ludzie wiozą domowe zacisze w walizkach, to codzienność, mordercza w godzinach szczytu, obrzydliwa nuda i melancholia popołudniu i mistyczne przerażenie nocą. • To nie lotnisko, ono nie jest raz na jakiś czas. Ono jest codziennie. Oddycha, jest żywe na swój własny sposób. Cały proces - czekanie na stacji, wsiadanie do pociągu, przestępowanie przez ziejącą ciemnością pustkę i ta czerń za oknem aż do kolejnej stacji – jest niczym mistyczny obrzęd pogański na cześć bóstwa, którego nie nazwał świat. • Jeżeli chcecie je poznać, sięgnijcie po „Metro 2033”. Tam ono wciąż nie ma imienia, ale oddycha, żyje i wypełnia swoim „ja” puste tunele. • Mówi się, że jeżeli wybuchnie trzecia wojna światowa, to bronią pod czas czwartej będą kamienie i patyki. Głuchowski pokazał nam świat, kiedy jest już po wybuchu, ale póki co nie ma komu sięgać po pałki, gdzie na ziemi zamieszkały jakieś dziwne stwory skażone promieniowaniem, a ludzie… Przeżyli ci, którzy mieli szczęście mieszkać w mieście, pod którym znajdowało się metro. • Gdy drzwi na powierzchnię zamknęły się, metro cicho westchnęło, przyjmując do siebie nowych stałych mieszkańców. A ci mieszkańcy… stworzyli w podziemiach nowe społeczeństwo. Każda stacja jest niczym oddzielne miasto, każda ma swoją politykę, ideologię, wiarę. Znajdą się tu i komuniści, i faszyści, a nawet sataniści. Mimo, iż schował się tu jeden naród – Rosjanie – podzielił się on na masę różnych plemion, niekiedy ze sobą walczących. Tak wyglądają stacje, natomiast tunele… • Tunele żyją własnym życiem. Oddychają powoli, wypełnione ciemnością. Niekiedy są ciche i bezpiecznie, a niekiedy pochłaniają umysły albo ciała. Zabijają i dają życie. Mówią i doprowadzają do szaleństwa. • Jestem gotowa bić brawo na stojąco za pomysł autora. I również gotowa usiąść wraz z nim i wytknąć mu błędy niemal na każdej stronie. Bo pomysł im doskonalszy, tym trudniejszy do wykonania. A pisanie świata w metrze jest ultra trudne. • Przypominają mi się „Amerykańscy bogowie” Neila Gaimana. Niezwykły pomysł na opisania świata starych bogów w nowym świecie – Ameryce. I książka się udała, choć „udała” to mało powiedziane. Wyszło niemal arcydzieło. A czemu? A temu, że Neil włożył masę pracy w to, by stworzyć książkę nie byle jaką. Głuchowski poszedł ciut na łatwiznę i z praktycznego punktu widzenia (bo wszystko jest możliwe, mamy rakiety i mamy metro, kto wie…) wiele rzeczy jest nie do zrobienia. • Zresztą nie mam zamiaru czepiać się do książki. Podobała mi się, bardzo mi się podobała. I nie stoi ona szczegółami. Stoi czymś innym, czymś co rzadko kto, potrafi osiągnąć. Atmosferą… • Czytając książkę, niemal czujemy na twarzy chłodny wietrzyk ciemnych tuneli, strach zimnymi paluszkami biegnie po karku. Chwile trzymają w napięciu, przerażają wizjami i nieznanym. Ktoś szepta z tyłu do ucha. A ktoś bez zrozumienia powtarza nasze słowa. • Tę książkę należy czytać w nocy, przy maleńkiej lampce i w absolutnej ciszy. • Bo nie o to chodzi, by krytycznie wytykać tej książce błędy. Owszem, można – powiedzcie głośno, że kilka tysięcy ludzi nie może żyć jedząc grzyby i świnie, które same nie wiadomo czym się żywią, i że za dwa-trzy pokolenia na powierzchni nie mogły się rozwinąć nowe gatunki – owszem, powiedzcie tak i żyjcie dalej w swoim nudnym świecie racjonalizmu. Albo odrzućcie logiczne myślenie, odrzućcie krytykę, przyjmijcie bajkę – a bajka przyjmie was. • Wiecie, czym pachnie metro? Ma jedyny w swoim rodzaju zapach, którego nie znajdziemy nigdzie indziej. Mój ulubiony. Ma ciszę, która istnieje nawet mimo śpieszącego się gdzieś tłumu. To miejsce, gdzie pojawiamy się wraz z innymi, zauważyliście? Rzadko kto schodzi do metra sam. A może ktoś kiedyś poszedł, ale nigdy o tym nie opowiedział. Ponieważ już nie wrócił…
  • [awatar]
    Aria
    Zafón czaruje. Jak zwykle nadaje swojej książce nieistniejący tytuł, bo przecież nie można być więźniem czegoś, co kojarzy się ze zbawieniem. Tak samo jak wiatr nie ma cienia, a aniołowie nie prowadzą gier, chyba że są upadli… • W tej książce na pierwszy plan wstępuje Fermín Romero de Torres – jedna z najsympatyczniejszych postaci Zafóna, a przy tym jedna z bardziej tajemniczych, bo co tak naprawdę o nim wiemy? Otóż niewiele, a Fermín wiele ukrywa za owym imieniem. I nie uwierzycie, kogo jeszcze spotkamy w tej książce… • I rzecz jasna jest nasz kochany Daniel, już jako mąż i ojciec, boryka się z życiowymi problemami rodzinnymi i nie tylko. Bo niekiedy przeszłość puka do drzwi i chce kupić najdroższą książkę w antykwariacie. Tylko co wtedy, gdy nie jest to nasza przeszłość, a przeszłość naszego najlepszego przyjaciela? • Na „Więźnia nieba” czekałam długo, a gdy tylko się ukazał, niemal spijałam słowo za słowem. Choć muszę rzec, że w tej książce Zafón ciut bardziej stąpa po ziemi, a nieco mniej fruwa w niebiosach. „Cień wiatru” i „Gra anioła” były efemeryczne, magiczne i przypominały miraże, szczególnie pierwszy tytuł, ale jak powiedział tłumacz wszystkich trzech powieści Carlos Casas – „nie porównujmy”. I zgadzam się z nim w zupełności. Nie porównujmy, nie szukajmy drugiego „Cienia wiatru”, biegnijmy dalej wraz z Zafónem, Danielem i Fermínem, a może uda się nam odnaleźć Cmentarz Zapomnianych Książek… • Swoją drogą, czy wiecie, że można ów cmentarz naprawdę znaleźć? Z opisów we wszystkich trzech książkach można wyłuskać wskazówkę i trafić na właściwą uliczkę w Barcelonie. Pozostanie tylko zapukać w odpowiednie drzwi - odpowiednio zapukać, a następnie użyć odpowiednich słów i… ale co się kryje pod hasłem „odpowiednie” jeszcze niestety nie wiadomo, ale kto wie, może Zafón zdradzi to nam w kolejnej swojej książce… Bo kto czytał „Więźnia nieba”, ten wie, że on więcej zapowiada niż rozwiązuje.
W trakcie czytania
Brak pozycji
Ruda

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo