Strona domowa użytkownika
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Najnowsze recenzje
-
Różne bywały końce świata, ale ten na warmińskiej ziemi zapowiadają niosące się po polach smętne krowie pieśni. • Łukasz Staniszewski mitologizuje Warmię, jako chłopską krainę z pogranicza snu i jawy. Z jednej strony mamy trzeźwo (lub po wizycie w młynie wręcz przeciwnie) myślących gospodarzy ze wsi Skowycze przywiązanych do ciężkiej pracy, z drugiej świat pełen zabobonów, dyduków, diabłów i Jajożera co porywa dzieci. Miejscowy proboszcz Pieczonka marzy o rządzie nad duszami i o atłasowych butach ze złotą nitką. Racjonalistą jest wypoczywający we wsi lekarz Piechowicz, a czarami zajmuje się mieszkająca w lesie Baba. Jednak to na najbogatszym we wsi gospodarzu Bernardzie Wittenie spocznie odpowiedzialność za uratowanie tego mitologicznego świata przed nadchodzącą apokaliptyczną suszą. Witten wcale się nie garnie do roli zbawcy. Wręcz przeciwnie, wszystko i wszystkich ma głęboko w zakamarkach ujścia jelita grubego. On kocha tylko swoje łaciate krowy i dla nich jest gotów zrobić naprawdę wszystko. • Bardzo mi się podobał początek książki. Zachwycił mnie ten świat z baśni osadzony w nieokreślonym czasie. Jednak apokaliptyczny chaos rwał całą dotychczasową narrację w strzępki z których trudno mi było poskładać ostateczny sens. Wierzę jednak w misję Bernarda Wittena czyniącego dobro ze złych skłonności. Zawsze to jakieś przesłanie.
-
Kryminał retro zarówno w warstwie narracyjnej, jaki i konstrukcyjnej. Szczerze, to trudno się to dziś czyta. Choć kryminalna intryga i sposób dochodzenia do prawdy może być intrygujący, to jednak język w jakim książka powstała w 1940 roku trąci starocią niczym arszenik stosowany w trutce na szczury. • Autor powieści Ellery Queen (czy też ktokolwiek, kto się za tym pseudonimem kryje) występuje tu w charakterze głównego bohatera i najbardziej ogarniętego przedstawiciela społeczności miasteczka Wrightsville. Sam jest przyjezdnym, który szuka natchnienia do napisania swojej kolejnej powieści i szybko je znajduje. Zaprzyjaźnia się z bogatą i wpływową rodziną Wrightów, właścicieli ,,przeklętego domu", który ten oto dom właśnie jemu wynajmują. Niedługo jednak Queen zmuszony jest wyprowadzić się z ,,przeklętego domu" gdyż ma w nim zamieszkać córka państwa Wrightów Nora, wraz z nowo poślubionym mężem Jimem, który nagle zjawia się w Wrightsville po trzyletniej nieobecności. Sprawa jest dość tajemnicza, bo Jim ukrywa jakąś tajemnicę i prawdopodobnie ma zamiar otruć swoją młodą małżonkę. Tymczasem to nie Nora umiera otruta arszenikiem, ale siostra Jima - Rosemary. • Całkiem skomplikowana ta intryga i tylko oświecony pisarz Queen, oczywiście drogą dedukcji, będzie w stanie rozwikłać co tak naprawdę się wydarzyło. Coś w stylu Raymonda Chandlera, tudzież Agaty Christie, ale na nieco słabszym poziomie.
-
Dom nad jeziorem w Loeanneth w Kornwalii to posiadłość rodziny Edevane’ów. W 1933 roku tętnił on z pozoru szczęśliwym życiem rodzinnym jego członków. W roku 2003 to już tylko opuszczony smutny cień dawnego życia i niemy świadek rodzinnej tragedii. Podczas przyjęcia w noc świętojańską w 1933 roku znika w tajemniczych okolicznościach półtoraroczny Theo Edevan. Prowadzone przez wiele miesięcy śledztwo nie przynosi żadnych rezultatów. Starsza siostra Theo - Alice, która po latach staje się poczytną autorką kryminałów, ma swoją teorię co do zniknięcia braciszka. Sprawą tą próbuje się także zająć odsunięta chwilowo od pracy w Londynie detektyw Sadie Sparrow. • Powieść Kate Morton to wielowarstwowa historia raczej obyczajowa niż kryminalna, z lekką domieszką sensacji spowitej angielską mgłą tajemniczości. Czyta się to wszystko całkiem dobrze, choć ilość wątków i prowadzonych narracji powoduje mały rozgardiasz czasoprzestrzenny. Raz bowiem zgłębiamy dawną tajemnicą zniknięcia małego Theo, aby po chwili chłonąć współczesną sprawę małej Caitlyn porzuconej rzekomo przez matkę w londyńskim mieszkaniu. Przypatrujemy się życiu Eleonor i Anthonego - rodziców Theo, a zarazem dostajemy do przetrawienia historię matki Eleonor - Constance. • Jak to w powieści łatwej i przyjemnej wszystkie wątki uda się szczęśliwie połączyć i osłodzić równie szczęśliwym zakończeniem. Jak dla mnie to już zbyt słodka przesada, ale nie obrażam się. Taka konwencja.
-
Dwie nowele, dwa światy, dwie zupełnie różne historie ale jakby w podobnym nastroju i tonie. • ,,Zabijemy Stellę" to wnikliwa, drobiazgowa wręcz analiza przyczajonego zła, które sączy się stopniowo z destrukcyjnych relacji w małżeństwie, rodzinie. Zło, czy też fałsz nie zostaje tu przedstawione twarzą w twarz, tylko maluje się z opisów codzienności, wypadków i insynuacji jakie przedstawia narratorka: żona i matka wpatrzona melancholijnie w widok ogrodu za oknem. • "Piąty rok" to też kobieca historia, tylko, że opowiedziana z perspektywy małej dziewczynki wychowywanej na wsi przez dziadków. Świat otaczającej przyrody to jedno, a pytania pozostające na obrzeżu tego świata do drugie. Pohukuje odległe echo wojny i ludzkich tragedii. • Oba opowiadania spina posłowie tłumaczki Małgorzaty Gralińskiej. Dzięki niemu poznajemy intrygujący życiorys Marlen Haushofer i o wiele lepiej rozumiemy obie nowele.
-
"Czas starego Boga" nie jest powieścią, którą da się łatwo i przyjemnie przeczytać na dobry sen. Wręcz przeciwnie. To mocna, porażająca ciężarem swej treści literatura, która nie dostarcza czytelniczej rozrywki, ale przygniata, wciska w fotel i przyprawia o mimowolne skurcze pięści. • Po przejściu na emeryturę irlandzki policjant Tom Kettle próbuje odciąć się od przeszłości. Jest samotnikiem, mieszka w przybudówce starego zamku. Nie dba o wygody, żywi się byle czym, prowadzi, proste surowe życie. Dużo rozmyśla, analizuje. Wspomina swoją żonę June. Myśli o córce Winnie i o synu Joe. W jego pustelni pojawiają się dwaj młodzi detektywi, wysłani z misją namówienia Toma do odgrzebania starej, zamkniętej już sprawy dotyczącej katolickich księży podejrzewanych o pedofilię. Wizyta ta ożywi bolesne wspomnienia. Wspomnienia, które niszczą Toma wewnętrznie, które go spalają, które odbierają mu chęć życia. • Przebrnięcie przez powieść Sebastiana Barry'ego była dla mnie wyzwaniem. Czułem, że ta książka ciągnie mnie w stronę niepokoju, głębokiego smutku, żalu, poczucia niesprawiedliwości, okrucieństwa losu. A jednak podążałem za myślami Toma Kettle i chciałem być tym niemym słuchaczem, któremu on powierzy swój sekret trzymany głęboko w zakamarkach jego wspomnień. Bolesna prawda nie przyniosła mi ukojenia i nie pozwoliła spokojnie zasnąć. • ,,Czas starego Boga" zostaje ze mną, w mojej pamięci, w skarbcu trudnych, ale ważnych historii życiem pisanych.