Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Najnowsze recenzje
-
Zanurzając się w powieść autorstwa Jean-Baptiste Andrea obcuje się z naprawdę piękną literaturą. ,,Czuwając nad nią" to rzadki przypadek gdzie fikcja literacka miesza się z rzeczywistością i tak na prawdę dajemy się uwieść przekonaniu, że czytamy prawdziwą historię. • Michelangelo Vitaliani zwany Mimo od urodzenia walczył z losem o swoją ,,szczęśliwą kartę". Niskorosły, po stracie ojca oddany przez matkę pod opiekę niecierpiącego go wuja Mimo miał ciężkie dzieciństwo. Jego szczęśliwą kartą był niewątpliwie niezwykły talent rzeźbiarski, który dość szybko został dostrzeżony i z czasem doceniony. Drugim uśmiechem losu było przypadkowe poznanie ekscentrycznej Violi, córki wpływowej, bogatej rodziny Orsini. Od pewnego wieczora spędzonego na miejscowym, starym cmentarzu życie tych dwojga młodych ludzi zostanie w niezwykły sposób splątane nicią wzajemnej fascynacji. • Mimo Vitaliani przejdzie drogę od całkowitego ubóstwa, upodlenia i rynsztoku do sławy najwybitniejszego współczesnego włoskiego rzeźbiarza, o którego prace zabiegać będą instytucje państwowe i kościelne. Jednak jego najwybitniejsze dzieło ,,Pieta Vitalianiego" zostanie ukryte przed szerszą publicznością w podziemiach klasztornych. Jego dzieło życia jest bowiem niebezpieczne i wywołuje skrajne emocje. • Opisywanie całej fabuły nie ma większego sensu. W tą historię trzeba wniknąć, wejść całym sobą z wszystkimi emocjami. ,,Czuwając nad nią" to powieść, która zostaje z czytelnikiem na dłużej, którą po przeczytaniu aż żal, ot tak odłożyć na półkę. Żal otrząsnąć się z wrażenia, że to tylko literacka fantazja francuskiego autora.
-
Moda na retro kryminały wciąż ma się dobrze i chyba każde większe miasto w Polsce doczekało się już swojej wersji kryminalnych zagadek z historycznym zarysem w tle. Dlatego do ,,Śmierci na Wenecji" podszedłem z dużym dystansem nie spodziewając się zbytnio literackich fajerwerków i nowatorskich odkryć. Było to też moje pierwsze spotkanie z krakowską wersją Jane Marple, czyli z profesorową Zofią Szczupaczyńską. • Duet pisarski Dehnel-Tarczyński kryjący się pod autorskim pseudonimem Maryla Szymiczykowa z oceną dobry plus wykonał postawione przed sobą zadanie historycznej kwarendy dotyczącej Krakowa roku 1903. Pod tym kątem powieść wydaje się być nawet ciekawa. Opis tym, czym żyli mieszkańcy grodu Kraka w chwili wielkiej powodzi przynosi interesujące odkrycia. Mamy spojrzenie elity intelektualnej w postaci profesorstwa Szczupaczyńskich, ale i też obserwacje społeczne służącej Franciszki Gawędy. • Intryga kryminalna to jednak druga, słabsza odsłona powieści. Tu już raczej nie ma nic odkrywczego i fascynującego. Pomysł na śmierć w wannie w czasie powodzi ani śmieszy, ani intryguje. Zofia Szczupaczyńska jako samozwańczy detektyw - amator jakoś mojej sympatii nie budzi i jest mało wiarygodną bohaterką. Policja krakowska to oczywiście nierozgarnięte półgłówki do pięt nawet nie sięgający rezolutnej pani profesorowej. • Lektura ,,Śmierci na Wenecji" choć zaczyna się wartkim nurtem podtapiającej Kraków Rudawki z czasem opada, emocjonalnie wysycha i odkrywa dno, na którym nie ma niczego sensacyjnego. Ot, historia jakich wiele.
-
Od czasu do czasu lubię wrócić do klasyki. A czymże są przygody komisarza Wallandera, jak nie klasyką skandynawskiego kryminału. • ,,Psy z Rygi" to dziś historia trochę z innej epoki. W roku 1991 policjant żeby dowiedzieć się czegoś o obcym mu mieście wskazówek musiał szukać w księgarni, a nie w internecie. Do przekraczania granic potrzebny był paszport, a Łotwa, choć już jako państwo nie była jeszcze w pełni niezależna od władz w Moskwie. • Nadkomisarz Kurt Wallander z policji w Ystad ma do rozwiązania zagadkę dwóch tajemniczych zwłok młodych ludzi w garniturach znalezionych na dryfującym u wybrzeży Szwecji pontonie. Ta historia niespodziewanie dla niego samego będzie początkiem niebezpiecznej przygody rodem z thrillerów szpiegowskich z czasów zimnej wojny. Nielegalne przekraczanie niegdysiejszej ,,żelaznej kurtyny", strzelaniny, korupcja na szczeblach władzy, miłość, pieniądze i narkotyki. Wszystko to spotyka spokojnego i nieco zmęczonego życiem szwedzkiego policjanta. • Powieść Henninga Mankella czyta się dziś trochę z przymrużeniem oka, ale tak to już jest z klasyką. Nie trzeba się nią zachwycać, ale bawić samą konwencją. Mnie to wystarczyło.
-
Różne bywały końce świata, ale ten na warmińskiej ziemi zapowiadają niosące się po polach smętne krowie pieśni. • Łukasz Staniszewski mitologizuje Warmię, jako chłopską krainę z pogranicza snu i jawy. Z jednej strony mamy trzeźwo (lub po wizycie w młynie wręcz przeciwnie) myślących gospodarzy ze wsi Skowycze przywiązanych do ciężkiej pracy, z drugiej świat pełen zabobonów, dyduków, diabłów i Jajożera co porywa dzieci. Miejscowy proboszcz Pieczonka marzy o rządzie nad duszami i o atłasowych butach ze złotą nitką. Racjonalistą jest wypoczywający we wsi lekarz Piechowicz, a czarami zajmuje się mieszkająca w lesie Baba. Jednak to na najbogatszym we wsi gospodarzu Bernardzie Wittenie spocznie odpowiedzialność za uratowanie tego mitologicznego świata przed nadchodzącą apokaliptyczną suszą. Witten wcale się nie garnie do roli zbawcy. Wręcz przeciwnie, wszystko i wszystkich ma głęboko w zakamarkach ujścia jelita grubego. On kocha tylko swoje łaciate krowy i dla nich jest gotów zrobić naprawdę wszystko. • Bardzo mi się podobał początek książki. Zachwycił mnie ten świat z baśni osadzony w nieokreślonym czasie. Jednak apokaliptyczny chaos rwał całą dotychczasową narrację w strzępki z których trudno mi było poskładać ostateczny sens. Wierzę jednak w misję Bernarda Wittena czyniącego dobro ze złych skłonności. Zawsze to jakieś przesłanie.
-
Kryminał retro zarówno w warstwie narracyjnej, jaki i konstrukcyjnej. Szczerze, to trudno się to dziś czyta. Choć kryminalna intryga i sposób dochodzenia do prawdy może być intrygujący, to jednak język w jakim książka powstała w 1940 roku trąci starocią niczym arszenik stosowany w trutce na szczury. • Autor powieści Ellery Queen (czy też ktokolwiek, kto się za tym pseudonimem kryje) występuje tu w charakterze głównego bohatera i najbardziej ogarniętego przedstawiciela społeczności miasteczka Wrightsville. Sam jest przyjezdnym, który szuka natchnienia do napisania swojej kolejnej powieści i szybko je znajduje. Zaprzyjaźnia się z bogatą i wpływową rodziną Wrightów, właścicieli ,,przeklętego domu", który ten oto dom właśnie jemu wynajmują. Niedługo jednak Queen zmuszony jest wyprowadzić się z ,,przeklętego domu" gdyż ma w nim zamieszkać córka państwa Wrightów Nora, wraz z nowo poślubionym mężem Jimem, który nagle zjawia się w Wrightsville po trzyletniej nieobecności. Sprawa jest dość tajemnicza, bo Jim ukrywa jakąś tajemnicę i prawdopodobnie ma zamiar otruć swoją młodą małżonkę. Tymczasem to nie Nora umiera otruta arszenikiem, ale siostra Jima - Rosemary. • Całkiem skomplikowana ta intryga i tylko oświecony pisarz Queen, oczywiście drogą dedukcji, będzie w stanie rozwikłać co tak naprawdę się wydarzyło. Coś w stylu Raymonda Chandlera, tudzież Agaty Christie, ale na nieco słabszym poziomie.