Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
Miejska Biblioteka Publiczna w Olsztynie
[awatar]
Olsztyn MBP
Rodzaj: Biblioteki publiczne
Telefon: 895353080
Województwo: warmińsko-mazurskie
Adres: Tylko administracja biblioteki: ul. Marii Rodziewiczówny 2
10-030 Olsztyn
E-mail: gromadzenie@mbp.olsztyn.pl

Adresy filii bibliotecznych wraz z godzinami otwarcia są dostępne na stronie Miejskiej Biblioteki Publicznej: mbp.olsztyn.pl/filie

Najnowsze recenzje
1 2 3
  • [awatar]
    Olsztyn MBP
    Są książki, które wiją w nas gniazda, a w nich wykluwają się myśli, marzenia i pragnienia, by później słowa ukryte między okładkami mogły opiekować się nimi jak pisklętami i dbać, by dorosły, by w końcu zerwały się do pięknego, pełnego wolności i radości lotu… Taką właśnie książką w mojej ocenie jest „Zaklinacz słów“ Shirin Kader. • I chociaż mam świadomość, że nie każdego zachwyci, co więcej, pewnie znajdą się i tacy, którym będzie przeszkadzał poetycki język, długie frazy czy spowolnienia akcji, snute opowieści o przedmiotach, które dla nas zdają się być tylko czymś z kategorii „codziennego użytku“. W pełni to rozumiem. Zdaje mi się nawet, że znam wyjaśnienie… Bo widzicie, ta powieść, to jest taka książka na odpowiedni czas. Ona sama zdecyduje, kiedy da się Wam przeczytać. I dzięki temu możecie mieć pewność, że jeśli przez ułamek sekundy pomyślicie, zerkając na okładkę, widząc ją kątem oka na księgarnianej witrynie, czy na półce u kogoś znajomego, w bibliotece, albo przez przypadek trafiając na jej recenzję w Internecie… jeśli w jakiejś chwili swojego życia pojawi się na horyzoncie wraz z myślą „hmmm, może bym przeczytała… może bym przeczytał“ to nie wahajcie się. To będzie właśnie ta chwila. • Nie potrafię napisać recenzji tej książki. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Na szczęście nie obiecałam tego żadnemu wydawnictwu ani żadnej gazecie. Nie potrafię, bo po przeczytaniu tej książki, mam ochotę opowiedzieć Wam o sobie, a nie o niej. Pierwszy raz zdarzyło mi się, żeby powieść stała się słuchaczem. Żeby wyzwoliła tak wiele myśli i wspomnień. Żeby sprawi mi tak dużo niespodzianek w realnym życiu, a nie tym czytelniczym. Mam wrażenie, jakbym spotkała Ninę i Gabriela, wędrujących przez miasto w poszukiwaniu historii. I jakbym, dzięki tej książce, stała się jedną z bohaterek, jakbym mogła opowiedzieć o czymś, co od dawna chciało zostać opowiedziane, ale nie potrafiło ze mnie wyjść w odpowiednich słowach. • Bo oto muszę Wam wyznać, że z „Zaklinaczem słów“ wiąże się i moja historia. Widać taką już ma w sobie moc, że czaruje rzeczywistość. Nim się poznałyśmy bliżej, książka i ja, tylko ją widywałam, mijałam przypadkiem. Przyznaję jednak, okłada od razu wpadła mi w oko. A i ja się chyba książce spodobałam, bo nie dawała mi spokoju. Tak mnie zahipnotyzowała, że nawet nie starałam się o egzemplarz recenzencki. Po prostu z miejsca kupiłam. Byłyśmy sobie pisane. Tylko tak potrafię to wytłumaczyć. • I zaczęłam wreszcie czytać… rozsnuła się opowieść… nowa, powinna być obca, bo nieznana, a jednak okazała się zaskakująco bliska. Bo przecież „od wczesnego dzieciństwa (i) mój pokój wypełniały książki, zarówno pachnące nowością, jak i stare, sfatygowane przez czas, na zawsze naznaczone śladami dawnych użytkowników. Prowadziły mnie przez magiczny świat słów, z których każde miało swój kolor, swą wewnętrzną melodię, rytm, niep­owta­rzal­ność­. Najpierw dowiedziałam się, jak smakują. Mełłam w bezzębnych ustach strzępy papieru, a matka wyciągała je, przerażona, że zatruję się farbą drukarską.“ I ja, jak Nina, bohaterka „Zaklinacza słów“ rosłam w opowieściach, które snuł mi nad brzegami wtedy już bagna, kiedyś jeziora w mojej rodzinnej wiosce sąsiad moich rodziców, dziadek mojej Przyjaciółki, mój pierwszy bajarz. Co prawda w niczym nie przypominał powieściowego Gabriela, a i nasze relacje były zdecydowanie inne, ale moc opowieści tego mojego wujka/dziadka z wyboru miała w sobie coś z mocy głosu Gabriela. Dzięki tym opowieściom, dzięki niemu miałam siły, by podnosić się z kolejnych upadków na drodze życia, miałam pasję i poczucie, że chcę wiedzieć więcej, widzieć więcej, że jestem w stanie sobie poradzić w każdej sytuacji. • Czas mijał. Byłam coraz starsza. Dla rówieśników nieco dziwna, a dla siebie samej, o ironio, coraz bliższa. Aż nastał moment decyzji i wyborów. Wybrałam więc upragniony Olsztyn. On zawsze był dla mnie azylem. Przeprowadziłam się i zaczęłam nowe życie. „Moim domem było wtedy miasto, miasto przybierające różne kształty i formy. To nie ja mieszkałam w nim, ale ono we mnie, każdy nowy obraz wdzierał mi się w pamięć, wnikał w umysł tak jak krople deszczu w wysuszoną ziemie.“ Odkrywałam swój mały świat. I tak jak Nina zaczęłam dostrzegać magię codzienności. I też nie raz zastanawiałam się „ilu z nas zastyga bezwiednie na cudzych fotografiach, użyczając siebie jako tła. Utrwalona przez przypadek ręka, głowa, kawałek buta, stopa w pasiastej skarpetce, odwrócona bokiem sylwetka, gest nieopatrznie skradziony właścicielowi – wszystko to niespodziewanie wkracza w obcy świat i zostaje w nim, często wbrew własnej woli. Do ilu mieszkań trafiłam w taki sposób? Ile miejsc udało mi się odwiedzić, w ilu rodzinnych albumach znalazłam dla siebie kąt, będąc anonimowym, niczego nieświadomym przechodniem?“. • Nie opowiem Wam o czym jest „Zaklinacz słów“, bo to książka, której się nie czyta, to książka, którą się czuje. Oczywiście, nie każda strona będzie Was zachwycać, nie wszystkie epizody Was poruszą, nie każdego bohatera będziecie darzyć sympatią. Ale jeśli dacie jej szansę i bez oczekiwań czy roszczeń po prostu pozwolicie ponieść się opowieści, spodoba Wam się, a może nawet zasieje kilka baśniowych ziaren w Waszych codzienności. By rozkwitły. • Urszula Witkowska • Blog: Pełen Zlew – blog o książkach, kotach i bałaganie
  • [awatar]
    Olsztyn MBP
    „Bokserkę“ przeczytałam już dawno, ale wciąż coś odwodziło mnie od napisania recenzji. Jakby powieść we mnie dojrzewała. Kiedy myślę o tej książce, a myślę o niej często, mam przed oczami guzik. Bo na początku odpada guzik, a później, trochę jak opowieść, toczy się do swojego celu i nadaje „Bokserce“ nieco nierealny wymiar. • Przeznaczenie? Już na początku mnie to zastanowiło. Z jednej strony Grażyna Plebanek kreuje swoich bohaterów tak, byśmy mieli pewność, że w swoich powieściowych życiach to oni mają władzę nad zdarzeniami, w których uczestniczą, że decydują i ponoszą konsekwencje, a z drugiej, już na wstępie wikła ich w nieco magiczny splot zdarzeń… I przez to właśnie stałam się bardziej czujna… Niby to taka realna powieść, a choćby głos w metrze, który później okazuje się być ważnym głosem w świecie Lu, głównej bohaterki powieści… no i ten guzik, który „należał do kogoś innego, a do niej się przyturlał, ze wszystkim, co wiedział.“ • „Bokserka“ to opowieść o Emilii, Emi, Mimi, o Lu. O kobiecie, która się gubi sama w sobie, ale szuka, zadaje pytania i chce się uwolnić, tylko trochę nie wie, która i czy w ogóle któraś z jej masek jest twarzą. • Emilia, nim stanie się Lu, skończy długoletni, bezpieczny związek, w którym się dusiła i wyjedzie z Polski za kochankiem. Trafi do ambasady, uwikła się w niejedną pajęczynę i trafi na ring. Tam spotka Sprite i tam powoli będzie odnajdywała siebie. W którymś momencie swojej wędrówki zamieszka w domu, o którym będzie lubiła myśleć, że to dom z brzuszkiem. I zacznie w niej kiełkować nowe życie. Jej własne nowe życie. W końcu dom z brzuszkiem powinien je w sobie nosić, prawda? • Wracając jednak do Emilii, to nie miała łatwego życia. „Jej mężczyźni zaczynali często zdanie od: bo kobiety…. Wściekała się. Jakie kobiety?! Stawiali ją w rzędzie z kobietami ich przeszłości, z jakąś ogólną kobietą o zamazanych rysach twarzy, która robi to, a nie robi tamtego. (…)Cokolwiek by zrobiła, jak bardzo byłaby inna, osobna, i tak stała w cieniu tej ogólnej kobiety, kobiety rozpiętej między okresem a głodem poczęcia, abstrakcyjnej jak Biały kwadrat na czarnym tle Malewicza, kobiety, którą mężczyźni dobrze znali. Samej Lu nie dostrzegali. Szkoda, bo byliby dumni, że są właśnie z nią. A tak podniecali się, że są z kobietą.“ Ale to nie do końca tak, że mężczyźni przeszkadzali Lu w drodze do samej siebie. Ona po prostu musiała przejść pewną drogę. Tak to już czasem bywa, że trzeba niektóre rzeczy przetrwać, by ruszyć dalej, by zrozumieć. • Ta powieść ma w sobie tak wiele historii, o których chciałabym Wam opowiedzieć, że aż nie wiem, od czego zacząć, więc po prostu napiszę: przeczytajcie. „Bokserka“ da Wam do myślenia. Bohaterowie „Bokserki“ są w samym środku zdarzeń, a my, czytelnicy, zerkamy z zewnątrz na to co myślą i o kim, w jakie relacje są uwikłani. To zdaje się Umberto Eco w „Imieniu Róży“ napisał, że aby zobaczyć, jak wygląda biblioteka, trzeba na nią patrzeć z zewnątrz, trzeba z niej po prostu wyjść. Nam, czytelnikom, jest zdecydowanie łatwiej… • Ciekawa jestem Waszego zdania na temat tej książki. Czytałam sporo różnych opinii, jedni zachwalają, inni krytykują. Ale zdaje się, o to właśnie chodzi w ciekawej prozie, by nie była jednoznaczna i wzbudzała emocje. I ta książka z pewnością taka jest. • PS Już zapowiadam, że niedługo na blogu i w Magazynie Literackim Książki mój wywiad z Grażyną Plebanek, a poniżej kilka zdjęć ze spotkania z autorką, które miałam przyjemność prowadzić w ramach projektu Dom Mendelsohna – Miejsce na literaturę. • Urszula Witkowska • Blog: Pełen Zlew – blog o książkach, kotach i bałaganie
  • [awatar]
    Olsztyn MBP
    „Bokserkę“ przeczytałam już dawno, ale wciąż coś odwodziło mnie od napisania recenzji. Jakby powieść we mnie dojrzewała. Kiedy myślę o tej książce, a myślę o niej często, mam przed oczami guzik. Bo na początku odpada guzik, a później, trochę jak opowieść, toczy się do swojego celu i nadaje „Bokserce“ nieco nierealny wymiar. • Przeznaczenie? Już na początku mnie to zastanowiło. Z jednej strony Grażyna Plebanek kreuje swoich bohaterów tak, byśmy mieli pewność, że w swoich powieściowych życiach to oni mają władzę nad zdarzeniami, w których uczestniczą, że decydują i ponoszą konsekwencje, a z drugiej, już na wstępie wikła ich w nieco magiczny splot zdarzeń… I przez to właśnie stałam się bardziej czujna… Niby to taka realna powieść, a choćby głos w metrze, który później okazuje się być ważnym głosem w świecie Lu, głównej bohaterki powieści… no i ten guzik, który „należał do kogoś innego, a do niej się przyturlał, ze wszystkim, co wiedział.“ • „Bokserka“ to opowieść o Emilii, Emi, Mimi, o Lu. O kobiecie, która się gubi sama w sobie, ale szuka, zadaje pytania i chce się uwolnić, tylko trochę nie wie, która i czy w ogóle któraś z jej masek jest twarzą. • Emilia, nim stanie się Lu, skończy długoletni, bezpieczny związek, w którym się dusiła i wyjedzie z Polski za kochankiem. Trafi do ambasady, uwikła się w niejedną pajęczynę i trafi na ring. Tam spotka Sprite i tam powoli będzie odnajdywała siebie. W którymś momencie swojej wędrówki zamieszka w domu, o którym będzie lubiła myśleć, że to dom z brzuszkiem. I zacznie w niej kiełkować nowe życie. Jej własne nowe życie. W końcu dom z brzuszkiem powinien je w sobie nosić, prawda? • Wracając jednak do Emilii, to nie miała łatwego życia. „Jej mężczyźni zaczynali często zdanie od: bo kobiety…. Wściekała się. Jakie kobiety?! Stawiali ją w rzędzie z kobietami ich przeszłości, z jakąś ogólną kobietą o zamazanych rysach twarzy, która robi to, a nie robi tamtego. (…)Cokolwiek by zrobiła, jak bardzo byłaby inna, osobna, i tak stała w cieniu tej ogólnej kobiety, kobiety rozpiętej między okresem a głodem poczęcia, abstrakcyjnej jak Biały kwadrat na czarnym tle Malewicza, kobiety, którą mężczyźni dobrze znali. Samej Lu nie dostrzegali. Szkoda, bo byliby dumni, że są właśnie z nią. A tak podniecali się, że są z kobietą.“ Ale to nie do końca tak, że mężczyźni przeszkadzali Lu w drodze do samej siebie. Ona po prostu musiała przejść pewną drogę. Tak to już czasem bywa, że trzeba niektóre rzeczy przetrwać, by ruszyć dalej, by zrozumieć. • Ta powieść ma w sobie tak wiele historii, o których chciałabym Wam opowiedzieć, że aż nie wiem, od czego zacząć, więc po prostu napiszę: przeczytajcie. „Bokserka“ da Wam do myślenia. Bohaterowie „Bokserki“ są w samym środku zdarzeń, a my, czytelnicy, zerkamy z zewnątrz na to co myślą i o kim, w jakie relacje są uwikłani. To zdaje się Umberto Eco w „Imieniu Róży“ napisał, że aby zobaczyć, jak wygląda biblioteka, trzeba na nią patrzeć z zewnątrz, trzeba z niej po prostu wyjść. Nam, czytelnikom, jest zdecydowanie łatwiej… • Ciekawa jestem Waszego zdania na temat tej książki. Czytałam sporo różnych opinii, jedni zachwalają, inni krytykują. Ale zdaje się, o to właśnie chodzi w ciekawej prozie, by nie była jednoznaczna i wzbudzała emocje. I ta książka z pewnością taka jest. • PS Już zapowiadam, że niedługo na blogu i w Magazynie Literackim Książki mój wywiad z Grażyną Plebanek, a poniżej kilka zdjęć ze spotkania z autorką, które miałam przyjemność prowadzić w ramach projektu Dom Mendelsohna – Miejsce na literaturę. • Urszula Witkowska • Blog: Pełen Zlew – blog o książkach, kotach i bałaganie
  • [awatar]
    Olsztyn MBP
    Pierwsze, co przychodzi mi do głowy po zakończeniu lektury, to stwierdzenie, że Światła pochylenie jest książką lekką jak skrzydła motyla. Taką trochę bajką dla współczesnych dorosłych, która pozwala oderwać się od pędzącej codzienności. • Na początku poznajemy Helen – ducha 27-letniej kobiety, która sama siebie nazywa Światłem. Helen opowiada nam historię swoich gospodarzy i stu trzydziestu lat swojego (nie)życia. Aż nagle pewnego dnia, czuje na sobie czyjeś spojrzenie. Zaintrygowana postanawia sprawdzić, jak to jest możliwe. • I w tym momencie poznajemy Jamesa – ducha 29-latka, który chwilowo znajduje się w ciele 17-letniego chłopaka. • Helen i James od początku są sobą zafascynowani. Wymieniają się swoją wiedzą i poglądami na temat życia jako duch. Można by teraz powiedzieć, że zaczyna się ckliwa historyjka o tym, jak Helen i James zakochują się w sobie, a potem Helen zdobywa ciało i żyją razem długo i szczęśliwie. • Na całe szczęście, autorce udało się tego uniknąć i pod płaszczykiem romansu poruszyła istotne problemy społeczne. Poza parą głównych bohaterów istotną rolę odgrywają ich „ciała” Billy i Jenny. • Billy to klasyczny chłopak z problemami. Kilka lat wcześniej jego ojciec trafił do więzienia za dotkliwe pobicie matki I Billy został pod opieką starszego brata. Dodatkowo wplątał się w niewłaściwe towarzystwo i niewiele brakowało, a przedawkowałby narkotyki. • Jenny pochodzi z ortodoksyjnie religijnej rodziny. Z pozoru sielankowy świat wspólnoty religijnej jest pełen ułudy i hipokryzji. To świat nakazów i zakazów, gdzie każdy przejaw • Helen i James zajmują ciała nastolatków, w momencie gdy Jenny i Billy nie mają już siły żyć. Poznając lepiej siebie i swoich gospodarzy wytykają otoczeniu najgorsze występki. Helen i James pokazują rysy na sielankowym życiu, a także promyki słońca wśród pozornej beznadziei. Swoim zachowaniem ratują zarówno siebie, jak i swoich gospodarzy, przywracając im chęć do życia i do powrotu do własnego ciała. Dodatkowo zmieniają postrzeganie świata otoczenia, w którym przyszło im żyć. • Całość czyta się bardzo szybko. Można powiedzieć, że aż za szybko. Zdecydowanie warto przeczytać. • Oliwia Anna Chojnacka • Blog: Kufer z niespodziankami
  • [awatar]
    Olsztyn MBP
    To wielki i bardzo odważny debiut. Wiele recenzji krytykuje dialogi i bohaterów, często mówią, że autor chciał opisać zbyt wiele. A ja wam powiem, że nic nie było zbędne w tej książce, wszystko zależy od tego, jak bardzo otworzycie przed nią swoje serce. Wiele słów padło w tej książce, które mogłabym wypisywać na murach i wykrzykiwać prosto w ucho tym, który nie potrafią oddzielić kraj i jego kulturę od rządu. Jestem szczęśliwa, że tak wspaniała książka ukazała się właśnie teraz. Wiktoria Korzeniewska Blog: Przeczytaj mnie
Planowane i pożądane pozycje
  • Botanika duszy
    Gilbert, Elizabeth
  • Moja Warmia
    Cyfus, Edward
agnieszkaparafianowicz
sabpol1
marbia
rensos
alir25
monika_zwolska
bogdan.zaleski
potorska
karolina.wilczynskaa
mkrukredz
jaroslaw.sokolowski
longina.skowyrska
iwonarez
halszat
jolanta.folerzynska
emusza

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo