Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Miejska Biblioteka Publiczna w Olsztynie
[awatar]
Olsztyn MBP
Rodzaj: Biblioteki publiczne
Telefon: 895353080
Województwo: warmińsko-mazurskie
Adres: Tylko administracja biblioteki: ul. Marii Rodziewiczówny 2
10-030 Olsztyn
E-mail: gromadzenie@mbp.olsztyn.pl

Adresy filii bibliotecznych wraz z godzinami otwarcia są dostępne na stronie Miejskiej Biblioteki Publicznej: mbp.olsztyn.pl/filie

Najnowsze recenzje
1 2
  • [awatar]
    Olsztyn MBP
    Są takie książki, które same sobie wybierają moment, w którym mamy je przeczytać. • Czwarty kąt trójkąta zaintrygował mnie już od momentu premiery. Później, gdy trafiła się okazja na zdobycie swojego egzemplarza, trafiłam na zdanie „Gdzie są ciacha, kiedy są potrzebne?” i wiedziałam, że ta książka to dobry wybór. Jednak zanim zabrałam się za czytanie, książka grzecznie przeczekała na półce prawie półtora roku. Dopiero kilka dni temu nieśmiało uśmiechnęła się do mnie z półki i spędziłyśmy wspólnie kilka godzin. • Historia rozpoczyna się w czasie urodzinowego przyjęcia Katarzyny. Jej córki, w ramach prezentu, zapraszają wróżkę, która swoją przepowiednią, zasiewa lekki niepokój w jubilatce i jej najbliższych. A następujące później wydarzenia zmuszają bohaterów do zmierzenia się z ukrywanymi lękami i problemami. Mimo jednoczących wszystkich problemów, każdy z bohaterów ma swój oddzielny wątek. • Katarzyna, która owdowiała kilka lat wcześniej próbuje na nowo poukładać sobie życie. Założyła nawet agencję matrymonialną z naciskiem na osoby w średnim wieku, jednak cały czas nie znalazła swojego wymarzonego ‚księcia’. • Jej starsza córka Julia jest bardzo skryta i wycofana. Trauma z przeszłości powoduje, że coraz bardziej zamyka się w sobie, krzywdząc zarówno siebie, jak i najbliższych. Dopiero wypadek męża i świadomość, że ktoś usiłuje się na nich zemścić, budzi ją do życia. • Natomiast Mona, młodsza z córek, jest wulkanem energii. Ciągle w biegu, nigdzie nie może zagrzać miejsca na dłużej. W trosce o dobro najbliższych, często działa pod wpływem impulsu, bez względu na możliwe konsekwencje swoich decyzji. • Do tego ciekawie naszkicowane postacie drugoplanowe, z których każda wnosi do książki coś od siebie. • Jest wróżka Eleonora, nieco staromodny Adam, Damian, który za wszelką cenę usiłuje odciąć się od przeszłości, nieco zwariowana Ula i inne kuzynki/koleżanki głównych bohaterek. • Całość czyta się bardzo szybko i tak na prawdę nie wiadomo kiedy zleciało te klika godzin przy lekturze. • Tak. Czwarty kąt trójkąta jest typowym lekkim, łatwym i przyjemnym babskim czytadłem, ale z drugiej strony ma w sobie coś fajnego. • Zdecydowanie warto dać jej szansę i spędzić z nią leniwe popołudnie. • Oliwia Anna Chojnacka • Blog: Kufer z niespodziankami
  • [awatar]
    Olsztyn MBP
    Cały czas zastanawiam się jak można było przetłumaczyć The girl who chased the moon jako Słodki świat Julii. I jak bardzo można zniekształcić podejście czytelnika do książki opisem okładkowym, który poniekąd wypacza treść książki… • Tak naprawdę, książka ma dwie główne bohaterki. Tytułową Julię, która po śmierci ojca wraca do rodzinnego Mullaby, żeby zająć się prowadzeniem rodzinnej restauracji specjalizującej się w barbecue oraz nastoletnią Emily, która po śmierci swojej matki, zmuszona jest przenieść się do domu dziadka, o którego istnieniu wcześniej nie miała pojęcia. • Ich historia jest w pewien sposób powiązana, ale niech każdy sam się o tym przekona. • Poza głównymi bohaterkami, znajdziemy tu szereg ciekawie pokazanych postaci drugoplanowych. W ich gronie znajduje się m.in. niezwykle wysoki dziadek Julii, rodzina Coffey’ów z ich dość osobliwą przypadłością, czy była macocha Julii. • Z początku można odnieść wrażenie, że jest to książka jakich wiele. Zwykłe czytadło na jesienny czy zimowy wieczór. A tak naprawdę jest historia o tym, jak nasze (czy naszych bliskich) decyzje lub niedomówienia, wpływają na to jak jesteśmy postrzegani przez otoczenie i jak czasem ciężko tą opinię zmienić. • Uzupełnieniem całej historii jest jedzenie, które towarzyszy bohaterom przez prawie całą książkę. Co kilka stron pojawia się nazwa lub opis potrawy, po których stwierdzamy, że musimy tego spróbować. Są tu śniadania, które miejscowi dość często celebrują w lokalnych restauracjach i barach. Jest barbecue, które przyrządza się według starych receptur i dzięki swojej historii jest dumą regionu. No i oczywiście ciasta pieczone przez Julię (ach to ciasto kolibrowe). Ciasta, które idealnie dopasowują się do nastroju i sytuacji. Ciasta, które mają witać, przynosić otuchę i pocieszenie, które mają ukoić tą bliżej nieokreśloną tęsknotę. • Podsumowując jest to książka z gatunku lekkie, łatwe i przyjemne. Czyta się ją dość szybko i można w niej znaleźć sporo kulinarnych inspiracji. • Z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, ale moim zdaniem warto ją przeczytać. • Oliwia Anna Chojnacka • Blog: Kufer z niespodziankami
  • [awatar]
    Olsztyn MBP
    Za mało. Za każdym razem, gdy sięgam po książki Miriam Dubini z serii „Wiatr”, gdy kończę je czytać, myślę sobie – za mało. I choć to seria książek skierowana do młodszej młodzieży, po przeczytaniu każdej części, czuję niedosyt. Atmosfera Włoch i delikatnego nieba oraz nastolatków pełnych marzeń, czystej pierwszej miłości i nieskażonych rozczarowaniem myśli o życiu – sprawia, że nie jestem w stanie się z niej otrząsnąć dzień, dwa, a nawet tydzień po przeczytaniu książki. Za „Wiatrem” po prostu się tęskni. • Jeżeli nie czytaliście jeszcze tej serii, to zacznijcie. Rzućcie okiem na recenzje pierwszej części. Nieważne, ile macie lat, delikatny włoski wiaterek mieszkający w tej książce jest idealny na wakacje, a wszystkie trzy części połkniecie w mgnieniu oka. To książki o tym, gdzie trafiają zgubione listy i przesyłki. Gdzie, kiedy i czemu potem jednak docierają do rąk ich adresata, ale nie zawsze wtedy, kiedy on tego oczekuje. Odpowiedni czas i miejsce może zmienić wszystko. • Jeżeli jednak przeczytaliście poprzednie dwie części, to muszę Wam powiedzieć, że w trzeciej z pewnością się nie rozczarujecie. Są tu wszyscy, których znacie i kochacie – Greta – niepewna i pełna obaw, co do Anselma, i Anselmo – jak to każdy facet nie umiejący poradzić sobie z uczuciami kobiety, jest i cała reszta ferajny. Są wątpliwości i ich rozwiązania, są pytania i odpowiedzi, są tajemnice i są… listy. I rowery! • Jest… niewinnie i czysto. Po przeczytaniu tej książki naprawdę ma się ochotę wierzyć w prawdziwą miłość, cuda i spadające gwiazdy. Wyróżnia się bardzo spośród wszystkich książek swoją lekkością, czyta się na jednym westchnieniu i sprawia, że chce się rozmarzyć. Jest jak delikatna słodka mgiełka na zmęczone codziennością życie. • Wiktoria Korzeniewska • Blog: Przeczytaj mnie
  • [awatar]
    Olsztyn MBP
    Lekcje Madame Chic uśmiechały się do mnie już od dnia premiery, jednak dopiero teraz nadarzyła się okazja do przeczytania tej książki. I zdecydowanie warto było na tą okazję czekać. • W tej książce praktycznie wszystko jest takie jak być powinno. Od urzekającej swoją prostotą okładki, przez krótkie rozdziały, po zapamiętaj s’il vous plaît. No i oczywiście subtelny Paryż w tle. • Całość podzielona jest na trzy części: Dieta i aktywność fizyczna, Styl i uroda oraz Jak żyć z klasą. Każda z nich jest inna i na swój sposób inspirująca. • Jako książkoholika z zamiłowaniem kulinarnym pierwsza część urzekła mnie całokształtem. Aż chciałoby się praktycznie od razu przygotować jakąś małą ucztę i zaprosić przyjaciół do wspólnego biesiadowania. • W stylu i urodzie na pierwszy plan wybijają się naturalny makijaż (który na co dzień należy do moich ulubionych) oraz pewnego rodzaju zamiłowanie do swoistej estetyki ubioru. Fajnie jest wiedzieć, że jest gdzieś na tym świecie, kto podobnie do mnie nie przepada za wychodzeniem z domu w tzw. wyjściowym dresie. • Można powiedzieć, że w ostatniej części znalazły się wszystkie porady i rozważania, których nie dało się umieścić w poprzednich dwóch. Jak dla mnie stanowi to dość ciekawą, chociaż chwilami nierówną mieszankę różnych inspiracji. • Podsumowując dla mnie nie jest odkrywcza książka, ale bez wątpienia warto ją przeczytać i pozwolić sobie na przeniesienie się do świata bardziej chic. • Oliwia Anna Chojnacka • Blog: Kufer z niespodziankami
  • [awatar]
    Olsztyn MBP
    Są książki, które wiją w nas gniazda, a w nich wykluwają się myśli, marzenia i pragnienia, by później słowa ukryte między okładkami mogły opiekować się nimi jak pisklętami i dbać, by dorosły, by w końcu zerwały się do pięknego, pełnego wolności i radości lotu… Taką właśnie książką w mojej ocenie jest „Zaklinacz słów“ Shirin Kader. • I chociaż mam świadomość, że nie każdego zachwyci, co więcej, pewnie znajdą się i tacy, którym będzie przeszkadzał poetycki język, długie frazy czy spowolnienia akcji, snute opowieści o przedmiotach, które dla nas zdają się być tylko czymś z kategorii „codziennego użytku“. W pełni to rozumiem. Zdaje mi się nawet, że znam wyjaśnienie… Bo widzicie, ta powieść, to jest taka książka na odpowiedni czas. Ona sama zdecyduje, kiedy da się Wam przeczytać. I dzięki temu możecie mieć pewność, że jeśli przez ułamek sekundy pomyślicie, zerkając na okładkę, widząc ją kątem oka na księgarnianej witrynie, czy na półce u kogoś znajomego, w bibliotece, albo przez przypadek trafiając na jej recenzję w Internecie… jeśli w jakiejś chwili swojego życia pojawi się na horyzoncie wraz z myślą „hmmm, może bym przeczytała… może bym przeczytał“ to nie wahajcie się. To będzie właśnie ta chwila. • Nie potrafię napisać recenzji tej książki. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Na szczęście nie obiecałam tego żadnemu wydawnictwu ani żadnej gazecie. Nie potrafię, bo po przeczytaniu tej książki, mam ochotę opowiedzieć Wam o sobie, a nie o niej. Pierwszy raz zdarzyło mi się, żeby powieść stała się słuchaczem. Żeby wyzwoliła tak wiele myśli i wspomnień. Żeby sprawi mi tak dużo niespodzianek w realnym życiu, a nie tym czytelniczym. Mam wrażenie, jakbym spotkała Ninę i Gabriela, wędrujących przez miasto w poszukiwaniu historii. I jakbym, dzięki tej książce, stała się jedną z bohaterek, jakbym mogła opowiedzieć o czymś, co od dawna chciało zostać opowiedziane, ale nie potrafiło ze mnie wyjść w odpowiednich słowach. • Bo oto muszę Wam wyznać, że z „Zaklinaczem słów“ wiąże się i moja historia. Widać taką już ma w sobie moc, że czaruje rzeczywistość. Nim się poznałyśmy bliżej, książka i ja, tylko ją widywałam, mijałam przypadkiem. Przyznaję jednak, okłada od razu wpadła mi w oko. A i ja się chyba książce spodobałam, bo nie dawała mi spokoju. Tak mnie zahipnotyzowała, że nawet nie starałam się o egzemplarz recenzencki. Po prostu z miejsca kupiłam. Byłyśmy sobie pisane. Tylko tak potrafię to wytłumaczyć. • I zaczęłam wreszcie czytać… rozsnuła się opowieść… nowa, powinna być obca, bo nieznana, a jednak okazała się zaskakująco bliska. Bo przecież „od wczesnego dzieciństwa (i) mój pokój wypełniały książki, zarówno pachnące nowością, jak i stare, sfatygowane przez czas, na zawsze naznaczone śladami dawnych użytkowników. Prowadziły mnie przez magiczny świat słów, z których każde miało swój kolor, swą wewnętrzną melodię, rytm, niep­owta­rzal­ność­. Najpierw dowiedziałam się, jak smakują. Mełłam w bezzębnych ustach strzępy papieru, a matka wyciągała je, przerażona, że zatruję się farbą drukarską.“ I ja, jak Nina, bohaterka „Zaklinacza słów“ rosłam w opowieściach, które snuł mi nad brzegami wtedy już bagna, kiedyś jeziora w mojej rodzinnej wiosce sąsiad moich rodziców, dziadek mojej Przyjaciółki, mój pierwszy bajarz. Co prawda w niczym nie przypominał powieściowego Gabriela, a i nasze relacje były zdecydowanie inne, ale moc opowieści tego mojego wujka/dziadka z wyboru miała w sobie coś z mocy głosu Gabriela. Dzięki tym opowieściom, dzięki niemu miałam siły, by podnosić się z kolejnych upadków na drodze życia, miałam pasję i poczucie, że chcę wiedzieć więcej, widzieć więcej, że jestem w stanie sobie poradzić w każdej sytuacji. • Czas mijał. Byłam coraz starsza. Dla rówieśników nieco dziwna, a dla siebie samej, o ironio, coraz bliższa. Aż nastał moment decyzji i wyborów. Wybrałam więc upragniony Olsztyn. On zawsze był dla mnie azylem. Przeprowadziłam się i zaczęłam nowe życie. „Moim domem było wtedy miasto, miasto przybierające różne kształty i formy. To nie ja mieszkałam w nim, ale ono we mnie, każdy nowy obraz wdzierał mi się w pamięć, wnikał w umysł tak jak krople deszczu w wysuszoną ziemie.“ Odkrywałam swój mały świat. I tak jak Nina zaczęłam dostrzegać magię codzienności. I też nie raz zastanawiałam się „ilu z nas zastyga bezwiednie na cudzych fotografiach, użyczając siebie jako tła. Utrwalona przez przypadek ręka, głowa, kawałek buta, stopa w pasiastej skarpetce, odwrócona bokiem sylwetka, gest nieopatrznie skradziony właścicielowi – wszystko to niespodziewanie wkracza w obcy świat i zostaje w nim, często wbrew własnej woli. Do ilu mieszkań trafiłam w taki sposób? Ile miejsc udało mi się odwiedzić, w ilu rodzinnych albumach znalazłam dla siebie kąt, będąc anonimowym, niczego nieświadomym przechodniem?“. • Nie opowiem Wam o czym jest „Zaklinacz słów“, bo to książka, której się nie czyta, to książka, którą się czuje. Oczywiście, nie każda strona będzie Was zachwycać, nie wszystkie epizody Was poruszą, nie każdego bohatera będziecie darzyć sympatią. Ale jeśli dacie jej szansę i bez oczekiwań czy roszczeń po prostu pozwolicie ponieść się opowieści, spodoba Wam się, a może nawet zasieje kilka baśniowych ziaren w Waszych codzienności. By rozkwitły. • Urszula Witkowska • Blog: Pełen Zlew – blog o książkach, kotach i bałaganie
Ostatnio ocenione
1 2
  • Żelazna Dama
    Lloyd, Phyllida
  • Mój tydzień z Marilyn
    Branagh, Kenneth
  • Igrzyska śmierci
    Lawrence, Jennifer
  • Królewna Śnieżka
    Hamera, Andrzej
  • Histeria
    Wexler, Tanya
  • Imię róży
    Eco, Umberto
regina.jaroszewicz
annazysk
patiduszak01
andrzej1954
asanka
marcel3
wojciechursel
a.szenfeld
a.wysokinski
krokodyl1950
ulindaczech
niuussia
Opole MBP
alicjawalczak
margolciak1
nicolmioskowska

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo