Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
fiolka

Do czytania wybieram najczęściej literaturę sprzed XXI wieku, nie stronię od liryki i dramatu, czasami sięgam po reportaż, a najrzadziej decyduję się na literaturę popu­larn­onau­kową­. Bardzo lubię czytać biografie, wspomnienia, listy i dzienniki.
Poniższe wyrywki z czytanych przeze mnie tekstów mocno ze mną współgrają, więc są przedłużeniem tych kilku słów o sobie :)😊

„Ciekawe jest widzieć, że niemal wszyscy ludzie wielkiej wartości zachowują się z prostotą i że niemal zawsze owa ich prostota jest brana za świadectwo tego, że są niewiele warci”.
Myśli, Giacomo Leopardi

„Intensywność marzeń, ważniejsza jest od ziszczeń”.
Wysoki Zamek, Stanisław Lem

Najnowsze recenzje
1 2 3 4 5
...
27
  • [awatar]
    fiolka
    W „Na północ” wszystko zaczyna się od fok na estońskim Bałtyku, a kończy w polskiej stacji badawczej na Spitsbergenie. Kończy pozornie, bo autor zapowiada jeszcze dwa tomy arktycznych „przygód”. • Nie jest to jednak książka ani przygodowa, ani naukowa. Są to dość refleksyjne i nostalgiczne wspomnienia trapera, okraszone informacjami o miejscach, w których przebywał, o żyjących — bądź już wymarłych — gatunkach zwierząt arktycznych oraz o ludziach spotkanych na arktycznej drodze. A że akcja rozgrywa się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, jest i sporo smaczków związanych z tamtą epoką. • Mnie, arktycznej laiczce ze szkolną wiedzą o biegunie północnym i jego otoczeniu, lektura ta bardzo przypadła do gustu, i do serca. • To, co we mnie zostało po tej lekturze: • - Smutna i tragiczna historia zagłady alki olbrzymiej. • - Puffiny - „takie papugi, co przebrały się za pingwiny” • - „Noc jest wtedy jak się śpi. A jak się nie śpi to jest dzień”. • - Wajrak i niedźwiedź - „mrożąca krew w żyłach” opowieść. • - Deszcz nurzyków. • - Wzruszająca i łapiąca za serce historia przychatkowej rodziny nurzyków. • Arktyka wydaje się bardzo krucha - te słowa o Arktyce przykuły moją uwagę, zostały ze mną do końca lektury i wydaje mi się, że będą ze mną jeszcze długo.
  • [awatar]
    fiolka
    Sam wpadł mi w ręce monograficzny szkic opracowany przez profesora Maciąga. Chociaż nie oszołamia stylem, jego dużą zaletą pozostaje jednak akademicka rzetelność. Czytany bez znajomości prozy Filipowicza raczej nie zrobi na czytelniku wielkiego wrażenia. • Włodzimierz Maciąg docenia prozę autora „Mojej kochanej, dumnej prowincji”, bez tego, współcześnie lansowanego, cienia noblistki i skupia się przede wszystkim na najważniejszych cechach twórczości Filipowicza oraz przybliża istotę ulubionego gatunku pisarza – mikropowieści. • Dzięki temu miniaturowemu opracowaniu jestem bogatsza o dwa tytuły, które profesor Maciąg przywołuje, zestawiając je – ze względu na podobną nastrojowość i kameralność – z twórczością Filipowicza. Są to „Życie małe i duże” zupełnie nieznanego mi Wilhelma Macha oraz „Dziura w niebie” bardzo lubianego przeze mnie Tadeusza Konwickiego. • Będą czytane. • Na koniec przytoczę jedno z wielu, moim zdaniem, trafnych spostrzeżeń, którym historyk literatury podzielił się, między innymi, ze mną: • „Filipowicz (…) lubi tonację gorzką, jeśli nawet kończy tekst wygraną bohatera, to zawsze w sukcesie tym kryje się gorzki lub melancholijny znak zapytania co do trwałości tego powodzenia”.
  • [awatar]
    fiolka
    Jak zwykle w przypadku powieści Lema wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach. Najpierw, na podstawie drobiazgowych opisów, zwizualizowałam edeńską przestrzeń i jej specyficzny koloryt, który, miałam takie nieodparte wrażenie, sam Lem stworzył po wzięciu halucynogennych środków. • Surrealistyczne przestrzenie, dziwne fabryki i te masowe groby. Od razu narzuciła mi się jedna z hipotez Wojciecha Orlińskiego, z jego biografii o Lemie, że te kości, groby, egzekucje, to próba poradzenia sobie z wojenną traumą, czyli z lwowskim okresem życia pisarza i jego obserwacjami lwowskiego getta czy pogromów. • Na pewno ten tekst to antyutopia, w której świat dążąc do doskonałości, zatraca się w niszczeniu tego, co mniej doskonałe. Na domiar tego całego złego, ta gorzko-ironiczna nazwa - Eden. • Występujących w powieści sześciu bohaterów identyfikujemy poprzez ich zawód i funkcję, którą sprawują. Świetnie nakreślił Lem ich sylwetki, z których każda jest różna i często ma inne pomysły na wyjście z opresji, w które co rusz wpadają. • Przez ten początkowy rozbieg, rozwlekle i drobiazgowo opisywany krajobraz Edenu, można rozpoznać, że książka w swej pierwotnej postaci była pisana i drukowana w odcinkach. I to jest mój jedyny zarzut pod jej adresem. Ta przydługo ciągnąca się zapowiedź wydarzeń właściwych.
  • [awatar]
    fiolka
    Po przeczytaniu ostatnich zdań książki Cabrégo poczułam smutek. I był to ten jego rodzaj, który towarzyszy nam, gdy przegrywamy tylko dlatego, że walczyliśmy fair. • Jest to opowieść w dużej mierze o samotności i niezrozumieniu. Nieumiejętności dopasowania się do grupy, w tym wypadku określonej grupy, którą stanowi wspólnota religijna. I jest to też książka o muzyce, której tylko pozornie nie słychać. • Najgorsze dla mnie było to, że życie tych niefajnych postaci potoczyło się dalej, jak gdyby nigdy nic. Możliwe, że wielebna matka Dorotea czuła niesmak, gdy sięgała pamięcią w przeszłość, ale monsinior Maurycy, który dopiął swego, raczej miał wszystko gdzieś. • A co z bratem Junoyem? • A co z siostrą Klarą? • Bardzo mi się ta opowieść podobała i to nie tylko poprzez charakterystyczną dla autora, nielinearną fabułę, ale przez specyficzną atmosferę i nastrój, w których to niedopowiedzenia mówią najwięcej. Mocno i wyraziście autor scharakteryzował i opisał bohaterów, uczynił ich ludźmi o różnych upodobaniach i namiętnościach. Kreacje tych skontrastowanych ze sobą postaci mogą wydawać się nieco przerysowane, ale dzięki temu bardziej uwypuklają konflikt interesów. Moją ulubioną bohaterką była siostra Margarida, paradoksalnie, jedyna rozsądna. Świetny jest również tytuł, który wspaniale współgra z tą historią. • Z kilku zabawnych i komicznych akcentów występujących w książce, szczególnie jeden mnie rozbawił. Mam na myśli list, a przede wszystkim jego formę, który napisał stryj Klary do wielebnej (wręcz świętej) matki przełożonej. Scenka rodem z kabaretu, szczególnie zwrot – „całuję rączki” :D • Gdyby zaś ktoś pytał, gdzie jest ta La Ràpita ze swoim warownym klasztorem, za najbardziej wiarygodną wskazówkę posłużyć może fraza – tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. • Lektura „Agonii dźwięków” przypomniała mi o „Matce Joannie od Aniołów” Iwaszkiewicza, którą warto może, właśnie teraz, sobie przypomnieć?
  • [awatar]
    fiolka
    Cóż to był za powrót! Na pewno wart poświęcenia czterech tygodni i ponad pięćdziesięciu godzin słuchania. A interpretacja Marka Walczaka - najwyższej próby. • Ile myśli, spostrzeżeń, emocji i wzruszeń, zżymań też. • Piękno i wielkość tej literatury tkwią w szczegółach, w dbałości o detale i w budowaniu scenerii. • Czegóż w tym arcydziele nie ma! Toż to synkretyzm w swojej klasycznej postaci. Jest wielka historia i jej wielcy bohaterowie, poruszone są problemy społeczne, ideowo-filozoficzne i obyczajowe, i wtedy na tym wielobarwnym tle jawi się cała paleta różnobarwnych postaci, ich charakterów, postaw i poczynań. Rozdział o kanalizacji Paryża brzmiał jak reportaż, a znowu rozprawa o wprowadzeniu żargonu do literatury, jak językoznawczy referat. Szczegółowa historia i dzieje klasztoru Petit Picpus wspaniale nałożyły się na opowieść o klasztorze w La Ràpita z „Agonii dźwięków”, czytanej przeze mnie, przez przypadek, równolegle. • We wczesnej młodości te filozoficzne i społeczno-historyczne wtręty czytałam jak za karę, bo ciekawiły mnie przede wszystkim losy głównych bohaterów, teraz jednak doceniłam właśnie te odautorskie rozważania. • Moją ulubioną postacią zdecydowanie jest Gavroche. Mimo że jego dobroć i szczerość intencji, dodatkowo skontrastowane z zachowaniem ojca i matki, są mocno wyidealizowane, to jednocześnie są bardzo budujące i wzruszające. • Uwielbiam właścicielkę szynku „Korynt” – kobietę z brodą i jej pomocnice, które niestety, mimo że brzydkie, nie mogły brzydotą przewyższyć chlebodawczyni. • Naprawdę warto było, po tych ponad dwudziestu latach, wrócić do „Nędzników”. • Partykuła „bądź co bądź” jeszcze długo będzie przywodzić mi na myśl to dzieło Hugo. Tłumaczka była chyba jej fanką. • I jeszcze na koniec konkluzja: czy Paryż, czy Warszawa, czy XIX, czy XX wiek, nastroje powstańców zawsze te same.
Ostatnio ocenione
1
...
25 26 27 28 29
  • Nie ma z czego się śmiać
    Grodzieńska, Stefania
Nikt jeszcze nie obserwuje bloga tego czytelnika.

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo