Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
fiolka

Do czytania wybieram najczęściej literaturę sprzed XXI wieku, nie stronię od liryki i dramatu, czasami sięgam po reportaż, a najrzadziej decyduję się na literaturę popu­larn­onau­kową­. Bardzo lubię czytać biografie, wspomnienia, listy i dzienniki.
Poniższe wyrywki z czytanych przeze mnie tekstów mocno ze mną współgrają, więc są przedłużeniem tych kilku słów o sobie :)😊

„Ciekawe jest widzieć, że niemal wszyscy ludzie wielkiej wartości zachowują się z prostotą i że niemal zawsze owa ich prostota jest brana za świadectwo tego, że są niewiele warci”.
Myśli, Giacomo Leopardi

„Intensywność marzeń, ważniejsza jest od ziszczeń”.
Wysoki Zamek, Stanisław Lem

Najnowsze recenzje
1 2 3 4 5
...
30
  • [awatar]
    fiolka
    Najbardziej w książkach Lindgren lubię to, że patrzy na świat oczami dzieci, pozwala im być zwyczajnymi, naiwnymi czasem nierozsądnymi. Świetnie kreśli psychologiczne portrety młodych bohaterów - ich rozterki, krótkowzroczność i dziecięcą wrażliwość. Nie moralizuje, ale z empatią i zrozumieniem podchodzi do ich wybryków. • Rasmus, niemal jak Huck Finn, szuka akceptacji i swojego miejsca. Szybko okazuje się jednak, że wolność i swoboda w pojedynkę nie wystarczą do osiągnięcia pełni szczęścia. Potrzebny jest jeszcze ktoś – prawdziwy przyjaciel, który zaakceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy. • I właśnie o tym jest ta książka - o sile przyjaźni, wyrozumiałości i akceptacji niezależnie od tego, co się posiada i kim się jest, bo najważniejsze pozostaje to, jakim jest się człowiekiem. • Rasmus co prawda nie zdetronizował Ronji z jej szczególnego miejsca w moim sercu, ale poruszył we mnie te same struny co ona.
  • [awatar]
    fiolka
    Już po pierwszej stronie wiedziałam, że Jakub Małecki nie jest autorem dla mnie. Po dwudziestu ośmiu stronach odłożyłam książkę i przez długi czas robiłam wszystko, by nie znaleźć chwili na powrót do lektury. Jedynie prośba znajomej, z którą "starałam się" czytać „Dygot” równolegle, sprawiła, że wróciłam do książki. Żeby jednak nie popaść ponownie w czytelniczy paraliż, przeczytałam ją podczas jednego wieczoru, by tym samym zamknąć ostatni rozdział nie tylko książki, ale przygody z twórczością autora. • Najbardziej nie podobał mi się schematyczny sposób prowadzenia opowieści. Bohaterowie, relacje, miejsca i kolejne zdarzenia wydały mi się zlepkiem stereotypów. Wieś i prowincja były tu dla mnie jedynie dekoracją dla przeciętnie napisanej rodzinnej sagi. Rozbawił mnie zabieg wplątania w fabułę Barbary Chałupiec, pojawiającej się co jakiś czas niczym diabeł (dosłownie) z pudełka. • Nie utożsamiłam się z żadnym z bohaterów i nikomu nie kibicowałam. Samo przywoływanie nazw produktów czy programów telewizyjnych jako sposobu budowania klimatu epoki to dla mnie zdecydowanie za mało. Mentalność bohaterów i ich sposób patrzenia na świat zostały, moim zdaniem, niemożebnie uproszczone i bez względu na mijające dekady wydały mi się podejrzanie jednakie z dzisiejszymi. • W trakcie lektury narastał we mnie bunt wobec tak uśrednionego przedstawiania świata i zupełnie nie odczuwałam przyjemności z czytania. Być może „Dygot”, czytany tuż po odświeżonych po latach Buddenbrookach, trafił na zbyt wysokie progi moich czytelniczych wymagań. • Koleżance „Dygot” bardzo się podobał, jak i wcześniejsze książki Małeckiego, ale po moich uwagach przestała mnie już do nich zachęcać 😉 • Niech żyją gusta i guściki!
  • [awatar]
    fiolka
    Pierwsze spotkanie z zamkniętą w tomiku twórczością Ewy Lipskiej zaintrygowało mnie na tyle, że na pewno sięgnę po więcej. • Nie potrafiłam odnaleźć jednoznacznego tropu w tych ulotnych, momentami oderwanych od rzeczywistości utworach. I choć tytuł zdaje się temu przeczyć, wyraźnie o śmierć tutaj chodzi. Napisałabym, że to poezja o śmierci, o samotności w wielkim świecie pełnym ludzi — i o podróżach. • Jest tu zabawa słowem, sporo ironii, a nawet groteski. • Tytułowy kordonek powracający jak refren, ostatecznie należy do składającego się z trzech scen utworu dramatycznego. • Sięgnęłam po ten zbiór z sentymentu do kordonka, który przypomina mi dzieciństwo i robione przez mamę na szydełku serwetki. • Kordonek to mocna nić — może losu, może życia. Naprzeciw niej stoi śmierć. • Polecam szczególnie tym, którzy lubią poezję nieoczywistą.
  • [awatar]
    fiolka
    Thomas Hardy niebywale wyraziście odmalował prowincję Wessexu i fascynująco przedstawił obraz wiejskiej społeczności, począwszy od opisu pełnionych przez jej przedstawicieli ról, wykonywanych prac i obowiązków, a także form spędzania wolnego czasu, zwyczajów i całej gamy konwenansów. • Jakże różnorodni, ale bliscy i swojscy okazali się mieszkańcy Weatherbury i okolic, tak genialnie przez Hardy’ego sportretowani. Rubaszni, weseli, rozplotkowani, specyficzni, ale tacy, na których zawsze można polegać, no prawie, bo gdy popiją grogu, to nie. Wtedy śpią i nic ich nie ruszy. • I właśnie na tle tej sielsko-wiejskiej scenerii rozgrywa się spektakl pełen gwałtownych uniesień, tłumionych uczuć i mocy przeznaczenia. A Bathsheba Everdene, Gabriel Oak, William Boldwood and Francis Troy to pierwszoplanowi aktorzy tego dramatu. • Zakończenie jest zgodne z przysłowiem: gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. • I jeszcze na koniec. • Już na początku zwróciłam uwagę na imiona i nazwiska, które nadał swoim bohaterom Thomas Hardy. Ich aluzyjność powoduje, że książka nabiera głębszego sensu i drugiego dna, bo te nazwy, powiązane ze Starym Testamentem, starożytną Grecją, pogańską Brytanią są wyzwaniem rzuconym wiktoriańskiej moralności. • Bardzo rozbawił mnie Kainek, którego znajomi i sąsiedzi nazywali zdrobniale, by osłabić negatywne znaczenie imienia Kain, które to matka nadała mu na chrzcie w przeświadczeniu, że Kain, to był ten dobry ;)
  • [awatar]
    fiolka
    Szaniawski miał wielkie wyczucie sceny i teatru. Doświadczyć tego można, gdy te jego na wskroś sceniczne dramaty się czyta. • Tak jak w przeczytanych przeze mnie „Żeglarzu” i „Moście” tutaj także na początku akcja toczy się trochę somnambulicznie, ot rozmowy od niechcenia, niewiele się dzieje, taki rodzaj ciszy przed burzą. I nagle pojawia się dylemat. Niby błahy, ale wierci dziurę w brzuchu, uwiera, rodzi skojarzenia, domysły. Jak postąpić, gdy samemu jest się uwikłanym? • No bo jest ogród pełen róż, których nowa odmiana nosi miano Doroty. Takie samo imię nosi żona adwokata, który te róże wyhodował. Do ogrodu zakrada się złodziej róż. Czy aby róż? • Kto czytał lub przeczyta, zrozumie słowa adwokata: • „pewien człowiek tu, w tym miejscu, powiedział do mnie, że broniłem zawsze tych, co zło czynili nie na moim podwórku. I oto przyszedł złodziej róż i kradł mi róże z mojego podwórka. Pomimo że bardzo kocham swoje róże… pomimo to… no, cóż ci mam mówić… rozumiesz… Wraz z tobą ratowałem od zguby złodzieja…”
Ostatnio ocenione
1
...
17 18 19
...
34
  • Pożegnanie z bronią
    Hemingway, Ernest
  • Komu bije dzwon
    Hemingway, Ernest
  • Otchłań zapomnienia
    Roca, Paco
  • W hołdzie Katalonii
    Orwell, George
  • W odmęcie uczuć
    Zweig, Stefan
  • Agonia serca
    Zweig, Stefan
Nikt jeszcze nie obserwuje bloga tego czytelnika.

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo