Strona domowa użytkownika

Zawiera informacje, galerię zdjęć, blog oraz wejście do zbiorów.
[awatar]
Katherine_Parker
Najnowsze recenzje
1 2 3 4 5
...
24
Z tego co pamiętam już nie raz, nie dwa wspominałam wam, że jestem wielką fanką serii Sea Breeze - jej bohaterów (w szczególności płci męskiej oczywiście), miejsca akcji, czy w końcu samego fantastycznego stylu Abbi Glines. Zawsze z wielkim sentymentem wspominam poprzednie części serii i chociaż bardzo mocno wyczekuję kolejnych tomów, to jednak z drugiej strony zaczynam rozpaczać, że powoli będzie to już koniec. Jak mówiłam bardzo polubiłam wszystkich bohaterów serii i ciężko będzie mi się z nimi rozstać (niestety ponowne czytanie to już nie to samo). • W Uwiedź mnie poznajemy historię Jasona Stone'a czyli młodszego brata Jaxa z pierwszego tomu serii, oraz Jess - kuzynki Rocka. Z tego co zrozumiałam pojawiała się ona ponoś przelotnie w poprzednich tomach, ale ja jakoś nie mogę sobie jej w ogóle przypomnieć. Powiem wam, że ciekawie czytało się książkę, gdzie to dziewczyna jest tą bardziej rozpustną, że tak powiem, natomiast chłopak jest bardziej w typie introwertyka. Z początku w ogóle myślałam, że autorka ukaże Jasona jako taką męską wersję typowej żeńskiej bohaterki z romansów - wiecie, facet, który jest nieśmiały, nie doświadczony w sprawach seksu i w ogóle taki wycofany. Myślałam, że Jess okaże się być taka, jak np. Cage, czy Preston i szczerze za bardzo nie spodobał mi się ten pomysł. Ale bardzo szybko okazało się, że tak nie będzie (no może po części co nie co się tam zgadzało, ale nie to czego sie najbardziej obawiałam) z czego się bardzo ucieszyłam. • Jeśli chodzi o Jess i Jasona to ogólnie mogę powiedzieć, że polubiłam ich, ale jednak nie tak bardzo, jak wszystkich poprzednich bohaterów. Chyba za bardzo różnili się oni od tej stałej ekipy z poprzednich części, przez co nie mogłam zapałać do nich aż tak dużą sympatią. Bardzo spodobał mi się jednak wątek związany z Jess - jej historia, relacje z matką, czy w końcu to, jaka stała się po bliższym poznaniu Jasona. Bardzo ciekawie mi się to czytało i z wielkim zainteresowanie śledziłam każdy nowy wątek. Jeśli natomiast chodzi o Jasona to muszę powiedzieć, że wiele razy jego podejście mnie mocno denerwowało. Przyzwyczaiłam się już do tego, że chłopcy w książkach Abbi Glines są mimo wszystko oddani dziewczynom, które im się podobają, a tutaj czasem tak nie było. Gdy tak teraz o tym myślę nie potrafię do końca stwierdzić, dlaczego Jason nie do końca przypadł mi do gustu. Chyba po prostu inaczej go sobie wyobrażałam, gdy autorka wprowadzała go w poprzednich częściach serii. • Jedną rzeczą, która mi tutaj jeszcze nie pasowała była postawa Jaxa wobec brata. Wydał mi się tutaj za bardzo wścibski i chamski, a gdy poznałam go w Oddychaj mną zdecydowanie taki nie był. Nie wiem, czy ja go po prostu jakoś inaczej postrzegam, czy autorka aż tak bardzo postanowiła go zmienić, no ale nie spodobało mi się to. • Ogólnie odnośnie książki powiem tak - nie było źle (było całkiem przyjemnie), jednak uważam, że Uwiedź mnie to jak dotąd najsłabsza z części, jaką napisała Abbi Glines. Nie mówię, że w ogóle mi się nie podobała, bo to by była nie prawda, jednakże odnoszę takie wrażenie jakby była napisana po to, żeby dać autorce trochę więcej czasu na wymyślenie dalszego głównego wątku serii. Sądzę, że gdyby nawet zabrakło tej części, tak na prawdę nic by się nie stało i żaden z fanów serii nie miał by z tego względu żadnych pretensji do autorki. • Tak więc podsumowując już powiem, że jak zawsze świetnie się czułam mogąc poznawać kolejną historię z Sea Breeze z pod pióra Abbi Glines, ale nie jestem nią jednak do końca usat­ysfa­kcjo­nowa­na. Mimo to nie wyobrażam sobie, abym mogła tą część pominąć, więc jeśli o tym myślicie, to koniecznie przestańcie! Jeśli tak jak ja jesteście fanami serii i Abbi, koniecznie musicie ją przeczytać. Ja teraz z wielką niec­ierp­liwo­ścią­ czekam na kolejny tom z serii i mam tylko nadzieję, że nie potrwa to długo!
[awatar]
Katherine_Parker
Jak wiecie jestem na prawdę ogromną fanka serii Pani Peregrine o osobliwych dzieciach dlatego strasznie ucieszyłam się, gdy usłyszałam, że autor napisał również zbiór baśni osobliwych, które nawiązują do historii osobliwców z całego świata. Dosłownie modliłam się o to, żeby książka ta ukazała się również polskim nakładem (sami wiecie, jak to bywa u nas z takimi właśnie dodatkami) i gdy dowiedziałam się, że Wydawnictwo Media Rodzina jednak wyda ten zbiór byłam po prostu w niebo wzięta! • Jeśli widzieliście już tą książkę na żywo na pewno się ze mną zgodzicie, że została przepięknie wydana. Już sama okładka niesamowicie przyciąga wzrok - strasznie podoba mi się, że została wykonana w takim starym i do tego baśniowym stylu. Jednak nie tylko okładka zasługuje na wielkie brawa, ale również całe wnętrze. Każda z baśni (a jest ich dziesięć) została opatrzona niezwykła ilustracją, co niesamowicie oddaje klimat osobliwców. Cieszę się bardzo, że całość została wydana w taki, a nie inny sposób, gdyż sama miałam przez to wrażenie, jakby na prawdę czytała książkę przeznaczoną wyłącznie do rąk osobliwców. • Dalej bardzo spodobało mi się to, że autorem książki nie jest tak na prawdę Ransom Riggs, tylko Millard Nullings, czyli niewidzialny bohater serii Pani Peregrine i jeden z jej osobliwych podopiecznych. Książka opatrzona jest w kilka komentarzy, które zamieścił w niej Millard. To wszystko strasznie przypomina mi Baśnie Barda Beedle'a od J.K. Rowling, dlatego cieszę się, że i tutaj zastosowano coś podobnego. • A jeśli chodzi o samą książkę, tak jak mówiłam znajdzie w niej dziesięć baśni w tym jedną, którą mogliśmy poznać w Mieście cieni - "Historia Cuthberta". Czytając powieść bardzo mi się ta historia spodobała i cieszę się, że mogłam poznać ją jeszcze raz. Jednakże ze wszystkich opowieści zdecydowanie najbardziej spodobały mi się "O kobiecie, która przyjaźniła się z duchami" opowiadająca historię dziewczyny, która nie potrafiła przyjaźnić się z żywymi ludźmi tylko wolała towarzystwo duchów, dlatego sama stworzyła sobie nawiedzony dom oraz "O dziewczynie, która poskramiała senne koszmary" zdecydowanie najmroczniejsza ze wszystkich opowieści, ale mimo wszystko cudowna i wciągająca. • Najmniej podobały mi się historie o chłopcu, który zamienił się w szarańczę (między innymi), która była dla mnie po prostu dziwna oraz "O chłopcu, który potrafił zatrzymać morze", przy której się po prostu wynudziłam. • Autorowi przez cały czas udało się jednak utrzymać ten fantastyczny i osobliwy klimat idealny wprost dla baśni, dlatego nawet wtedy gdy któraś historia sama z siebie mnie nie zaciekawiła, to i tak czytałam ją od deski do deski. • Co mogę więcej powiedzieć na temat tych baśni? Na pewno jest to obowiązkowa pozycja dla każdego fana osobliwych dzieci. Sama nie wyobrażam sobie, abym mogła jej nie poznać. Myślę, że tym osobą na pewno spodoba się ta książka i co najważniejsze, będzie świetnym uzupełnieniem dla znanych już nam historii. Dzięki historii o pierwszej ymbrynce możemy na przykład dowiedzieć się w końcu, skąd wzięły się takie osoby, jak pani Peregrine, czy panna Wren i zrozumieć, dlaczego ich zadanie polega na ochronie osobliwców i tworzeniu pętli. Ja świetnie się bawiłam czytając Baśnie osobliwe i jedyne, co mogę tutaj jeszcze powiedzieć, to tyle, że jak najbardziej wam je polecam!
[awatar]
Katherine_Parker
Recenzja dostępna również na blogu: [Link] • Przyznam się wam, że gdy czytałam drugi tom serii Pani Peregrine, to chociaż książka mi się podobała, to jedna czułam się troszkę rozczarowana, bo to już nie było tak samo genialne, jak Osobliwy dom Pani Peregrine. Bałam się, że z trzecim tomem będzie tak samo, że będzie dobrze, ale nie fantastycznie, że książka mnie zaciekawi, ale nie wciągnie w takim samym stopniu, jak pierwsza część. Myślę, że chyba dlatego, właśnie przez te obawy, z poznaniem ostatniej z serii przygód osobliwych dzieci tyle czekałam, bo zwyczajnie bałam się rozczarowania. Teraz wiem, że wszystkie te obawy były całkowicie niepotrzebne, bo mogę śmiało powiedzieć, że Miasto cieni zdecydowanie dorównało pierwszemu tomowi i to nawet bardzo! • Gdy w końcu zabrałam się za poznanie książki miałam mały problem z przypomnieniem sobie, jak zakończyła się poprzednia część, co trochę utrudniało mi lekturę. Powieść bowiem zaczyna się w dokładnie tym samym momencie, na którym kończyliśmy jej poprzedniczkę, co moim zdaniem jest jak najbardziej świetnym rozwiązaniem. I chociaż obawiałam się, że jednak będę musiała powrócić do zakończenia Miasta dusz, to koniec końców poradziłam sobie dość szybko z przyswojeniem całej historii. • Głównym elementem Biblioteki dusz jest tak naprawdę moment, gdy wraz z Jacobem, Emmą oraz psem Addisonem, przenosimy się do jednej z karnych pętli - Piekielnego Poletka, gdzie doprowadza ich trop porwanych osobliwych dzieci oraz ymbrynek. I pewnie to zabrzmi dziwnie, ale po prostu pokochałam Piekielne Poletko! Chociaż powinnam raczej powiedzieć, że pokochałam to, w jaki sposób Ransom Riggs wykreował to miejsce. Autor nie szczędził w swojej powieści opisów tego dziwnego i strasznego miejsca, a mi pozwoliło to tylko o wiele lepiej wykształcić sobie za pomocą mojej wyobraźni tą pętlę. Myślę, że właśnie takiego cudacznego miejsca zabrakło mi w Mieście cieni, dlatego niesamowicie cieszę się, że w Bibliotece dusz całą akcję autor przeniósł właśnie do Piekielnego Poletka. • Przez większość książki tak naprawdę towarzyszymy więc Jacobowi i Emmie w przeżyciu w tym strasznym miejscu i jednoczenie w próbach odnalezienia przyjaciół. Oczywiście i w tej części nie zabrakło całkiem to nowych osobliwych (i nie tylko) bohaterów, a każdy z nich jest jeszcze lepszy, niż ten poprzedni. • Jestem na prawdę zadowolona z lektury Biblioteki dusz i strasznie mocno cieszę się, że autor na zakończenie serii przygotował coś właśnie z takim kopniakiem. Widać, że na prawdę mocno napracował się przy kreowaniu wszystkich elementów tej historii, jednakże ciężka praca jak najbardziej się opłaciła! Ransom Riggs utrzymał wszystko na bardzo wysokim poziomie, a to sprawiło, że jeszcze bardziej pokochałam jego twórczość. Mam wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję zapoznać się z jakąś nową książką tego autora, gdyż jestem przekonana, że każda kolejna będzie równie epicka, co poprzednia! • Myślę więc, że nie muszę już dodawać, jak bardzo polecam wam zarówno tą cześć, jak i całą serię stworzoną przez Ransoma Riggsa. Jak dla mnie te książki to jedne z tych pozycji, które tak jak w przypadku Harry'ego Potter'a dosłownie każdy powinien przeczytać (bez względu na wiek). Ja już teraz wiem, że na pewno nie raz, nie dwa będę powracać do historii osobliwych dzieci i na pewno przez bardzo długi czas będę je niezmiernie miło wspominać! • Żałuję tylko, że ekranizacja Osobliwego domu Pani Peregrine wypadła tak słabo (czego w ogóle nie mogę zrozumieć, bo w końcu wyreżyserował ją mój ukochany reżyser Tim Burton), bo mogło wyjść z tego wszystkiego coś na prawdę niesamowitego!
[awatar]
Katherine_Parker
Po tym, jak mocno byłam oczarowana pierwszą książką Nicoli Yoon Ponad wszystko (recenzja klik) sądziłam, że gdy w końcu przeczytam Słońce też jest gwiazdą i w tym przypadku otrzymam coś niesamowitego. I chociaż ogólnie rzecz biorąc książka mi się podobała, to jednak nie było to chyb do końca to, czego się po niej spodziewałam. Zabrakło mi tego czegoś, co tak bardzo urzekło mnie w przypadku lektury pierwszej książki autorki, a czego tak bardzo pragnęłam. Ale, ale jak mówię - nie uważam, żeby ta powieść była zła. Co to, to nie! Może jednak zacznę od początku... • W przypadku tej książki tak na prawdę chyba ciężko jest określić, kto tutaj jest tym głównym bohaterem, bo chociaż powieść tak na prawdę opowiada historię dwójki bohaterów - Natashy oraz Daniela, to jednak ja sama nie potrafię stwierdzić, czy to bardziej Tasha jest tą najważniejszą postacią, czy może Daniel jest ważniejszy od niej, albo już całkiem z innej strony może to ich rodziny są głównymi bohaterami. Za razem ciekawe, jednak i czasem nieco denerwujące było więc dla mnie to, że książka podzielona jest na rozdziały, gdzie to są przedstawiane różne wątki różnych osób. Oczywiście najwięcej się tyczy Natashy i Daniela, ale jest też wiele, wiele innych,, które w jakiś sposób do tych dwóch postaci nawiązują. Powiem wam, że chyba raczej nie zostanę wielką fanką tego sposobu pisania. Owszem, lubię bardzo, gdy poznajemy jakąś historię z kilku perspektyw, bo zwyczajnie możemy się w takim przypadku o wiele więcej dowiedzieć. Tutaj było tego jak dla mnie o wiele za wiele. Bardzo często wszystkie te rozdziały dość mocno mnie przytłaczały i musiałam chwilę poświęcić, aby się w nich odnaleźć. Bardzo mocno przypomina mi to książkę Musimy coś zmienić (recenzja klik) gdzie właśnie podobny sposób narracji również był prowadzony i tam również mi się to bardzo nie podobało. Nie mówię, że książka miałaby być prowadzona w taki tradycyjny sposób, czyli tylko Natasha jest narratoką, albo tylko Daniel jest narratorem, ale to co przedstawiła Nicola Yoon akurat mnie mocno przytłoczyło i nie do końca mi się spodobało. • Sama historia przedstawiona w książce na prawdę mocno mi się spodobała i według mnie to jest właśnie ten największy atut całej powieści. Autorka miała na prawdę ciekawy pomysł - niby banalny, ale jednak ciekawy. Przyjemnie czytało mi się o Tashy, która musi zmagać się z problemem deportacji oraz o Danielu zmagającym się z problemami rodzinnymi, ale przede wszystkim o tym, co robili razem i o tym, jakie uczucie zaczęło ich łączyć w bardzo krótkim czasie. Jestem zdecydowaną romantyczką i jak najbardziej uważam, że czasem wystarczy tylko jedno spojrzenie, czy parę minut rozmowy, żeby wiedzieć, że jesteśmy sobie przeznaczenia - tutaj śmiało trzymam stronę Daniela. Całą historię śledziłam z zapartym tchem i mocno trzymałam kciuki zarówno o to, aby tej dwójce sieęudało, oraz za Tash i jej pozostanie w USA. • Odnośnie postaci powiem jedynie parę słów. Natasha przez całą książkę była dla mnie tak na prawdę jedną wielką zagadką. Gdy już zaczynałam myśleć, że chyba wiem, jaka ona mniej więcej jest szynko okazywało się, że to jednak nie ta osoba, o jakiej myślałam. Jednakże podczas czytania na prawdę mocno ją polubiłam - chociaż w wielu kwestiach się z nią nie zgadzałam. Sam Daniel również mocno przypadł mi do gustu - jedynie nie spodobało mi się moje wyobrażenie wyglądu chłopa, ale to tylko taki drobny szczegół. Tak jak mówię, w przypadku tej dwójki szalenie spodobało mi się to, że mimo tych wszystkich dość wyraźnych różnic ta dwójka potrafiła się dogadać. Ba! Śmiało można powiedzieć, że zostali dla siebie stworzeni. • Słowem podsumowania powiem jeszcze raz - książka nie była zła, jednak nie zachwyciła mnie już tak bardzo, jak Ponad wszystko. Czytając poprzednią książkę autorki czułam, że coś mnie strasznie mocno do tej historii ciągnie, a zagłębiając się w Słońce też jest gwiazdą miałam tylko wrażenie, że czytam... bo czytam. Szczerze, to gdybym nie poznała tej historii nie miałabym czego żałować. Co, jak co, jednak muszę powiedzieć, że pod względem pisarskim autorka nadal trzyma wysoki poziom i nie mogę doczekać się kolejnej powieści, która wyjdzie z pod jej pióra. • Tak więc tym razem książki nie będę ani polecać, ani nie poleca - po prostu powiem, że będziecie musieli zdecydować sami.
[awatar]
Katherine_Parker
Recenzja dostępna również na blogu: [Link] • Na poznanie historii przedstawionej w książce Był sobie pies nie miałam ochoty tak naprawdę od razu – od momentu, gdy książka ukazała się w księgarni, a na ekranach kin zagościła jej ekranizacja. Choć prędzej, gdy przypadkowo zapoznałam się z kilkoma stronami powieści doszłam do wniosku, że owszem, to może być ciekawe, to jednak koniec końców nie ciągnęło mnie do niej na tyle, aby akurat w tym momencie chcieć ją przeczytać. Ale jak to często bywa w moim przypadku, gdy przez jakiś czas bronię się przed poznaniem danej książki, to wkrótce okazuje się, że żałuję, że z tym poznaniem tak długo zwlekałam. Tak też było właśnie w przypadku powieści Był sobie pies i teraz, gdy lektura już za mną, niecierpliwie czekam na moment, kiedy będę mogła zapoznać się z filmową adaptacją tej książki – bo jest na co czekać! • Głównym bohaterem tejże powieści jest… pies – i to pies, który przeżywa po kolei kilka wcieleń. Na samym początku poznajemy go jako szczeniaczka, który dopiero co się urodził i razem z matką oraz trójką rodzeństwa zmaga się z życiem „pod mostem”. Niektóre jego „życia” są krótkie, inne natomiast długie i przez ten czas pies ten nazywany różnie – Tobby, Koleżka, Bailey, Ellie, czy też Misiu – stara się zrozumieć, dlaczego wciąż się odradza i jaki jest sens jego życia. Nie chcę za dużo opisywać wam fabuły, bo boję się, że mogłabym powiedzieć za dużo i zdradziłabym wam tak naprawdę całą fabułę. • Powiem wam, że choć początkowo obawiałam się, jak taka książka przedstawiona z perspektywy psa będzie wyglądać, to powiem wam, że wyszło to naprawdę genialnie! Z resztą sam autor pokazał przez to, jak wielki posiada talent. No bo w końcu nie jest sztuką przedstawienie historii z perspektywy człowieka, który rozumie wszystko, co się wokół niego dzieje i może nam o tym powiedzieć, ale zaprezentowanie jej w taki sposób, aby nierozumiejący większości ludzkich zachowań pies mógł przedstawić nam wszystko tak, żeby cała książka miała sens. I autorowi się to jak najbardziej udało! Z pewnością musiała być to dla niego naprawdę ciężka praca, ale wysyłki z pewnością się opłaciły. Sam styl pisarski autora jest naprawdę bardzo wciągający i niesamowicie ciekawy. Na swoim Instagramie przeczytałam komentarz odnośnie tej książki, że dzięki niej możemy lepiej zrozumieć psy i chociaż ja psa nie mam (mam kota, co z pewnością spotkałoby się z dezaprobatą Bailey’a) to jednak sądzę, że wiele z tego, co zostało odnośnie psów w książce przedstawione ma naprawdę spory sens. Dzięki Był sobie pies zyskałam naprawdę świetną możliwość zapoznania się ze światem psów w taki sposób, w jaki nigdy nie było mi to dane – a to naprawdę fantastyczne przeżycie! • Odnośnie samego psiaka, na którego będę może mówić Bailey muszę powiedzieć, że na prawdę bardzo mocno go polubiłam, a śledzenie fabuły z jego perspektywy było na prawdę wielką przyjemnością. Dzięki niemu nie raz, nie dwa się śmiałam, jak i obawiałam tego, co może się zaraz wydarzyć, ale również nie obyło się bez potoków łez, kiedy Bailey (w różnych wcieleniach), musiał pożegnać się z życiem i ze wszystkim co łączyło się na jego dotychczasowe życie. Głównie te momenty były niesamowicie emocjonujące i jeśli między innymi czegoś takiego szukacie w tej książce, śmiało możecie się za nią zabierać! Choć jak mówiłam, niesamowicie pokochałam Bailey'a to jednak nie obyło się bez momentów, w których niesamowicie mnie denerwował - na przykład, gdy tak oceniał wszystkie inne zwierzęta i uważał, że tylko psy (choć głównie on), są najlepszymi zwierzakami na świecie i tylko one powinny towarzyszyć ludziom. Dla mnie, jako typowej kociary, takie traktowanie było niesamowicie krzywdzące, dlatego słysząc te liczne komentarze psiaka pod względem moich ulubionych futrzaków, obrażałam się za wszystkie koty świata! Ale niestety moja złość szybko przechodziła, gdy Bailey znów zrobił coś niezwykle zabawnego, czy uroczego. Także kociaki, przepraszam... chyba nie jestem waszym najlepszych obrońcom... • Z tych ludzkich bohaterów książki, niesamowicie polubiłam również Ethan'a oraz jego mamę i dziadków, Joe'go (mimo jego braku uczuć) oraz Mayę. To właśnie w ich towarzystwie najlepiej spędzało mi się czas i z przyjemnością czytałam o wszystkim tym, co tyczyło się ich życia. • Podsumowując więc uważam, że książka Był sobie pies jest niezwykle emocjonalną i uroczą książką, którą każdy miłośnik psów (i nie tylko) powinien przeczytać! Jak dla mnie jest to typowo familijna powieść i jestem przekonana, że każdemu czytelnikowi (niezależnie od wieku) by się ona spodobała. Przygotujcie się jednak, że nie zawsze historia ta będzie łatwa, lekka i przyjemna, bo mimo wszystko nie braknie w niej smutku i wzruszających momentów. Jednakże jak dla mnie to książka, którą zdecydowanie warto przeczytać! Sama teraz bardzo chcę się zapoznać z jej ekranizacją i mam tylko wielką nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu będzie tak dobra, jak jej papierowy pierwowzór. Widziałam, że w rolę nastoletniego Ethana wcielił się KJ Appa (jeden z moich ulubieńców), a w rolę nastoletniej Hannah Britt Robertson (moja kolejna ulubienica), więc jak na razie jestem pozytywnie do tego filmu nastawiona.
[awatar]
Katherine_Parker
Ostatnio oceniane
1 2 3 4 5
...
20
  • Uwiedź mnie
    Glines, Abbi
  • Baśnie osobliwe
    Riggs, Ransom
  • Biblioteka dusz
    Riggs, Ransom
  • Słońce też jest gwiazdą
    Yoon, Nicola
  • Był sobie pies
    Cameron, W. Bruce
  • Między niebem a Lou
    Fouchet, Lorraine
Należy do grup
  • [awatar]
    Mlodziezowe

grejfrutoowa
ilona3
BeataFK

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Dotacje na innowacje - Inwestujemy w Waszą przyszłość
foo